26 lut 2026

Dzień wyrwany z życiorysu

 Niby jest pozytyw a czuję się jak przekręcona przez wyżymaczkę.

Znowu byłam u lekarki i mam nadzieję, że był to ostatni raz, bo więcej nie zniosę.

Ostatnio pisałam Wam, że Bąbel miał pobieraną krew i zalecenie, żeby badanie krwi powtórzyć po miesiącu a w razie  stwierdzenia toksoplazmozy trzeba będzie wziąć antybiotyki.

To, że toksoplazmoza jest, wiedziałam telefonicznie  już następnego dnia, ale leczenia żadnego nie było i żadnej sugestii na ten temat, czyli trzeba ten miesiąc odczekać do następnego badania krwi. No to cierpliwie czekałam a tymczasem zima za oknem szalała: śnieg, ślizgawica- o żadnym wyjeździe do Warszawy mowy być nie mogło.

W tzw. międzyczasie poczytałam trochę w internecie, że toksoplazmoza u wychodzących kotów jest oczywista i nawet się jej nie leczy, jeśli kot zachowuje się normalnie i na chorego nie wygląda. Co innego, jeśli są objawy chorobowe- wtedy tak! Przy czym warto dodać, że tę cholerną toksoplazmozę kot może przechodzić kilka razy- zeżre ptaszka czy myszkę i już. Zapachniało mi regularnymi wizytami u pani wet i trochę mi entuzjazm ostygł, bo każda taka wizyta to mocno przeczyszczone kieszenie i skołatane nerwy- to ewidentnie dzień wyrwany z życiorysu.

Doszłam do wniosku, że daruję sobie kolejne badanie krwi a po raz ostatni skontaktuję się z lekarką prowadzącą i wypytam ją o wszystko, czego nie jestem pewna i co mnie niepokoi. A skoro drugie lekarstwo też działa, to nie wpędzę kota w nerwicę niepotrzebnymi wyjazdami, bo to bez sensu, skoro ta tokso może być parę razy. 

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Syn zawiózł mnie do lekarki. Kot oczywiście znowu się zsikał, mnie się ręce trzęsły jak galareta a pani doktor trochę mnie słuchała, trochę była jakby mało obecna myślami.

Ostatecznie tego, co najważniejsze jednak się dowiedziałam. Podstawowe lekarstwo ma brać 2 razy dziennie po pół tabletki- prawdopodobnie do końca życia. To drugie choróbsko, czyli toksoplazmoza- raz dziennie 3/4 tabletki-przez 6 tygodni a potem jakieś drogie badanie... i oczywiście żeby nie zlekceważyć! Jakoś mi to na antybiotyk nie wyglądało, ale przecież nie będę mądralować, że ta lekarka od pobierania krwi mówiła co innego...

Na zdjęciu obok dzienna kocia dawka.

Już się nad sobą użalam, bo zupełnie nie wiem, jak sobie z tym poradzę, ale- jakoś będę musiała.

O podawaniu leków będzie odrębna notka...

I myślę sobie, że te 6 tygodni mojej mordęgi będą po to, żeby nie męczyć kota kolejnymi wizytami. 
   

45 komentarzy:

  1. O matko i córko!
    Jeszcze trochę a i Tobie będą potrzebne leki na skołatane nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojoj, nie zazdroszczę, odkupisz za to wszystkie grzechy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie wiem, czy dam radę! Dużo ich było!🤭

      Usuń
    2. Nie wierzę, może jeden?

