Od dłuższego czasu chciałam obejrzeć Muzeum Sztuki Współczesnej i wyrobić sobie własne zdanie, jako że opinie są mocno podzielone i jak zwykle skrajne: zachwyt i niechęć.
Udało się wczoraj. Wybrałam się na zwiedzanie z córką i synową.
Powiem tak: bryła budynku elegancka i stonowana. W środku- światło i przestrzeń.
Kondygnacje górne /bo chyba są dwie/ jeszcze nieczynne. O ile dobrze zrozumiałam, w pełni udostępnione będą dla zwiedzających prawdopodobnie w lutym.
Dół całkowicie jest do dyspozycji zwiedzających i choć typowo muzealnych eksponatów nie ma zbyt wiele, to jednak jest co oglądać.
Może te fotki niekoniecznie oddają pełne zagospodarowanie dolnej części muzeum, ale dodam od siebie, że warto tu wstąpić i mam wrażenie, że będzie to obiekt kultury najchętniej w Warszawie odwiedzany. Już teraz było dużo zwiedzających a niewątpliwą dodatkową zachętą jest możliwość obejrzenia wszystkiego na parterze bez konieczności kupowania biletu.
Ponieważ limit czasowy nie został wyczerpany, obejrzałyśmy jeszcze jedną wystawę. Niedaleko, bo w pobliżu hotelu Bristol. Krótki spacerek i- jesteśmy!
Kochani! Warszawiacy i blisko Warszawiacy! Koniecznie!!! Przeurocze, przesympatyczne miejsce!
Ta wystawa, czynna do marca, podzielona jest niejako na dwie części: część pierwsza poświęcona jest miesięcznikowi "Ty i ja" oraz druga prezentująca nieznane zdjęcia z okresu PRL-u.
Co Wam będę opowiadać! Po prostu zerknijcie na kilka fotek. Właściwie wszystko chciałoby się zatrzymać na zdjęciu!
Jak dla mnie- coś fantastycznego! Taka kolorowa wycieczka w krainę młodości!
Wyszłyśmy rozgadane, roześmiane, usatysfakcjonowane!
Jeszcze tylko krótki posiłek w pierogarni, blisko Kopernika- i do domu!
To była super wycieczka!! :))

































