16 paź 2016

Jak Kuba Bogu, czyli szacunek dla prywatności

Ostatnio nawet osoby, w których opinie wsłuchuję się z dużą uwagą, pozwoliły sobie na mocno krytyczne komentarze w sprawie Czarnego Protestu pod domem p. Kaczyńskiego po jego kuriozalnej wypowiedzi na temat konieczności urodzenia, ochrzczenia i pochowania dzieci nie mających najmniejszych szans na przeżycie.
Nieważny jest kontekst i przysłowiowe wyrywanie z kontekstu. To, co powiedział /bo powiedział!/, jest barbarzyństwem w czystej postaci i chyba nawet w średniowieczu nie stosowano tak wyrafinowanych tortur wobec kobiet! Skąd więc to zdziwienie na skrajne rozsierdzenie kobiet, na ich gniew i bunt, na krzyk pod domem posła, który mianował się jedynym i niepodważalnym dysponentem kobiecego życia??
Jak się ma  prywatność prezesa do najgłębszej prywatności wielu milionów polskich kobiet, odarcia ich z prawa decydowania o swoim życiu, z prawa do bycia równoprawnym z mężczyzną człowiekiem??!!

A co do przydomowych protestów. Nie kobiety zainicjowały tę formę. Nie one przez lata podtrzymywały deptanie prawa do prywatności! Posiane ziarno przynosi owoc- bywa niechciany, ale rozumni ludzie starają się przewidywać konsekwencje własnych działań. A przynajmniej powinni się starać przewidywać!

Dla przypomnienia:
"Kto wiatr sieje, burzę zbiera!"
"Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie!"
"Kto pod kim dołki..." itd.

Jest tych przysłów i powiedzonek całkiem sporo. Warto się przy nich zatrzymać, póki jeszcze jest czas, póki fala gniewu nie narosła do groźnych rozmiarów.
 

11 paź 2016

A życie toczy się dalej...

Wygląda na to, że zyskaliśmy sobie nowego wroga. A jeśli nawet nie wroga, to niechętnego obserwatora naszych poczynań.
Przestają śmieszyć żarty, że latawcami też damy radę... Nie będzie Caracali, jeszcze długo nie będzie innych helikopterów... W przypływie czarnych myśli pachnie mi to dywersją!

Czego się nie dotkną, to zaczyna szwankować- to już chyba trzeba chcieć wszystko niszczyć, bo w tak dalece posuniętą ignorancję aż trudno uwierzyć... :((

 

10 paź 2016

Nie wszystek umrę

W wieku 90-ciu lat odszedł od nas Człowiek. Odważny,wrażliwy , twórczy. Andrzej Wajda.
                                                                                                               /zdjęcie wzięte z Gazety/
 Odszedł... nie wszystek! Pozostanie w naszych wzruszeniach, dobrej pamięci, w kinematografii polskiej i światowej, wreszcie w historii naszego kraju. Wielki Polak, ważny wartościowy Człowiek. Brakuje słów...
                                                              

7 paź 2016

Ciuciubabka ze św. Antonim

Diabeł przykrył ładowarkę do MP3- wcięło, nie ma i już!

Chyba wspominałam, że daleko mi do perfekcjonizmu, niemniej staram się, aby każda rzecz miała swoje miejsce, bo łatwiej wtedy do niej trafić, gdy zaistnieje potrzeba. Oczywiście im człowiek starszy, tym częściej mu się zdarza odstępstwo od reguły i zostawia trzymany w ręku przedmiot gdziekolwiek- a po pewnym czasie, gdy akurat jest niezbędny, przewraca chałupę do góry nogami, by go znaleźć. Tak właśnie było i z moim mini słuchadełkiem nocnym.

Moim usypiaczem jest właśnie  MP3 i właściwie prawie każdej nocy z niej korzystam.. Bez ładowarki jest zupełnie bezużyteczna. Trudno ją zastąpić radiem, bo mam tak stare, że nie da się złapać żadnej sensownej fali, krótko mówiąc: porażka na całej linii.

Wpadłam w lekki popłoch i ruszyłam po ratunek do syna. Może on ma i pożyczy do podładowania. Niestety, nie miał! Byłam tak zdesperowana, że poprosiłam go, by mi zamówił przez internet drugą. Trudno, jak się tamta znajdzie, będą dwie!

Wróciłam do domu i myślę: - Może by poprosić św. Antoniego o pomoc? Zawsze, dziwnym trafem, po takim westchnieniu zagubione rzeczy się znajdowały...ale czy on będzie wiedział, czego ma szukać?... Św. Antoni i ładowarka do MP3- czysty surrealizm!
Z jednej strony puszczam oko, że niby ja taka na wskroś współczesna i w podobne banialuki nie wierzę, z drugiej strony- gdyby mi święty ładowarkę znalazł, nie miałabym nic przeciwko! ;)) Żeby się tylko nie obraził, że sobie z niego podkpiwam...

