Po zdjęciach wiadomo, że główną przyczyną mojego "urlopu" były sprawy zdrowotne, ale nie tylko- był zamknięty żłobek, były dwie stłuczki samochodowe, były znalezione w środku lasu dwa malutkie kociaki i niechęć Bąbla do podzielenia się własnym terytorium, było przypuszczenie uszkodzenia pralki i termostatu do pieca gazowego...
Te dwa ostatnie to efekt paniki, kiedy z obłędem w oczach zastanawiałam się, co jeszcze i kiedy.
Ostatecznie wszystko powoli wraca do normy i - choć obowiązków mi przybyło- jakoś zaczyna względnie normalnie funkcjonować.Udało mi się wyciszyć po kumulacji niespodziewanych zdarzeń, tym bardziej że wszystko- mimo trudności- ostatecznie znalazło dobre rozwiązanie. A ja przypomniałam sobie maksymę babci Karolci i uznałam, że spokojnie mogę się nią podeprzeć w trudnych sytuacjach. Przytoczę, bo może się komuś przydać: jak się człowiek przyłoży, to i w piekle niezgorzej!
Bo rzeczywiście- człowiek potrafi zaadaptować się do KAŻDYCH warunków, najgorsza jest niepewność i oczekiwanie na kolejny cios.
---------------------------------
Tak naprawdę to jeszcze nie wszystko, ale na pierwszy raz wystarczy.
Dobrego nowego tygodnia! :))


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz