Jak będzie zbyt często o kocie, to dajcie mi znać. ;)
Dla przypomnienia i porównania:
Taki był mniej więcej, gdy pojawił się w naszym domu: maleńki, bezradny...
Tęsknił za ciepłym ciałem. Wkładałam do do golfa a on przytulał się do mojej szyi i zasypiał.
Nie mogliśmy się go nachwalić, jaki jest grzeczny, jaki rezolutny, jak szybko uczy się nowych rzeczy, jak świetnie sobie radzi, jak... zachwytów nie było końca!
A taki mniej więcej jest Bąbel obecnie. W porównaniu z tamtym kociątkiem- wielkie kocisko. A tak naprawdę koci podlotek.
I jak każdemu podlotkowi palma odbija mu równo i jest coraz mniej przeszkód w poznawaniu świata.
On nie podbiega, on sadzi susami lotem błyskawicy. Jednym skokiem jest na moich kolanach po to tylko, by się od nich odbić i już pokotłować do następnego pomieszczenia.
Myślałam, że jak mu zrobię miejsce na parapecie, to kwiaty zostawi w spokoju i będzie przez szybę obserwował zaokienny świat. I na początku rzeczywiście tak było, ale okazało się, że zielone listki są tu i teraz a za oknem jest za szybą i nierealne, więc nie ma się co podniecać. I kwiaty, niestety, cały czas są zagrożone.
Jedyne, co może chwilowo rozładować jego energię, to biegi za piłeczką i skoki za rybką na wędce.
Wszystko go ciekawi, wszystko jest niebywale interesujące i do bliższego poznania. Ostatnio wskoczył na szafkę i sprawdzał łapką, dlaczego nie da się złapać tego, co rusza się na ekranie telewizora...
Ma już teraz więcej zdjęć, niż ja miałam własnych przez całe swoje życie- a i tak najciekawszych brakuje, bo zanim sięgnę do telefonu, to już zeskoczył i jest gdzie indziej.
To chyba jedyne zdjęcie, gdy udało mi się go chwycić w pozycji stojącej i wygląda na bardzo statecznego kota. No! Wygląda!... ;))) W rzeczywistości to wichura- nie zwierzę i przyznam, że czasami bywam nim zmęczona i marzę o tym, by był dorosłym, poważnym i zrównoważonym kotem, który woli podrzemać na fotelu niż figlować do upadłego.
Nie bez przyczyny choinka ubrana była jedynie do połowy i chińskimi miękkimi dekoracyjkami, których niespecjalnie byłoby szkoda, gdyby je zerwał i zniszczył.
Tu z piłeczką, za którą gania niestrudzenie i przynosi, żeby mu ponownie rzucić. Ma ich kilka, bo bywa, że tak się gdzieś potoczą, że i znaleźć trudno, ale ostatecznie jakoś je jednak odnajduje.
Przyznam, że taka kocia pozycja bardzo mi odpowiada, bo nie muszę co chwila rzucać się na ratunek kwiatkom, firankom i innym interesującym rzeczom.
Ja wiem, że jak kot dorośnie, to z uśmiechem będę wracała pamięcią do jego szalonych zabaw, ale dziś... czasami mam ich nadmiar!
Dobrego roku!
Dobrego nowego tygodnia!
Zdrowia! :))