Rozdarta jak sosna między wierzę i nie wierzę, w ostatnim przypływie zniechęcenia otworzyłam leżącą na krześle torebkę.
ŁADOWARKA LEŻAŁA NA SAMYM WIERZCHU!

I co ja mam o tym myśleć?... ;)))

6 paź 2016

Naleweczka na czymś

Żeby była jasność- w zasadzie nie pijam alkoholu: piwa nie lubię, wino mi szkodzi, mocne alkohole nie wchodzą w grę, jedyne co mogę brać pod uwagę to likiery i nalewki- ot tak po odrobinie, dla smaku. I to też od wielkiego dzwonu. Ale dziwadło, co? ;)) 

I otóż to właśnie dziwadło ostatnio poeksperymentowało alkoholowo.
Robiłam przegląd  przetworów owocowych z minionych lat. Nie jestem szczególnie drobiazgowa i do pedanterii mi daleko, więc teraz trzeba zgadywać, co jest w słoiku- bo bywa, że są wątpliwości. Rok "produkcji" nie jest ważny, bo po otwarciu i ewentualnej wstępnej degustacji wiadomo, czy można spożytkować, czy lepiej wyrzucić.

Wzięłam ci ja, panie dziejku, jeden z takich słoiczków i zadumałam się: wygląd- genialny, smak też, tylko konsystencja zupełnie nie moja - dżemów nigdy nie robiłam, bo nie było na nie popytu.  Musiało toto długo stać, skoro samo z siebie dżemowate się zrobiło. Ale żal mi było wyrzucić, bo smakowite było bardzo!- winogrona w cukrze!

Dość szybko wpadł mi do głowy pomysł, żeby zrobić nalewkę. Zalałam zawartość dwóch słoiczków białą wódką i odstawiłam, żeby się "przegryzło". I tak sobie stało.

                                                            *  *  *

Wpadła koleżanka. Wiatr. Deszcz siąpi. Zimno jak sto diabłów. Oko jakoś samo poleciało w stronę nalewki.
Uprzedziłam tylko, że jeszcze nie zlewane, więc mogą się trafić ziarenka.
Dobre było, nawet bardzo dobre! Jest tej nalewki jeszcze całkiem sporo, a już pod ręce pcha się kolejna- tym razem z pigwy /czy pigwowca- małe owoce/. I chyba zrobię! Na święta do ciasta będzie jak znalazł! ;))


Wygląda na to, że jestem na etapie środkowej butelki. I tego trzeba się trzymać, no i oby ta ostatnia nie musiała być nigdy w użyciu! ;)

p.s. 
Zdjęcie całkiem duże, co?  Nauka nie poszła w las! :))

4 paź 2016

No, trudno!

Dla pamięci chciałam dodać dwa demoty. Tekst Owsiaka jest niemal nieczytelny, może z lupą... Chciałam zrezygnować, bo uznałam, że to nie ma sensu, ale nie umiałam skasować. Trudno, niech oba idą!

Co prawda tekstu Owsiaka nie przesłałam, ale nadal nie wiem, jak to zrobiłam i dlaczego nie mogę anulować wybranych zdjęć.
Blox jest bałaganiarski, ale zdecydowanie łatwiejszy w obsłudze!;((

Nie chodzi o światopogląd

Spotykam się z uwagami, że Parlament Europejski nie powinien dyskutować o polskim projekcie w sprawie całkowitego zakazu aborcji, bo: 1) to jest dopiero projekt, 2) UE nie wypowiada się w kwestiach światopoglądowych, ponieważ ta tematyka przynależy wyłącznie krajom członkowskim.

Kompletne pomylenie pojęć, bo światopogląd to jedno a łamanie praw człowieka to drugie. Jeżeli ma się zamiar uprzedmiotowić kobiety, stosując nakazy i zakazy wedle których mają one żyć, to jest to brutalne i okrutne pozbawienie ich ludzkich praw do decydowania o własnym życiu i nie ma nic wspólnego ze światopoglądem.

Przyznam, że sprzeciw PO wobec postawienia problemu na forum UE przyjęłam z dużym zawodem i zniesmaczeniem. Odebrałam to jako zdradę, jako nieliczenie się z prawem kobiety do normalnego, godnego życia, z jej niekwestionowanym prawem do wyboru, do podejmowania decyzji, także tych najtrudniejszych.

                                             ***
Rozumiem kobiecy gniew. Podzielam go. Nikt nie ma prawa robić z nas morderczyń złaknionych krwi niewinnych dzieci. Nikt nie ma takiego prawa, bo to kolejny fałsz! I nie ma zgody na podobne stawianie sprawy!
Szanowni posłowie! O jeden krok za daleko!! To był protest ostrzegawczy... Bardzo głęboko to przemyślcie.

29 wrz 2016

Sońka

Dawno już chciałam przeczytać tę książkę. Wiele o niej słyszałam, czytałam recenzje.
Wreszcie udało mi się ją wypożyczyć w naszej bibliotece. Nie zasiadłam do niej od razu, wiedziałam, że jest ciężka w czytaniu. Nie w formie, w treści.

Są książki, które chce się poznać a jednocześnie jakaś blokada zatrzymuje. Brakuje odwagi, żeby otworzyć, żeby przeczytać kilka pierwszych zdań. Taka właśnie jest "Sońka" Ignacego Karpowicza.
Czasy wojny i straszliwy los podlaskiej kobiety... 

Książka musiała odleżeć kilka dni, żeby moja decyzja nabrała mocy, żebym ja nabrała odwagi do skonfrontowania się z tamtym czasem i z tamtym losem. 
Dziś zaczęłam czytać i nie oderwałam się, póki nie skończyłam. Niebywała rzecz. Niebywale napisana. Jeśli ktoś jeszcze nie zna, bardzo, bardzo polecam.

27 wrz 2016

Wódz

Wielokrotnie zastanawiałam się nad fenomenem siły i władzy dyktatorów.
Wystarczy popatrzeć na te indywidua, by się zdziwić. Mali, złośliwi, śmieszni w słowach i gestach a przecież umiejący sterroryzować całe narody.  

Jaki jest początek? Jak to się dzieje, że taka marnizna pociąga za sobą tłumy. Może gdyby to było wiadome, ludzie nie daliby sobą tak manipulować? Nie pozwoliliby na autorytarną władzę, nie wsadzaliby łbów dobrowolnie pod topór, bo widzieliby czarno na białym, że tenże wielki, ten mocarny to w gruncie rzeczy zakompleksiony tchórz, za którym nie stoją żadne pozytywne wartości, który wlecze za sobą jedynie nienawiść i zemstę na społeczeństwie za własne nieudane, zmarnowane i przegrane życie...

Taka władza się skończy, bo musi się skończyć... i tylko szkoda narodu, który musi przez to wszystko przechodzić... Historia zatoczyła koło, suweren zakręcił korbą...

25 wrz 2016

Byłam.

Sobotę zaplanowałam trochę na wyrost, bo przed KOD-owskim marszem zaliczyłam aktualne wystawy w CSW.
Nie będę o nich pisać, bo wrażenia przekazałam na bloxowym blogu i nie ma sensu się powtarzać.

Przyznam, że byłam nieco niespokojna o liczebność marszu. Niepotrzebnie, bo ludzi znowu było mnóstwo. I chyba zaczyna się tworzyć więź międzypokoleniowa, bo młodych widziało się coraz więcej. Spotykały się całe rodziny, znajomi...

I znowu ta fajna atmosfera wzajemnego zrozumienia, życzliwości, uśmiechu. Bardzo podobało mi się hasło: KIMKOLWIEK JESTEŚ, DOBRZE CI ŻYCZĘ. Oddawało ducha marszu.
Warto zauważyć, że o ile na poprzednich marszach widać było grupki anty-, pokrzykujące i wyraźnie wrogo nastawione, o tyle wczoraj zauważyłam zaledwie jednego samotnego mężczyznę, który na kartce z bloku wypisał, jaki to KOD jest wstrętny. ;)

Prawie zaprzyjaźnieni z WOLNYM BALKONEM pozdrawialiśmy- z wzajemnością- ludzi z okien, chodników, stolików kawiarnianych.

Kilka fotek:


Takich plansz było cztery czy pięć- na szerokość ulicy. 

 

Sporo najróżniejszych haseł, plakatów, transparentów przyciągało uwagę, ale niewątpliwym hitem był "przyjaciel dzieci". Chętnych do fotografowania było co niemiara! ;)) 

 
Przez całą drogę nam towarzyszył i budził ogólną uciechę.
A na Krakowskim Przedmieściu spotkał się z drugą swoją podobizną, smętną i mocno zrezygnowaną:


..........................................
 
Nie zostałam już na przemówienia na koniec marszu. Było bardzo późno a mnie czekała jeszcze droga do domu. Dotarłam dopiero koło 20.00. Zważywszy, że wyjechałam o 10.00, stwierdzam wyjątkową intensywność tego dnia.
............................. 
 
Niepokój, który tlił się gdzieś na dnie duszy, że z czasem może być nas coraz mniej, przegoniłam myślą profesora Bartoszewskiego, przytoczoną przez młodą koderkę- Magdalenę Skorupską w DEKODERZE- biuletynie KOD-u:

Kiedy coś uparcie gaśnie- zaufaj iskierce nadziei.

I tego się będę trzymać! :))