      Usuń
    3. Kochana jesteś, Jotko, ale zdecydowanie mnie przeceniasz.🤭

      Usuń
  3. Spójrz, oczy Bąbla chcą Ci tyyyle powiedzieć! 😁 Rozmawiałaś już z nim? 😉

    doczytałam, że każda gmina prowadzi dofinansowanie zabiegów i długo trwających chorób u psów i kotów (to nie jest gotówka a raczej refundacja kosztów leczenia);
    Poszczególne gminy mają takie programy, o czym mogłabyś dowiedzieć się bezpośrednio u swoich "władz".
    Zwierzak objęty tym świadczeniem powinien mieć książeczkę zdrowia, podstawowe szczepienia i ponad 6 miesięcy życia, a Ty stałe zameldowanie.
    Spróbuj się dowiedzieć.
    Po drugie primo: nie wiem, jak Ty, ale ja dałabym sobie spokój z panią weterynarz od mojego sierściucha, która nie ma cierpliwości wysłuchania moich uwag (czytaj: trosk i obaw) dotyczących chorego kotka.
    Bierzesz babo pieniądze (i to wcale niemałe!) nie tylko za przepisanie paru recept i zapewne przy zgranej współpracy zaprzyjaźnionych farmaceutów. Byle jakie zbywanie klienta z kocim problemem jest po prostu nieprzyzwoite.
    Howgh!
    Trzymajcie się!❤️
    😘




    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu! Bąbel jest wyjątkowo cierpliwym i wyrozumiałym kotem. A może po prostu wie, że to dla jego zdrowia?…
    I mimo wszystko nie stracił dla mnie serca… kochany kociak!
    A refundacja leków? Idiotycznie to zabrzmi, ale mieć kota to taka babciowa fanaberia. Ludzie żebrzą o pieniądze dla dzieci… nie miałabym odwagi wyciągać ręki po pieniądze dla kota.😘💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie spodziewałam się takiej odpowiedzi - nie znosisz prosić o jakiekolwiek wsparcie, nawet jeśli to ma być dla Bąbla! Nie - i już!
      Ale znalazłaś kotka na ulicy - mogłaś go odnieść do schroniska i wtedy albo by go uśpili, albo siedziałby w metalowej klatce. Nawet w te mrozy. Oczywiście utrzymywałoby go miasto z funduszy na to przeznaczonych.
      Ty wolałaś zaopiekować się nim, dzięki czemu ma fajne życie.
      I teraz tak: każda gmina (miasto) ma określoną sumę w budżecie, wnoszącą stałe opłaty na przetrwanie zwierzaków w jako takich warunkach. Dzieląc się z Tobą (refundacja) nie robią żadnej łaski, tym bardziej że te pieniądze nigdy nie będą przeznaczone na chore dzieci.
      Twoją fanaberią by było, gdybyś zapragnęła z jakiejś super hodowli rasowego (z pełną metryką) maine coona, ot - taki kaprys!
      Przygarniając Bąbla niejako odciążasz powołane do tego służby miejskie. I tak to powinnaś potraktować.
      To nie jest żadne żebractwo.

      Usuń
    2. Gosiu! Nawet gdyby chciała skorzystać z Twojej podpowiedzi, to i tak jest już po herbacie. Brałam jakieś tam świstki z poradni, ale w domu wyrzucałam, bo nie zwykłam gromadzić śmieci- i tym samym nie miałabym czym udowodnić kosztów leczenia.
      Ale bardzo Ci dziękuję za dobrą radę i dobre serce.🥰

      Usuń
  5. Oj, rozumiem Cię doskonale… 😔 To naprawdę stresujące, kiedy musi się tak uważnie pilnować leczenia kota i jeszcze biegać po wizytach. Ale dobrze, że w końcu masz jasne instrukcje – te 6 tygodni może być męczące dla Ciebie, ale dla kota to spokój i brak kolejnych wizyt. 🐾💊 Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło gładko i żeby zarówno Ty, jak i Bąbel daliście radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Perspektywa spokojnego, systematycznego leczenia kociego świądu już nie jest stresująca a wręcz przeciwnie- przynosi spokój i nadzieję.

      Usuń
  6. Dobra decyzja, po co męczyć kocisko niepotrzebnie. "Mizie" dla Bąbla ode mnie 😃

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że nie każdy ma możliwość trzymania kota tylko w domu, i że nie jest to idealnym rozwiązaniem dla zwierząt, ale moim zdaniem są zdrowsze, nie są narażone na choroby/walki/niebezpieczeństwa. Życzę wszystkiego najlepszego dla Bąbla i "mame" ("kot jaśniepan")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam świadomość tego, o czym piszesz, ale w mojej sytuacji zamknięcie kota w domu jest nierealne. Bąbel jest wysterylizowany, moja uliczka spokojna a koci teren niewielki /trzyma się blisko domu, nie ma ciągot do wędrówek- nie uczyłam go tego, ma tak sam z siebie/.Dziękuję za życzliwe zainteresowanie.

      Usuń
  8. Dla Bąbla w tym wszystkim najważniejsze jest jedno: czy czuje się bezpieczny. A przy Tobie tak właśnie się czuje. Trzymam kciuki za te sześć tygodni🤞Niech będą krótsze niż się wydają i lżejsze niż zapowiadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Dziś rano dostał p raz pierwszy oba lekarstwa. Jakoś poszło, więc może nie będzie tak źle. Wspólnie z Bąblem pozdrawiamy Ciebie i Puszka.😻😘

      Usuń
    2. To super! Będzie dobrze bo nie może być inaczej🤞Dacie radę🙂
      Dziękujemy, pozdrawiamy Was serdecznie i życzymy zdrowia. Mizianki dla Bąbla😻🐾

      Usuń
    3. 😻😸😘

      Usuń
  9. O to historia. Nasz rację, jak noe ma objawów, to po co?
    Notabene trafiłam na życiowego weta, co mi Mirki trzustki leczy. We wtorek wizyta i pobranie krwi, Mirka nie wie jeszczeo szczęściu, ale wet jest zdania, że będzie ok i widzimy się dopiero na szczepieniu.
    Pozdrowienia dla was i Bąbla!

    OdpowiedzUsuń
  10. Leczenie zwierzaków to spore wyzwanie, ale wszystko jest do pokonania. Zdrówka dla Ciebie i Mirki.😘😸

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację, jak mialan kota to vet ciągnął ile Sue da i drogą karmę kupowaliśmy u niego a potem znaleźliśmy tą karmę na allegro o wiele tańszą, zdrówka dla słodziaka,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żywa prawda. Kiedyś napiszę o finansach- włos się jeży na głowie! Dzięki za życzenia.😘

      Usuń
  12. Kup w aptece gilotynkę do dzielenia tabletek, to wydatek rzędu 3-4 zł, a bardzo ulatwia precyzyjne cięcie. To lekarstwo po lewej i ja miałam dla któregoś kotka, ale nie pamiętam, co to było i na co. Łączę się z Tobą w bólu, wizyty u weterynarza mam przećwiczone do urzygu 🌹🌹🌹

    OdpowiedzUsuń
  13. Te po lewej mają być na toksoplazmozę. Czy na inne choroby też- nie wiem.
    Dzięki za wskazówkę. Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Cięłam nożykiem.
    Dzięki za wsparcie.😻😘

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie ,po objawach ,gdy tradycyjna medycyna nie daje rady jedynym ratunkiem jet udanie się z kotem do "kociego psychiatry":)

    OdpowiedzUsuń
  15. W pewnym sensie masz rację. Tylko nie do kociego a do normalnego ludzkiego, bo to mnie już świr zaczyna doganiać!😜

    OdpowiedzUsuń

  16. Kiedy ja to na poważnie
    A są takowi https://kocispecjalista.pl/ lub https://kociologia.pl/kim-jest-koci-behawiorysta-i-kiedy-warto-sie-do-niego-udac/ albo http://koci-ekspert.pl/
    A po do normalnego ludzkiego :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo! A myślałam, że zakpiłeś.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam Kot tez ma swe życie wewnętrzne a stres tez go dotyka
      Kiedyś 2 studentów pomieszkujących w bloku zostawiało swego kota sąsiadce gdy wyjeżdżali na dłużej.
      Matko moja co to kocisko wtedy wyprawiało Ze nie wspomnę o namiętnym drapaniu foteli skórzanych sikaniu do butów mieszkańców i chowaniu się z tapczan na cały dzień
      A jaki był po obrażony na swoich opiekunów.
      Jedynie co pozostało pozostawić go na "starym mieszkaniu"i regularnie doglądać i dokarmiać.
      Wtedy był spokój
      Moze wiec i Twojemu coś odbiło :))

      Usuń
    2. Nie mówię, że nie. Może tak być!😉

      Usuń
  18. Świetnie, że napisałaś o Bąblu, rozumiem, że problem częściowo został rozwiązany, co mnie bardzo cieszy. Ja po raz kolejny przekonałam się, że dobrze zrobiłam przenosząc się do innej przychodni z Furianuszkiem i Misią, bo nie wykluczone, że skończyłoby się jak z biednym Baribalkiem, na którego w ciągu trzech miesięcy wydałyśmy chyba ponad dwa tysiące złotych na nietrafione i wręcz zabójcze terapie. Jeśli leki Bąbla są przeznaczone dla zwierząt zapewne nie mają odrażającego dla kota smaku, więc można je rozgnieść na proszek, wymieszać z przekąską smakową w postaci półpłynnej zawiesiny i podać na łyżce. Koty zwykle wylizują to bardzo chętnie a jedna tubka wystarczy na przynajmniej dwa a nawet cztery podania. My to stosujemy z powodzeniem do niektórych leków a po otwarciu tubkę trzymamy w lodówce do następnego razu. Niestety są też leki, które trzeba dawać do pyszczka i wtedy jest dramat. Nasza Misia wypracowała sobie metodę, udaje ze połknęła odchodzi i wypluwa gdzieś w kąciku.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też, Elu, cieszę się, że zmieniłam lekarkę, bo ta wreszcie /tfu! tfu! odpukać !/ okazała się skuteczna.
    Trzeba trochę czasu, żeby spokojnie robić swoje, ale mam nadzieję, że wszystko będzie Ok! Bąbel łyka proszki i jest tak, jak piszesz- czasem usiłuje wypluć, ale bardzo go pilnuję a po lekach natychmiast daję mu jedzenie.
    Mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że skojarzył proszki z brakiem swędzenia, bo nie ucieka, nie wyrywa się i dość spokojnie przyjmuje konieczność połknięcia tabletek.
    Mam wrażenie, że teraz leczenie jest takie, jakie być powinno.😘

    OdpowiedzUsuń
  20. No bieda ze zwierzakiem 😢 dobrze, że zanosi się na lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakoś tak smutno mi się robi, gdy słyszę o chorobach zwierzaków domowych. I to pomimo, że wiem, iż w normalnych warunkach, czyli gdyby żyły dziko, choroba by je pokonała. Mimo to ja po prostu lubię, gdy zwierzę jest szczęśliwe.

    OdpowiedzUsuń
  22. Też bym wolała, żeby zwierzaki nie chorowały, ale to niemożliwe.
    Co do Bąbla: cieszę się, że sytuacja została opanowana, chociaż podawanie mu tabletek to swoista wojna domowa. Mam nadzieję, że wychodzę z niej zwycięsko, ale 100% pewności nigdy nie mam.Ale efekty są pozytywne- jak dotąd- i z tego bardzo się cieszę.
    Wolandzie, miło mi, że mnie czasem odwiedzasz , chociaż przestałam u Ciebie komentować. Zupełnie nie wiem, jak to się stało, ale straciłam dostęp do Wordpressa . Pisać nie mogę, ale regularnie czytam Twoje notki. Pozdrawiam Ciebie i żonę.😉

    OdpowiedzUsuń
  23. no tak, długa droga chyba przed Wami. Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam przedwiosennie

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję, Ismeno. Odpozdrawiam wraz z ciepełkiem.

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozumiem Cię doskonale! 😔 Te wizyty i tabletki potrafią wykończyć psychicznie, ale widzę, że robisz to wszystko z miłości do Bąbla.Trzymam kciuki, żeby te 6 tygodni minęło możliwie spokojnie i bez stresu dla Was obojga!

    OdpowiedzUsuń
  26. Bąbel jest cudnym, łagodnym i przytulaśnym kotem i bardzo się cieszę, że lekarstwo jest trafione, reszta jest nieistotna. Damy radę, nie ma innej opcji!😸😄

    OdpowiedzUsuń