Życie nikogo nie oszczędza i przed każdym stawia jakieś zadania- różne: łatwiejsze, ale i takie, wydawałoby się, nie do pokonania. Jedni radzą sobie z każdym problemem, dla innych nawet drobne przeciwności urastają do miana katastrofy. Od czego to zależy?...
Wiele o tym myślałam i mam wrażenie, że generalnie jakość życia w dużej mierze /może nawet decydującej/ zależy od samooceny i samoakceptacji- wiary w siebie i własną sprawczość.
A samoakceptacja nie bierze się znikąd, składa się na nią osąd rodzeństwa i rodziców, ocena rówieśników i ludzi dorosłych.
Młody człowiek poddany krytycznemu osądowi ma tendencję do przejęcia tych opinii na własny temat, wierzy im bezkrytycznie i przyjmuje jako pewnik. Nie próbuje się im przeciwstawić, walczyć z nimi. Nie ma świadomości, że brak wiary siebie i niska samoocena będą miały wpływ na jego dalsze życie.
Proszę mnie źle nie zrozumieć- daleka jestem od tego, by pompować ego młodego człowieka zawsze i za wszelką cenę.To byłaby skrajność w drugą stronę równie niekorzystna jak wszechogarniający krytycyzm.
Chodzi mi o budowanie realistycznego obrazu samego siebie- poznawania własnych mocnych stron, ale i tych słabszych, nad którymi warto popracować.
Sama nie wiem, skąd mi się wziął ten temat- i po co. Swojego życia już nie zmienię. Za stara jestem na życiowe zmiany...
Może tak po prostu, by głośno powiedzieć, że w różnych życiowych sytuacjach trzeba umieć myśleć o sobie i mieć pewność, że warto o siebie zawalczyć, bo życie jest tylko jedno i będzie tylko takie, jak uda się nam je zagospodarować.











