Upały przetrwaliśmy, choć z dużym trudem.W domu temperatura przekroczyła 27 stopni i nawet włączony wiatrak nie przynosił ulgi. Po raz pierwszy nie broniłam się przed piciem wody a kot co prawda sporo czasu spędzał na dworze, ale chętnie wpadał do domu, żeby choć trochę się ochłodzić na starym przyjaznym linoleum.
Dla równowagi dziś rano wiał tak chłodny i przenikliwy wiatr, że - idąc po zakupy- założyłam lekką wiosenną kurtkę... i wcale mi za gorąco nie było.
Ciekawe, czy w nocy się ogrzewanie nie włączy...
A przed nami podobno kolejna fala upałów! Strach się bać. :)
Politykę odłożyłam na bok, szaleństwo pogodowe zdecydowanie zaspokaja moje zapotrzebowanie na huśtawkę emocji a nadmiar agresji wyładowuję czytając kryminały. /Co się ze mną dzieje?? Kiedyś opisy okrutnych morderstw omijałam szerokim łukiem, teraz łykam jak kaczka kluchy! Może to namiastka zaspokojenia morderczych ciągot...patrz: polityka! ;)/
Czas płynie jakby obok, nic mi się nie chce.
Miłego weekendu i dobrego nowego tygodnia! :)


