8 paź 2026

Lalka

 

Byłam w kinie w dniu premiery w ramach cyklu "Kino kobiet", ale o tym za chwilę.

Zastanawiam się, co właściwie mam napisać. Bardzo obszerne recenzje już się ukazały. Książkę czytałam już tak dawno, że nie podejmę się wyszukiwać filmowych nieścisłości, zresztą  przypuszczam, że wszystkie ekranizacje książek dają sobie prawo do własnych interpretacji, czemu zresztą trudno się dziwić, bo w filmie nie da się zawrzeć wszystkich książkowych treści.

Film ogląda się znakomicie. Warszawa jest niemal malarska- i to nie tylko te bogate dzielnice, także uliczki biedy i zapomnienia. Wieczorne oświetlone miasto- baśniowa atmosfera. Krótko mówiąc: scenografia najwyższej klasy! Podobnie obsada- same aktorskie znakomitości, toteż i gra znakomita. Nie powiem, że wszystkie role mi się podobały, ale zaledwie do pojedynczych miałabym jakieś uwagi. Generalnie rzecz biorąc film zrobiony jest perfekcyjnie i bardzo mi się podobał- to był dobrze spędzony czas.

Chyba równolegle w Netflixie pojawiła się inna wersja, tym razem w formie serialu. Naczytałam się recenzji- od zachwytu po niemal zmieszanie z błotem- i zastanawiałam się, czy po obejrzeniu filmu warto poprawić serialem. Miałam sporo wątpliwości, ale usilnie mnie namawiano, więc ostatecznie uznałam, że czemu nie. Zaczęłam trzeci odcinek. Może zbyt mało, żeby się wypowiadać, ale ostatecznie jakieś wrażenie już jest. Serial jest drapieżny, brutalny, brudny...więc może tym bardziej zbliżony do prawdy? Nie wiem. Niewątpliwie ogląda się go dobrze, ale obsada, chociaż też posiana gwiazdami, nie do końca mi odpowiadała.

Mam wrażenie, że zarówno film jak i serial będą miały swoich widzów. I dobrze!

---------------------------------------- 

A teraz wracam do początku i wyjaśnienia, co to jest to "Kino kobiet". Powiem tylko, co wydedukowałam. Wygląda mi na to, że kino w jakimś zakresie jest sponsorowane przez różne firmy produkujące coś tam dla kobiet: żele, odżywki i inne tego typu rzeczy- i chcące się reklamować. Nie wiem, jak to jest nagłaśniane, w każdym razie sporo kobiet wiedziało o co chodzi, bo przyszły poprzebierane w kapelusze, rękawiczki, dziwne stroje czy pantofelki.

Początkowo z niejakim zdumieniem patrzyłam na kobiety teoretycznie wystylizowane na pannę Izabelę, bądź kobiety z jej środowiska.

Powinien już zacząć się film, ale zamiast filmu zaczęły się konkursy związane z powieścią Prusa. Młody pan prowadził konkursy a na ekranie widniał obraz czterech pań na tle nazw firm, które się  właśnie reklamowały. Nagrodami w konkursach były saszetki, próbki, testery- gratisy, drobiazgi reklamowe w papierowych torebkach. Może jestem już za stara i nie znam się na dobrej zabawie, ale byłam zniesmaczona i zażenowana, że można tak lekceważąco potraktować kobiety. Z drugiej strony było mi przykro, że kobiety robią z siebie dziwowisko po to jedynie, że być może dostaną jakąś pierdółkę do włosów czy paznokci.

Reklamowa część trwała godzinę. Potem już był film. A ja pomyślałam, że nigdy więcej na "Kino kobiet"- szkoda czasu, bo na ten sam film można przecież pójść w innym terminie.

 

 

3 paź 2026

Banita na własne życzenie- i niech tak zostanie!

 Romanowskiemu sądownie przyznano list żelazny. Prawdopodobnie będzie prokuratorski protest i - być może- tenże list straci ważność. A może nie i czeka nas kolejny etap sądowo-prokuratorskiej przepychanki, kto to może wiedzieć... 

Tych pozostałości po pisowskim rządzie jest tak wiele, że nie wiem, czy kolejna kadencja KO starczyłaby, by wszystko naprostować, tym bardziej, że Batyr za punkt honoru wyznaczył sobie niszczenie rządów Tuska.

Ale co to ja chciałam?

No tak sobie myślę, że w czasach mocno odległych jedną z bardziej dotkliwych kar było skazanie na banicję. Tu zarówno Romanowski jak i Ziobro sami  sobie banicję zafundowali. Niech nas nie zmyli, że kasy mają jak lodu i miejsce do życia też nie do pogardzenia. Ci, którzy ich przygarnęli, łatwo się mogą od nich odwrócić, Europa czeka z deportacją, żaden dzień tak naprawdę nie niesie ze sobą pewności normalnego bezpiecznego bytu- krótko mówiąc : nie jest wesoło, co wcale nie oznacza , że któregokolwiek z nich jest mi żal- zupełnie NIE! Myślę jednak, że bycie poza krajem z poczuciem ciągłego zagrożenia i niepewności własnego losu jest niewiele lepsze- o ile w ogóle jest- od więzienia w swoim kraju.

Tak więc pomyślałam sobie, że niech już sobie siedzą tam , gdzie są i niech nie próbują wracać do kraju, w którym wyrządzili nam wszystkim tyle zła.

-------------------------------------------------------

Byłam na "Lalce", ale o tym w innej notce. Udanego weekendu! Dobrego nowego tygodnia. 

 

22 wrz 2026

Dzień jak co dzień

 Trochę mi się rzeczywistość zawęziła, ale trzeba trzymać fason- po prostu: lepiej już było.

Dni mijają jeden za drugim, niby każdy inny a tak naprawdę podobne do siebie jak dwie krople wody. Zrobiło się chłodno, więc na użytek domowy ogłosiłam otwarcie sezonu grzewczego. Podobnie było w ubiegłym roku- też we wrześniu i chyba nawet wcześniej. Wiem, że dałoby się całkiem spokojnie przetrwać jeszcze tydzień czy nawet dwa, ale- lubimy ciepło a to właściwie jedyny luksus, na który sobie pozwalamy.

Czytam książki, polityką interesuję się w stopniu umiarkowanym, bo wszystko podlega wielokrotnemu przemieleniu i nie ma obawy, żeby coś ważnego mi uciekło. 

Dla uśmiechniętego /nieco gorzkim uśmiechem, niestety!/ tygodnia: mem, który uznałam za wart pokazania. ;)


 Dobrego tygodnia! :)))

 

13 wrz 2026

A życie toczy się dalej.

 

 

 

Po zdjęciach wiadomo, że główną przyczyną mojego "urlopu" były sprawy zdrowotne, ale nie tylko- był zamknięty żłobek, były dwie stłuczki samochodowe, były znalezione w środku lasu dwa malutkie kociaki i niechęć Bąbla do podzielenia się własnym terytorium, było przypuszczenie uszkodzenia pralki i termostatu do pieca gazowego... 

Te dwa ostatnie to efekt paniki, kiedy z obłędem w oczach zastanawiałam się, co jeszcze i kiedy.

Ostatecznie wszystko powoli wraca do normy i - choć obowiązków mi przybyło- jakoś zaczyna względnie normalnie funkcjonować.Udało mi się wyciszyć po kumulacji niespodziewanych zdarzeń, tym bardziej że wszystko- mimo trudności- ostatecznie znalazło dobre rozwiązanie. A ja przypomniałam sobie maksymę babci Karolci i uznałam, że spokojnie mogę się nią podeprzeć w trudnych sytuacjach. Przytoczę, bo może się komuś przydać: jak się człowiek przyłoży, to i w piekle niezgorzej!

Bo rzeczywiście- człowiek potrafi zaadaptować się do KAŻDYCH warunków, najgorsza jest niepewność i oczekiwanie na kolejny cios.

---------------------------------

Tak naprawdę to jeszcze nie wszystko, ale na pierwszy raz wystarczy.

Dobrego nowego tygodnia! :)) 

26 sie 2026

PRZEPRASZAM

Przepraszam, że w poprzednim poście nie odpowiedziałam na ostatnie komentarze.

Z najróżniejszymi rzeczami sobie w życiu radziłam, ale to co się w tej chwili dzieje, kompletnie mnie przerasta. Kiedyś pisałam o diabelskim młynie, ale teraz to jakiś wściekły rollercoaster, który tylko czyha, by cisnąć mnie w przestrzeń. Może kiedyś o tym napiszę, może nie, nie wiem...

Jak znam życie- i siebie- to chociaż siła złego na jednego, jakoś to przetrwam. Pamiętacie?...Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było...

Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Jesteście dla mnie BARDZO  WAŻNI!💕 

14 sie 2026

Ciekawostki

W ostatniej notce, relacjonującej kolejny pobyt w czeskiej Pradze, @To przeczytałam pokazała m.in. pomnik dłoni z rozstawionymi w połowie palcami i uwagą, że kto tak potrafi, bo ona nie daje rady. Odezwało się dwie czy trzy osoby, że to żaden problem, więc spróbowałam i ja. I też mi wyszło, może nie super zgrabnie, ale jednak.;))


 Niby w prawej ręce da się jakoś ten podział zrobić, choć z niejakim trudem, za to w w lewej zero problemów a i podział wyraźny.

 

 Przy tej okazji przypomniało mi się, że i ja w dzieciństwie czy może wczesnej młodości miałam palcową sztuczkę,w wykonywaniu której byłam jedyna i niepowtarzalna- i sprawiało mi to niebywałą satysfakcję!

Ciekawe, czy i teraz dam radę? Spróbowałam. I... dałam radę!!! I tak jak wcześniej- w lewej ręce: bezproblemowo, w prawej- gorzej, ale też się dało. A swoją drogą, jak to jest, że lewa ręka lepiej "zapamiętuje"? Może prawa miała w życiu więcej obowiązków, stąd nie próbowała nawet zapamiętywać rzeczy mało istotnych?...;))


 Wygląda to mocno drapieżnie. A gdy się wykona ten gest w obu rękach i uzupełni odpowiednio straszliwą miną- efekt murowany! :))) Sami spróbujcie!

 

A skoro mowa o dziwnościach, to miałam kolegę, który umiał poruszać uchem: lewym lub prawym- w zależności od zapotrzebowania.

A z kolei mój wujek robił z ust  taką cienką kreskę i wydawał przenikliwy pisk, którego żadne z nas- dzieci- nie umiało powtórzyć, mimo wielu usilnych prób.

Trochę mało poważna dzisiejsza notka, ale czy wszystko i zawsze musi być takie śmiertelnie serio?... :)))

9 sie 2026

Były, ale nie tam, gdzie się spodziewałam.

 

Spodziewałam się kłopotów z telefonem, tymczasem kłopoty rzeczywiście były, ale... z komputerem.

Otóż ileś dni temu, po burzy- zresztą całkiem niegroźnej u nas- zabrakło internetu. Należało wyłączyć dopływ prądu, potem włączyć i sprawdzić, czy to cokolwiek zmieni.  A mnie się wszystko pomyliło i zresetowałam komputer. Poczułam się taka technicznie mocna, czy przypomniały mi się słowa otuchy z początków mojego  poznawania obsługi komputera, żeby się nie bać, bo tam za wiele zepsuć się nie da... Sama nie wiem, co mną powodowało, w każdym razie tak skutecznie zablokowałam komputer, że choć weź i ugryź!

Co dalej? Wiadomo, po ratunek do syna. I też pudło!  - Powiedz, co zrobiłaś. Tak po kolei. 

Bardzo chętnie bym opowiedziała z detalami, gdybym wiedziała, co właściwie zrobiłam. Może  jakaś informacja, jak przywrócić aparat z powrotem do życia jest w pudełku po komputerze?  Poszukajmy. Na ogół trzymam różne dziwne rzeczy, więc pewnie znajdę...tymczasem pudełka ani śladu! 

No, cóż! Trzeba  wezwać fachowca. I nerwy, że kiedy, bo facet zarobiony po uszy... ale udało się! Przyszedł! Otworzył komputer, trzy ruchy ręką, spytał o kod do komputera, wklepał i...komputer zaczął działać, jakby nic się wcześniej nie zdarzyło!! Niesamowite! Nie pytałam, co zrobiłam wcześniej nie tak, bo do niczego mi to już nie było potrzebne. Prędzej mi ręka uschnie, nim po raz drugi zabiorę się do resetowania komputera!!

A telefon? Jakoś sobie radzę, choć do zaprzyjaźnienia się z nim - daleka  droga. Teoretycznie wszystko jest jasne i proste, i niemal takie samo jak w poprzedniku, ale w praktyce wcale tak słodko nie jest.  Co rusz nadziewam się na jakąś niespodziankę i mocno mnie to deprymuje. Jak uznam, że jestem już z nim zaprzyjaźniona- dam znać! ;)))

27 lip 2026

Będą kłopoty? Zobaczymy...

 

Sama nie wiem, jak przez to przebrnę, na początku może być trudno.

Otóż: zastrajkowała mi komórka. Od jakiegoś czasu miałam z nią problemy tak bardzo narastające, że straciłam cierpliwość.

No, cóż- swoje wysłużyła, ma prawo odpocząć.

Cały szkopuł w tym, że zamieniam iphona na motorolę i pewnych rzeczy trzeba się będzie uczyć od początku.  Dodatkowo wcale nie jestem pewna, czy nie utracę dostępu do bloga, bo zakładając bloga namotałam takich cudów / niby żeby być anonimową tak na 100%- głupia baba! kto chciał, to i tak mnie zdemaskował/, że odkręcenie tego teraz może być problematyczne. No, cóż: pożyjemy, zobaczymy.

Jeśli będę musiała założyć nowego bloga, to na pewno spróbuję jakoś się z Wami skontaktować. Trzymajcie kciuki!

p.s. Może tu w komentarzach podam nowy adres? Zobaczymy. Wszystko zgodnie z zasadą - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było! ;)) 

18 lip 2026

Młodość? Starość?...

 

Chwyciłam kiedyś tego mema i wreszcie go wykorzystam.

Zwróciłam uwagę na punkt 5. i wyjaśnienie zaznaczone czerwonym kolorem dla zaakcentowania, że to tylko heheszki, bo co się będziemy wygłupiać z  młodością po 60-tym roku życia. Ale jednak graniczny rok młodości, nawet tej z dużą przesadą, nie został wyartykułowany, więc spokojnie można przyjąć wieczny ciąg młodości dla tych, którzy po prostu młodo się czują.

Bo w gruncie rzeczy, co to jest starość? To rezygnacja, zmęczenie życiem, upierdliwe informowanie tych, którzy słuchają i którzy słuchać nie chcą o wciąż nowych a ogromnie uciążliwych dolegliwościach, bądź też uporczywe żeglowanie po wspomnieniach z lat młodości.

 Czy czuję się staro? Nie wiem. Gównie- co jakiś czas- doświadczam zdziwienia, że choć moja aktywność wyraźnie oklapła, to wciąż żyję, to wciąż jestem taka sama, intelektualnie jeszcze jakoś daję radę, choć wiedza jest już mocno dziurawa a pamięć szwankuje na potęgę.

                                                                      * * * 

Ostatnio przez ok. 10 dni była u nas córka z wnusią-wciąż jeszcze malusią dziewczyneczką. Żeby był komplet, wnuczka chwyciła jakiegoś wirusa, bakterię- piorun wie, co. Oczywiście lek taki i inny, wściekła temperatura, dziecko rozkapryszone, czemu oczywiście trudno się dziwić. Zresztą  co tu gadać- każdy wie, co się dzieje, gdy w domu jest chore dziecko. Córka umordowana do granic wytrzymałości, trzeba jej było pomóc, więc pomogłam- i jestem dumna jak paw: dałam radę!! Zakupy, normalne domowe obowiązki, zabawianie malutkiej, kiedy już poczuła się lepiej... Czyli nie jest jeszcze ze mną tak źle!

I tak sobie myślę, że człowiek tak długo jest młody, jak długo nie tylko nie wymaga opieki, ale jeszcze sam może komuś drugiemu pomóc. 


Dobrej niedzieli! Dobrego nowego tygodnia! :) 

4 lip 2026

Chichot natury

Upały przetrwaliśmy, choć z dużym trudem.W domu temperatura przekroczyła 27 stopni i nawet włączony wiatrak nie przynosił ulgi.  Po raz pierwszy nie broniłam się przed piciem wody a kot co prawda sporo czasu spędzał na dworze, ale chętnie wpadał do domu, żeby choć trochę się ochłodzić na starym przyjaznym linoleum.




 
 Dla równowagi dziś rano wiał tak chłodny i przenikliwy wiatr, że - idąc po zakupy- założyłam lekką wiosenną kurtkę... i wcale mi za gorąco nie było.

Ciekawe, czy w nocy się ogrzewanie nie włączy... 

A przed nami podobno kolejna fala upałów! Strach się bać. :)

 

Politykę odłożyłam na bok, szaleństwo pogodowe zdecydowanie zaspokaja moje zapotrzebowanie na huśtawkę emocji a nadmiar agresji wyładowuję czytając kryminały. /Co się ze mną dzieje?? Kiedyś opisy okrutnych morderstw omijałam szerokim łukiem, teraz łykam jak kaczka kluchy! Może to namiastka zaspokojenia morderczych ciągot...patrz: polityka! ;)/

 Czas płynie jakby obok, nic mi się nie chce.

Miłego weekendu i dobrego nowego tygodnia! :)