Cały wczorajszy dzień upłynął na śledzeniu różnych poczynań i różnych komentarzy związanych ze ślubowaniem sześciorga sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego.
Cała machina propagandowa sprowadzała się do kwestii- są nowymi sędziami Trybunału czy nie.
Mimo wściekłej nagonki z prawej strony, powiało optymizmem i wiarą w rzeczywistą odnowę skundlonego, upolitycznionego dotąd TK.
Powiem tyle, że dla mnie budująca była sędziowska solidarność i jeszcze: dawno już z taką przyjemnością nie słuchałam dziennikarskiej rozmowy jak wczorajszej: Kolendy-Zalewskiej z Czarzastym.
I tak mi się pomyślało, że historia zatoczyła koło- bo przecież rozmontowywanie praworządności w Polsce zaczęło się od niszczenia i upolityczniania TK właśnie - i że teraz zacznie się autentyczne odzyskiwanie sędziowskiej niezależności, czyli niejako powrót do korzeni.
Pamiętam swój pierwszy protest, właśnie ten spod gmachu Trybunału. Była nas wtedy garstka... I następny protest, i następny. I zawsze na początku był niepokój: czy ludzie się zmobilizują, czy przyjdą/przyjadą... i oddech ulgi, gdy tłum gęstniał. I nadszedł 15.X...
Mocno trzymam kciuki za mądrość i determinację Węgrów!
JESZCZE BĘDZIE PRZEPIĘKNIE, JESZCZE BĘDZIE NORMALNIE! :)
P.s. A Hołownia to ....!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz