30 gru 2016

Pozytywny egoizm

Jeżeli dwukrotnie odsłuchałam powtórkę programu o pozytywnym egoizmie, to coś w tym musi być. ;)
Założenie- z grubsza rzecz biorąc- jest takie, że jeżeli zadbam o własne potrzeby, jeżeli stanę mocno na nogi, będę pewna swoich wyborów, stanę się osobą poukładaną, która kolejne życiowe wydarzenia będzie traktowała jak lekcje do odrobienia a nie dopust boży, jeżeli zdecyduję się świadomie i odpowiedzialnie przeżyć życie, to tym więcej będę mogła dać z siebie innym, podzielić się dobrem a nie niepewnością i skargami. Nikt za nas nie przeżyje naszego życia i nikt nie będzie za nie odpowiadał, więc warto samemu nim zarządzać.

Rzeczywiście coś jest w tym sposobie myślenia, bo już wcześniej spotkałam się ze zdaniem, że tylko szczęśliwa matka może wychować szczęśliwe dzieci, bo nie może przecież wyposażyć w coś, czego nie ma w swoich zasobach.

Generalnie zasada idzie zgodnie z moim myśleniem, choć i wątpliwości jest całkiem sporo, bo życie bywa tak skomplikowane, że trudno jest wepchnąć je w proste ramy "lekcji do odrobienia". Widziałam tyle ludzkich nieszczęść, że głośne powiedzenie o pozytywnym egoizmie mogłoby być dla tych ludzi obelgą. Ale nie zagłębiałam się szczególnie mocno w ideę tegoż egoizmu, więc dam sobie spokój. Kto będzie zainteresowany, poszuka i znajdzie. W każdym razie obstaję przy tym, że szukanie pozytywów i wzmacnianie ich poczuciem humoru jest zdecydowanie bardziej owocne  i bardziej strawne dla bliskich ludzi niż usilne szukanie dziury w całym.

Trochę to może zaplątane, ale faktem jest, że wiele zmartwień  okazuje się całkiem bezzasadnych, że często martwię się "na wyrost", nie mając do tego wystarczających powodów. Sami sobie fundujemy stresy- a stres zabija, więc... po co to komu?...

Ja wiem, że łatwo się mądraluje a trudno wszystkie mądre przemyślenia zakorzenić we własnym życiu, czego świetnej lekcji doświadczyłam akurat dzisiaj przy składaniu noworocznych życzeń.
Niewiele myśląc wypaliłam, żeby....itd. szlag trafił, po czym usłyszałam:- A ja wszystkim dobrze życzę!
Nie wiem, nie mam zadatków na świętą, ale moje "szlag trafił" chyba rzeczywiście bardziej było wynikiem frustracji niż życzenia źle temu czy innemu, więc po co?

Ot- i lekcja do odrobienia! ;))

A na Nowy Rok czego Wam życzyć? Umiejętności bycia sobą w tych nienormalnych czasach i odwagi w szukaniu uczciwych dróg w powrocie do normalności. Uśmiechajmy się do siebie- łatwiej nam będzie żyć! Mimo tego, co nas spotyka- DOBREGO ROKU! :)
 

22 gru 2016

***

Należałoby teraz zdobyć się na intelektualną mobilizację i złożyć Wam życzenia świąteczne- atrakcyjne, oryginalne, mądre...
Nie mam w sobie tej mobilizacji... ale wszystkim Wam życzę jak najlepiej. Niech te Święta umacniają w nas nadzieję w wartości, które zawsze odnajdą w sobie siłę, by strącić zaschnięte błoto i zalśnić nowym blaskiem. Niech dadzą nam siłę spokoju i wiarę w dobro i przyzwoitość.

                                                                    WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

18 gru 2016

Głupi niedźwiedziu, gdybyś w mateczniku siedział...

Wzięłam kilka dni urlopu "dla poratowania zdrowia" - musiałam się podziębić na ostatnim marszu, ale relacje z ostatnich dni pilnie śledziłam w okienku telewizora.
Z jednej strony serce rośnie, bo wszystko wskazuje na to, że naród się wystarczająco mocno wnerwił i że lawina ruszyła. Z drugiej strony lęk, a może jeszcze tylko niepokój na razie- co dalej, do czego nas to doprowadzi.
Masowość manifestacji jest ogromna i krzyki prorządowe pod pałacem  prezydenta były- w zestawieniu z KOD-owskim marszem- jak pisk myszy wobec pomruku lwa.

Dziś Kraków nie chciał wpuścić prezesa na Wawel. I choć ostatecznie kolumna partyjnych limuzyn wjechała, to miło nie było.

Ano, według pszczółkowego Gucia, stare przysłowie pszczół mówi, że: "Kto wiatr sieje... " Znacie? Znamy, znamy! Chyba nie wszyscy, albo inteligent z Żoliborza zapomniał, że w przysłowiach zawarta jest ogromna mądrość i doświadczenia całych pokoleń.
I po co mu to było??

