Byłam w kinie w dniu premiery w ramach cyklu "Kino kobiet", ale o tym za chwilę.
Zastanawiam się, co właściwie mam napisać. Bardzo obszerne recenzje już się ukazały. Książkę czytałam już tak dawno, że nie podejmę się wyszukiwać filmowych nieścisłości, zresztą przypuszczam, że wszystkie ekranizacje książek dają sobie prawo do własnych interpretacji, czemu zresztą trudno się dziwić, bo w filmie nie da się zawrzeć wszystkich książkowych treści.
Film ogląda się znakomicie. Warszawa jest niemal malarska- i to nie tylko te bogate dzielnice, także uliczki biedy i zapomnienia. Wieczorne oświetlone miasto- baśniowa atmosfera. Krótko mówiąc: scenografia najwyższej klasy! Podobnie obsada- same aktorskie znakomitości, toteż i gra znakomita. Nie powiem, że wszystkie role mi się podobały, ale zaledwie do pojedynczych miałabym jakieś uwagi. Generalnie rzecz biorąc film zrobiony jest perfekcyjnie i bardzo mi się podobał- to był dobrze spędzony czas.
Chyba równolegle w Netflixie pojawiła się inna wersja, tym razem w formie serialu. Naczytałam się recenzji- od zachwytu po niemal zmieszanie z błotem- i zastanawiałam się, czy po obejrzeniu filmu warto poprawić serialem. Miałam sporo wątpliwości, ale usilnie mnie namawiano, więc ostatecznie uznałam, że czemu nie. Zaczęłam trzeci odcinek. Może zbyt mało, żeby się wypowiadać, ale ostatecznie jakieś wrażenie już jest. Serial jest drapieżny, brutalny, brudny...więc może tym bardziej zbliżony do prawdy? Nie wiem. Niewątpliwie ogląda się go dobrze, ale obsada, chociaż też posiana gwiazdami, nie do końca mi odpowiadała.
Mam wrażenie, że zarówno film jak i serial będą miały swoich widzów. I dobrze!
----------------------------------------
A teraz wracam do początku i wyjaśnienia, co to jest to "Kino kobiet". Powiem tylko, co wydedukowałam. Wygląda mi na to, że kino w jakimś zakresie jest sponsorowane przez różne firmy produkujące coś tam dla kobiet: żele, odżywki i inne tego typu rzeczy- i chcące się reklamować. Nie wiem, jak to jest nagłaśniane, w każdym razie sporo kobiet wiedziało o co chodzi, bo przyszły poprzebierane w kapelusze, rękawiczki, dziwne stroje czy pantofelki.
Początkowo z niejakim zdumieniem patrzyłam na kobiety teoretycznie wystylizowane na pannę Izabelę, bądź kobiety z jej środowiska.
Powinien już zacząć się film, ale zamiast filmu zaczęły się konkursy związane z powieścią Prusa. Młody pan prowadził konkursy a na ekranie widniał obraz czterech pań na tle nazw firm, które się właśnie reklamowały. Nagrodami w konkursach były saszetki, próbki, testery- gratisy, drobiazgi reklamowe w papierowych torebkach. Może jestem już za stara i nie znam się na dobrej zabawie, ale byłam zniesmaczona i zażenowana, że można tak lekceważąco potraktować kobiety. Z drugiej strony było mi przykro, że kobiety robią z siebie dziwowisko po to jedynie, że być może dostaną jakąś pierdółkę do włosów czy paznokci.
Reklamowa część trwała godzinę. Potem już był film. A ja pomyślałam, że nigdy więcej na "Kino kobiet"- szkoda czasu, bo na ten sam film można przecież pójść w innym terminie.