Mógł sobie siedzieć po cichutku i kęsek po kęsku powolutku skubać. Ale nie! Zachłysnął się sukcesem, zadławił zdobyczą. Nie wystarczyło wygrać, trzeba jeszcze podeptać i upokorzyć, pokazać, kto tu pan!!  
                                                                                   ***
Czasem zastanawiam się, jak bardzo pokrzywionym psychicznie trzeba być człowiekiem, żeby na szalę własnych iluzorycznych krzywd rzucać dobro i przyszłość całego narodu...
Piszę iluzorycznych, bo nikt mu przecież krzywdy nie zrobił, mało tego- zawsze obchodzono się z nim jak ze zgniłym jajem: delikatnie, z uwagą większą niż na nią zasługiwał...
O co tu właściwie chodzi? Kompleksy własnej fizyczności? Mamusia mniej kochała? A może przeciwnie- była nadopiekuńcza?
Tych powodów mogą być setki, ale one wcale nie są najważniejsze. 

Najważniejsze to dorosnąć, dojrzeć do odpowiedzialności  ZA WŁASNE CZYNY , zaakceptować fakt, że każdy odpowiada za własne życie. I przestać wreszcie bawić się Polską jak porozrzucanymi puzzlami. Wtedy wszyscy wygramy. Nawet on!
 

14 gru 2016

Kilka migawek

Dziś tylko kilka migawek z wczorajszego dnia.  Zupełnie nie mam nastroju do pisania.

 
Świąteczna metaloplastyka przed pomnikiem naszego astronoma na Krakowskim Przedmieściu.


Pogoda jak marzenie.Trochę zimno, ale słonecznie.


Ludzi jeszcze niezbyt dużo, ale i godzina dość wczesna. Jeszcze sporo czasu do 16.30


 Tłum gęstnieje. Widać czarne flagi z wstążeczkami w narodowych barwach. Minuta ciszy dla upamiętnienia ofiar stanu wojennego, hymn polski, można rozpoczynać marsz.

 
Już w marszu. Zdjęcie nieostre, ale dobrze że choć takie wyszło. Hasło na plakietkach: STOP DEWASTACJI POLSKI.


Udało mi się chwycić. Bez komentarza, bo i co tu komentować...

Do domu wróciłam wyjątkowo zmęczona. 
Dziś dochodzę do siebie. Trzeba się zresetować fizycznie i psychicznie przed kolejnym protestem.

Budzące nadzieję jest to, że protesty rozprzestrzeniają się na kolejne miasta i rosną w siłę.

 

11 gru 2016

Bareja by tego nie wymyślił!


Pechowy ten wiceminister. Żołnierze tną mu confetti i zrzucają z helikoptera, seniorki tańczą hawajskie tańce... już chyba tylko słomianego misia brakuje.
Jak to było?... -Tradycja! Chodź no tutaj!

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,21102838,seniorki-z-grupy-sen-hawajow-tancza-dla-wiceministra-spraw.html

Zabawa na całego!
Chyba coś w tym jest, że jak się za bardzo władzy włazi, to tylko się ją ośmiesza. Ciekawe, czy chcieli ośmieszyć, czy się podlizać?
Niezależnie od intencji wesoło było bardzo! :)))

10 gru 2016

Czy tak być musi??...

Atmosfera gęstnieje. Ludzie zaczynają być zmęczeni narastającym szaleństwem, postępującym zamordyzmem. 
Prawdopodobnie rzucą się na mnie i ci z prawa, i ci z lewa, ale trudno! Gdy sięgam myślą wstecz, mam wrażenie, że czasy PRL-u znosiło się łatwiej niż te obecne. A w każdym razie mnie się łatwiej znosiło, nawet biorąc pod uwagę nędzne pensje i braki w zaopatrzeniu...
Zastanawiam się, skąd  mi się takie pokrętne myślenie bierze, bo przecież wcale nie było fajnie!! I chyba wiem!

Najpierw- bo byłam młoda, pełna siły i odporności na przeciwności losu. Po drugie- nie było wiary, że cokolwiek się zmieni a jeśli nawet, to, panie, nie za naszego życia! Jest jak jest - i trzeba z tym żyć. Zresztą żyło się wtedy z dnia na dzień- bez specjalnych planów, byle zapewnić względną "normalność" rodzinie. Duchota była, ale w tej duchocie żyło się latami i powoli człowiek przywykł, dostosował się. Gdy  żyje się w klatce i świat ogląda tylko poprzez pręty, to w końcu przyjmuje się, że mój świat po tej stronie okratowania jest, nie po tamtej...Choć nie wszyscy umieli i chcieli się z tym pogodzić...

A dziś?...
Jeżeli zobaczyłam, że można i że się da, jeżeli kraty runęły, jeżeli zasmakowałam wolności, jeżeli poczułam dumę, że mój kraj- może i biedniejszy od innych- nie odbiega już zbyt wiele od tego wymarzonego Zachodu, do którego tęskniło tyle pokoleń... I jeśli teraz- na moich oczach- znowu stawiane są kraty, a każdego dnia sukcesywnie niszczone są wszystkie poprzednie osiągnięcia, jeżeli znowu zamierza się rządzić zakazami, nakazami i padaniem na pysk, jeżeli władza kłamstwem, groźbami i represjami chce rządzić naszym narodem, to chyba się jednak nie da i powtórki z rozrywki nie będzie! Młodych ludzi, bywałych w świecie, nie będzie łatwo okiełznać! A i starzy mają jeszcze coś do powiedzenia.

Nie ma zgody na niszczenie Polski, na pozbawianie jej przyjacielskich więzów z innymi krajami Zachodu, na wyprowadzanie z Europy...
Wierzę, że polityczni szkodnicy odpowiedzą karnie za zbrodniczy brak odpowiedzialności względem swoich współobywateli, wobec swojej ojczyzny. I mam nadzieję, że nie skończy się na odpowiedzialności politycznej, bo to zbyt niska kara za rujnowanie i ośmieszanie kraju!
 

2 gru 2016

Chleba dosyć!

Jak to powiadał Młynarski? Chleba dosyć, rośnie popyt na igrzyska.

"Dożyliśmy czasów, gdy powiedzenie 'Józef Pinior jest na wolności' jest newsem!" /Tomasz Lis w dzisiejszej porannej rozmowie Jacka Żakowskiego w TOK FM/

Zaczęło się. Tu już nie ma żartów. Nie wystarczą insynuacje, trzeba zmieszać z błotem, oskarżyć, upodlić, złamać- jeśli złamać się da!
Oskarżenie Józefa Piniora o korupcję, zatrzymanie go, wystąpienie prokuratury o 3-miesięczny areszt... to wszystko jest powrotem metod IV RP, zwielokrotnionym powrotem.
Sąd po 9-godzinnych obradach ostatecznie odrzucił wniosek. Tym razem jeszcze odrzucił, czy dalej też nie da się złamać?  Może tak, może nie...
W sprawie Piniora poręczenie podpisali sami wielcy /Wujec, Frasyniuk, Modzelewski... itd, itd/- ci, dla których ojczyzna nie była atrakcyjnym napisem na koszulce, była sensem walki o wolność, o demokrację. Nie da się chyba ot, tak- wzruszeniem ramion skwitować wartości takich podpisów!

Prokuratura została rozjechana walcem. Wczoraj emocjonalne wystąpienie  prokuratora Baczyńskiego przyjęłam z mieszanymi uczuciami. Nie będę oceniała ani tamtego wystąpienia, ani dzisiejszego ubolewania pana prokuratora w związku z własnym "nieprofesjonalnym zachowaniem".

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21062519,prokurator-od-sprawy-piniora-wczoraj-nie-umial-ukryc-emocji.html#BoxNewsImg

Żal mi tego człowieka. Nie wiem, jakiej presji został poddany, czym mu grożono, nie wiem, jaka jest jego sytuacja, której musiał sprostać. Nie wiem, jak ja zachowałabym się na jego miejscu- nikt tego nie wie, dopóki nie doświadczy. Dlatego nie oceniam. Ale współczuję, bo zdaję sobie sprawę, jak ciężko mu teraz będzie żyć...

***

Dzisiejsze obrady Sejmu to czysta zgroza. Parlamentaryzm w Polsce doszedł już do takiego etapu skundlenia, że niżej upaść będzie bardzo trudno. Nie da się relacji z obrad oglądać spokojnie.

***

I jeszcze telewizja z ordynarną, nachalną propagandą. Straszny czas sobie suweren zafundował. I chyba nawet nie jest tego świadom, bo poparcie dla pisowskiego rządu cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie...
 

29 lis 2016

Ale okazjaaaa!!!!

Patrzę na najróżniejsze akcje promocyjne i zdaje mi się, że to obrazy ze złego snu: dziki tłum przewraca barierki, wlewa się do sklepu, chwyta, co pod ręką- nieważne potrzebne czy nie- jest tańsze o 40%, 50%, 75%!! Mam! Jest moje, już nie puszczę! Chwyciłam szczęście za ogon!

A przecież nie jest to walka o być albo nie być, nie jest to walka o przetrwanie. To właściwie o co jest ta walka? O coś, z czego, być może, nie będę nawet zadowolona, bo nie mogłam się przyjrzeć, dotknąć, zastanowić się, wybrać?... Nie rozumiem tego. Boję się amoku rozszalałego tłumu. Nie rozumiem takich akcji- jaki jest ich cel? Może zadeptanie kilku mało przebojowych klientów?...

Historia nr 2. Podobno sieć handlowa Lidla zwija żagle w Polsce. Potraktowali  nas jak cywilizowany kraj i chcieli mieszkańcom ułatwić reklamacje. Wystarczyło zwrócić samo opakowanie, by odzyskać pełną cenę zwrotu towaru. Mam pisać dalej?... Nie, nie będę. Nie znalazłam materiałów na zweryfikowanie  informacji, ale niezależnie od wszystkiego wydaje mi się ona wielce prawdopodobna, bo nasze cwaniaczenie jest niemal przysłowiowe- nie tylko nie dać się wykolegować, ale bez skrupułów wykolegować każdego, kto tylko wykolegować się da.

Myśl przewodnia- chwytaj okazję! Chwytaj okazję, nie bacząc, że straty mogą być większe niż oczekiwany zysk. Osobiście dotykają mnie takie wiadomości, choć bezpośrednio nie biorę w nich udziału.
Jestem Polką i jest mi z tym źle. Jest mi wstyd! 



26 lis 2016

Namotałam!

Chyba już tak mam, że najpierw coś palnę a potem odszczekuję i świecę oczami. Bo nie pierwszy raz mi się zdarzyło! ;(

Wracam do plebiscytu na Podróżnika Roku. Oba adresy są prawidłowe, natomiast nie mogłam ich otworzyć, bo moja przeglądarka /Firefox/ ich nie wychwytuje. Czyli wystarczy poszukać głosowania na K.Starnawskiego poprzez inną wyszukiwarkę.
Natomiast klikanie na zdjęcie, czy też obok, to już kompletnie mój wymysł, niczym nie uzasadniony. Po prostu nie zjechałam do końca strony, gdzie była pełna lista z kółeczkami przy nazwiskach- właśnie do klikania  na swojego kandydata.

No, głupio mi, że tak ujawniłam własną ignorancję, ale bardziej byłoby mi głupio, gdybym błędu nie poprawiła. ;(
Człowiek- istota omylna, a na starość - podwójnie omylna, więc ostatecznie nie jest tak źle!  Jakby ktoś bardzo miał pretensję, że wprowadziłam w błąd, to sorry! ;)))

Kochani MŁODZI!! Facebookowcy!
Propagujcie naszego! I wcale nie dlatego, że Polak, patriotyzm i te rzeczy! On po prostu na to zasługuje, jest wart tego, żeby go wspierać!
No to do roboty! Szukać strony, klikać jeden raz każdego dnia aż do 16.grudnia /chyba, o ile znowu czegoś nie pomyliłam! ;)))/. 
A w ogóle, to niech to będzie fajna sportowa walka! Niech wygra najlepszy! :)

24 lis 2016

Święto Dziękczynienia

Stany Zjednoczone Ameryki- mądry kraj, mądry naród! Takie radosne wspólne święto wymyślić- rewelacja. Podziękowanie za to, że przetrwaliśmy. Radość, że jesteśmy, że ciągle mamy naszą wspólną ojczyznę...że mamy być za co wdzięczni.

Bardzo mi się to podoba i pomyślałam sobie, że w dniu, w którym wreszcie zakończymy nieszczęsne rujnujące rządy PiS-u, należałoby ogłosić polskie szczere i radosne Święto Dziękczynienia.

Zresztą, czy mój pomysł ogólnie się przyjmie czy nie, to ja- jeśli dożyję- z całym entuzjazmem /łącznie z wywieszaniem flagi/ indywidualnie będę corocznie świętować moje prywatne Święto Dziękczynienia. To będzie moje drugie święto poza 4 czerwca. To będzie moja Polska dwukrotnie odzyskana dla współczesności i rozwoju, powód do radosnego świętowania! :))

22 lis 2016

Głosujcie na Starnawskiego!

Do tej notki przymierzałam się od dłuższego czasu.
W mediach zaistniała tematyka eksploracji podwodnych jaskiń, tym samym na czoło wysunęła się legenda i gwiazda takiego właśnie ekstremalnego sportu- Krzysztof Starnawski.

Widziałam z nim program telewizyjny, słuchałam rozmowy radiowej, ostatnio dowiedziałam się, że nasz nurek głębinowy jest typowany do tytułu Podróżnika Roku 2016.

Kiedyś wypowiadałam się dość krytycznie o sportach ekstremalnych, że za cenę porcji adrenaliny ryzykuje się zdrowiem i życiem. Czy zmieniłam zdanie? I tak, i nie! Nadal uważam, że bicie rekordów dla rekordów ma w sobie coś destrukcyjnego, niszczącego zdrowie, nawet osobowość.

A przecież Krzysztof Starnawski umknął tej mojej ocenie, mało tego- obserwowałam z podziwem sfilmowane scenki z podwodnych wypraw, z uwagą i wypiekami na twarzy słuchałam jego rozmów z dziennikarzami. Dlaczego?
Otóż to facet w sile wieku, nie egotyczny gołowąs głodny sławy czy bogactwa. To facet, którego życiową pasją jest poznawanie i odkrywanie tajemnic podziemnego świata, człowiek, który kocha to, co robi i robi to odpowiedzialnie. W moim wyobrażeniu jest niejako wzorcem męskich cech- wie, czego chce i konsekwentnie realizuje własne projekty, jest pełen odwagi i determinacji a jednocześnie pokory i dystansu wobec tajemnicy głębin. Potrafi udźwignąć odpowiedzialność za siebie i towarzyszącą mu ekipę. Jest pracowity. Jest skromny i bezpośredni.

A tak prywatnie i po cichutku: lat temu (...) uczył moje dzieci rozumnej wspinaczki skałkowej, odwagi zrezygnowania z próby pokonania trasy, gdy ryzyko staje się zbyt duże. I za tę mądrość i odpowiedzialność do dziś jestem mu wdzięczna.

Krótko mówiąc: gdy traficie na plebiscyt- GŁOSUJCIE NA KRZYSZTOFA STARNAWSKIEGO!
To będzie dobrze oddany głos! :) 

 /fot.Marcin Jamkowski, zaczerpnięte ze strony www.national-geographic.pl/


 

11 lis 2016

Żegnaj, moja muzyczna miłości...

Cóż jeszcze mogę powiedzieć?... Że Jego muzyka zostanie ze mną na zawsze.

....! Nie jadę!

Od kilku dni woziłam się z pytaniem- jechać nie jechać na marsz KOD-u. 
Właściwie wszystko we mnie było raczej na "nie". Manifestacja własnego patriotyzmu wydaje mi się tak pusta i jałowa, że budzi we mnie sporo niechęci. Erupcja szczytnych haseł i mocno nieprzystającej do nich rzeczywistości powoduje niesmak i poczucie fałszu. W pokrzykiwaniach jesteśmy wyłącznie cacy, w życiu codziennym- lepiej nie mówić, jeden drugiego utopiłby w łyżce wody! Co tu manifestować? Jedność, której nie ma?... Radość z niepodległości i wolności, których lada chwila może nie być?... Jakaś okropna bzdura!
Do tego dochodzą względy czysto praktyczne: mocno dojrzały wiek, zdrowie, jesienno-zimowa aura...no, w sumie było o czym myśleć.

A jednak podjęłam decyzję na "tak". Bo? Z dwóch jedynie powodów: 1) że o tę jedną osobę na marszu będzie więcej, 2) że choć przez krótki czas będę wśród tych ludzi, z którymi mi po drodze, którzy myślą podobnie jak ja, że uda mi się znowu na jakiś czas podładować akumulatory... Powody czysto egoistyczne, ale moje!

Skoro klamka zapadła, to trzeba to ogarnąć organizacyjnie- którędy jechać i czym? Trasy przejazdów pozmieniane... Google tym razem niewiele mi pomogły /być może nie wiedziałam, jak pytać.../, na stronach KOD-u telefon, który nie odpowiada i zero konkretnych wskazówek. 
To trzeba było spinać to samemu. Wydruk z internetu, stary plan Warszawy...


W którymś momencie zabrakło mi cierpliwości. Nie udało mi się zebrać wszystkiego do kupy. Za dużo było niewiadomych. Zrezygnowałam.
Jedyne, na co mnie jeszcze stać, to emocjonalnie KOD-owcom towarzyszyć, co niniejszym czynię! Choć jednak z żalem, że nie jestem razem...

7 lis 2016

Co się z tobą porobiło???!!...

Takie pytanie padło w trakcie audycji radiowej, w której to dwaj dobrzy znajomi odnaleźli się po dwóch stronach politycznej barykady.

Pomyślałam, że to musi być ogromnie trudne i ogromnie bolesne widzieć, jak oddala się ważny dotąd i bliski człowiek, jak powiększają się różnice w widzeniu rzeczywistości, w rozumieniu różnych zagadnień, w ich ocenie...

Pomyślałam, że- jak do tej pory- zostało mi to oszczędzone. Rodzina ma zbliżone poglądy, znajomi i przyjaciele- również. Nie mam dylematów, czy ograniczyć kontakty z tym lub tamtym, bo po prostu nie ma takiej konieczności. Ci myślący diametralnie inaczej już wcześniej powykruszali się sami...

Mam poczucie, że moje widzenie świata jest prawidłowe i racjonalne. Żal mi, że będąc już tak wysoko, zaczynamy zsuwać się w dół w jakimś karkołomnym tempie, że odpychamy od siebie każdą wyciągniętą dłoń, że rozpoczęliśmy chocholi taniec, po którym nie zostanie już nic poza ubitym, udeptanym klepiskiem...

A przecież mogło być inaczej...
A może nie mogło?...
Przecież to szaleństwo destrukcji ogarnęło nie tylko Polskę, rozpycha się po całym świecie. Jutro wybory w USA... aż strach myśleć o wynikach, bo jeśli nawet wygra Clinton, to atmosfera już została skażona na lata i będzie to bardzo trudna prezydentura. A jeśli wygra Trump?... Jego prezydentura rykoszetem uderzy także w Polskę. 
Straszne czasy nastały! Trudne czasy... a my zamiast umacniać ważne sojusze, oddalamy się w kosmicznym tempie od potencjalnych sprzymierzeńców i zafundowaliśmy sobie najbardziej destrukcyjny rząd, jaki w ogóle może istnieć. Ironia historii. Historia nas nie lubi czy sami siebie aż tak bardzo nie lubimy??!...

5 lis 2016

Hygge po polsku

Duńskie hygge ostatnio robi u nas oszałamiającą karierę: pisze się o nim, rozmawia, wszędzie się wciska.
Wysłuchałam blisko godzinnej rozmowy o tymże sposobie życia, ale gdybym nie zajrzała do wikipedii, to chyba nadal miałabym wątpliwości. Bo to określenie- na dobrą sprawę- na wszystko. Powiedziałabym- na sposób życia i sposób bycia człowiekiem.

Hygge nosi się w sobie. To budowanie bliskości, intymności, dobrostanu- w każdych okolicznościach. To stosunek do siebie i do innych: bliskich, sąsiadów i obcych. To stosunek do tego, co się wydarza, to budowanie dobrego, satysfakcjonującego życia. Tak to ostatecznie zrozumiałam.

Zastanawiałam się, jaka jest zasadnicza różnica między duńskim hygge a naszą najzwyklejszą szklanką- do połowy pełną... lub pustą. Albo awersem i rewersem czegoś. W największej tragedii można znaleźć nutki pocieszenia, choć - fakt- bywa, że odkrywa się je dopiero po latach.
I przyznam, że ja tej różnicy nie znajduję... no, może w ilości.To prawda, że u nas naburmuszeńców i zasępieńców, których wszystko wkurza i którym wszystko przeszkadza, jest całe mnóstwo!!
Ale wystarczy jeden szczerze uśmiechnięty rodzynek i ... życie nabiera barw!


Starajmy się być szczęśliwi, życie jest takie krótkie...
Życzę wszystkim dobrego dnia! :))

3 lis 2016

Groch z kapustą albo mydło i powidło- jak kto woli.

Po kilkudniowym odpoczynku od internetu, zrobiłam drobny  przegląd i oto wynik:


Obrazek sprzed dwóch dni. Mój wzór osobowy: wspaniała kobieta, wspaniała aktorka, wspaniały człowiek! 
W wieku 101 lat czynnie uczestniczyć w powązkowskiej kweście to bohaterstwo! Czegokolwiek bym nie powiedziała, wszystko byłoby zbyt małe, żeby wystarczająco uhonorować tę piękną postać!
Pani Danusiu! Kocham Panią! Życzę dużo zdrowia i wielu, wielu szczęśliwych lat!


Zmiana nastroju i pełny luz! Wyjątkowo zabawne zilustrowanie reklamy. Miałam z tym kupę radości, więc się dzielę!:))
I wreszcie:


Nieco złośliwe, przyznaję, ale zabawne i baaaardzo prawdziwe. Po cichu powiem, że nowy dzień też zaczynam od sprawdzenia, co się wydarzyło a że nie chce mi się biec do komputera, to chwytam za telefon. No, cóż- też się wpisuję na listę bałwanów XXI wieku... Tego trendu już się chyba nie da odwrócić.  Czy to źle, czy dobrze- nie wiem. Wszystko zależy od człowieka i od tego, jak dalece da się technice zawładnąć.

***

Było mydło i powidło a ja chwilę odpoczęłam od polityki, bo ta robi się już zupełnie nieznośna!

29 paź 2016

A to Polska, a to Polska właśnie...

Obuchem w łeb!

"...lud polski to jest niedzielna msza i tygodniowa porcja tabloidów, obrona dziecka poczętego i porno w domowym internecie, pielgrzymka na Jasną Górę i codzienny język brudnych przekleństw, miłość do Ojczyzny i twarde pragnienie, by z Ojczyzny wyjechać na zawsze gdzieś, gdzie będzie lepiej, nienawiść do Niemców i pragnienie, by pracować u Niemca, bo dobrze płaci, chociaż jest potomkiem Hitlera, stawianie talerza dla wędrowca na wigilijnym obrusie i ochota, by walnąć kijem bejsbolowym "ciapatych", którzy uciekają do Europy przed straszną wojną w Syrii. (...)

"Lud polski bardzo nie lubi inteligenckiego wyobrażenia wolności. Jakaś wolność myśli, słowa, sumienia, wyznania? Dla ludu polskiego wolność polega na tym, że może wyjechać na Kanary, do Egiptu, (...)swoboda pracy w Anglii, swoboda chodzenia do kościoła oraz dumna swoboda grożenia ludziom na ulicy hasłem "Śmierć wrogom Ojczyzny" na czarnej koszulce."
/GW, Samotność mędrka, MŚ 29-30 października 2016. Z pisarzem Stefanem Chwinem rozmawia Marek Górlikowski/

Boli?? Boli jak cholera! Prawda zawsze boli. 
Bo to nie jest tak, że to  "o nich"... My cacy, my nigdy... Bo lud polski to także my, bo my też odnajdziemy siebie w jakichś okruchach tego gorzkiego rachunku sumienia.

Najchętniej przytoczyłabym całą rozmowę... nie przytoczę- za długa, ale polecam. Naprawdę warto przeczytać. Przeczytać, przemyśleć...

Dosyć.
Jak zawsze piękna jest jesień.
 

25 paź 2016

Z racji zawirowań

Na ogół staram się na obu swoich blogach /Blox i Blogger/ umieszczać różne notki. Tym razem robię wyjątek i wpis jest niemal identyczny, bo i sprawa ważna.

Z racji pewnych zawirowań rodzinnych nie uczestniczyłam w czarnych protestach. Tak wyszło. Trudno. Może następny czas będzie dla mnie łaskawszy.

Dziś dotarła do mnie odezwa. Oto ona:


Wygląda na to, że jest wystarczająco czytelna, ale dla chętnych - dodatkowy adres:
 
http://czarnacka.blog.polityka.pl/2016/10/23/odezwa-ogolnopolskiego-strajku-kobiet-mamy-dosc-zy cia-w-strachu/

22 paź 2016

Opowiedzieć Polskę

Nie chciałabym wyjść na zgreda, który tylko furczy, burczy i narzeka. Nie chciałabym, ale...
Ja wiem, że mowa polska jest bogata, że żyje, rozwija się, tworzy nowe słowa, gubi stare, pożycza i przyswaja wyrazy z innych języków, tworzy gwary, slangi etc., co samo w sobie jest dowodem, że polski to język pełen barw i kreatywności słownikowej.

Wszystko to cacy, ale typowe błędy gramatyczne już się w tej palecie językowej mieścić nie powinny- a jakoś nikt nie protestuje!

Przyznam, że o ile drażni mnie do bólu reklama "mam smaka na  Maka", ale jakoś jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że tworzyli to ludzie, którym przyświecało hasło- ma być skuteczne! a nie poprawność językowa, o tyle nie umiem pogodzić się z nową modą- opowiedzieć Polskę.
Dlaczego? Z bardzo prostego powodu- bo używają tego dziwoląga ludzie wykształceni, którzy niejako z obowiązku winni dbać o czystość i poprawność językową a sami sieją zamęt.
Zdaję sobie sprawę z tego, że 'opowiedzieć Polskę' to duży skrót myślowy a także wyrażenie- wytrych. Opowiedzieć Polskę to dokonać analizy tego, co się w Polsce dzieje, ale równie dobrze- przedstawić wizję życia w przyszłości, do czego dążymy. Wszystko zależy od kontekstu. Nawet to jest wygodne- nie powiem... a jednak drażni ucho, bo można opowiedzieć o Polsce albo przedstawić Polskę jako kraj...itd.

Tylko co z tego, że sobie pogadam? Drażni, nie drażni, pewnie za jakiś czas przywyknę... bo w sumie... mimo wszystko chyba łatwiej jest jednak opowiedzieć Polskę, niż w niej żyć w dzisiejszych zwariowanych czasach... ;((

 

19 paź 2016

O co tak naprawdę chodzi?

Jest pewna prawidłowość w tym, że prezes rzuca na żer odpowiednio krwisty ochłap, żeby rozniecić ekstremalne emocje, po czym w narodzie wrze, publicyści skaczą sobie do gardeł a pan poseł zasłonięty ogólnym tumultem przepycha ustawy, które dają mu do ręki coraz bardziej wydajne narzędzia samowładztwa. Tak to przynajmniej wygląda.

Mam wrażenie, że cały szereg "bardzo ważnych przemówień", bądź wywiadów prasowych, bądź rzucanych od niechcenia przez ramię uwag ma na celu bynajmniej nie poprawę jakości życia obywateli a raczej skupienie ich uwagi na jakimkolwiek emocjonującym temacie typu: "czy kto widział, jak biegnie króliczek ulicą?"... Krótko mówiąc - podpucha: zajmijcie się tym, czym my nie mamy zamiaru się zajmować i nie przeszkadzajcie nam, bo my mamy ciekawsze i ważniejsze dla nas rzeczy do przeprowadzenia.

Tak rozpętała się sprawa aborcji, smoleńskich ekshumacji czy ostatnio szukanie nieprawidłowości reprywatyzacyjnych... 

Jest niemal pewne, że żadna z tych spraw nie będzie przeprowadzona dobrze i do końca, ale cel został osiągnięty- TK nie jest już tematem nr 1, choć powinien być, robi się czystki w sądownictwie,  zaczyna majstrować przy samorządach...

Oby moje uwagi nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.
Cała nadzieja w tym, że prezes w którymś momencie tak się zakałapućka w swoich kombinacjach, że poślizgnie się i wyłoży na własnym ... ! A... - będę kulturalna! I tak wiadomo, co chciałam powiedzieć! ;)

16 paź 2016

Jak Kuba Bogu, czyli szacunek dla prywatności

Ostatnio nawet osoby, w których opinie wsłuchuję się z dużą uwagą, pozwoliły sobie na mocno krytyczne komentarze w sprawie Czarnego Protestu pod domem p. Kaczyńskiego po jego kuriozalnej wypowiedzi na temat konieczności urodzenia, ochrzczenia i pochowania dzieci nie mających najmniejszych szans na przeżycie.
Nieważny jest kontekst i przysłowiowe wyrywanie z kontekstu. To, co powiedział /bo powiedział!/, jest barbarzyństwem w czystej postaci i chyba nawet w średniowieczu nie stosowano tak wyrafinowanych tortur wobec kobiet! Skąd więc to zdziwienie na skrajne rozsierdzenie kobiet, na ich gniew i bunt, na krzyk pod domem posła, który mianował się jedynym i niepodważalnym dysponentem kobiecego życia??
Jak się ma  prywatność prezesa do najgłębszej prywatności wielu milionów polskich kobiet, odarcia ich z prawa decydowania o swoim życiu, z prawa do bycia równoprawnym z mężczyzną człowiekiem??!!

A co do przydomowych protestów. Nie kobiety zainicjowały tę formę. Nie one przez lata podtrzymywały deptanie prawa do prywatności! Posiane ziarno przynosi owoc- bywa niechciany, ale rozumni ludzie starają się przewidywać konsekwencje własnych działań. A przynajmniej powinni się starać przewidywać!

Dla przypomnienia:
"Kto wiatr sieje, burzę zbiera!"
"Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie!"
"Kto pod kim dołki..." itd.

Jest tych przysłów i powiedzonek całkiem sporo. Warto się przy nich zatrzymać, póki jeszcze jest czas, póki fala gniewu nie narosła do groźnych rozmiarów.
 

11 paź 2016

A życie toczy się dalej...

Wygląda na to, że zyskaliśmy sobie nowego wroga. A jeśli nawet nie wroga, to niechętnego obserwatora naszych poczynań.
Przestają śmieszyć żarty, że latawcami też damy radę... Nie będzie Caracali, jeszcze długo nie będzie innych helikopterów... W przypływie czarnych myśli pachnie mi to dywersją!

Czego się nie dotkną, to zaczyna szwankować- to już chyba trzeba chcieć wszystko niszczyć, bo w tak dalece posuniętą ignorancję aż trudno uwierzyć... :((

 

10 paź 2016

Nie wszystek umrę

W wieku 90-ciu lat odszedł od nas Człowiek. Odważny,wrażliwy , twórczy. Andrzej Wajda.
                                                                                                               /zdjęcie wzięte z Gazety/
 Odszedł... nie wszystek! Pozostanie w naszych wzruszeniach, dobrej pamięci, w kinematografii polskiej i światowej, wreszcie w historii naszego kraju. Wielki Polak, ważny wartościowy Człowiek. Brakuje słów...
                                                              

7 paź 2016

Ciuciubabka ze św. Antonim

Diabeł przykrył ładowarkę do MP3- wcięło, nie ma i już!

Chyba wspominałam, że daleko mi do perfekcjonizmu, niemniej staram się, aby każda rzecz miała swoje miejsce, bo łatwiej wtedy do niej trafić, gdy zaistnieje potrzeba. Oczywiście im człowiek starszy, tym częściej mu się zdarza odstępstwo od reguły i zostawia trzymany w ręku przedmiot gdziekolwiek- a po pewnym czasie, gdy akurat jest niezbędny, przewraca chałupę do góry nogami, by go znaleźć. Tak właśnie było i z moim mini słuchadełkiem nocnym.

Moim usypiaczem jest właśnie  MP3 i właściwie prawie każdej nocy z niej korzystam.. Bez ładowarki jest zupełnie bezużyteczna. Trudno ją zastąpić radiem, bo mam tak stare, że nie da się złapać żadnej sensownej fali, krótko mówiąc: porażka na całej linii.

Wpadłam w lekki popłoch i ruszyłam po ratunek do syna. Może on ma i pożyczy do podładowania. Niestety, nie miał! Byłam tak zdesperowana, że poprosiłam go, by mi zamówił przez internet drugą. Trudno, jak się tamta znajdzie, będą dwie!

Wróciłam do domu i myślę: - Może by poprosić św. Antoniego o pomoc? Zawsze, dziwnym trafem, po takim westchnieniu zagubione rzeczy się znajdowały...ale czy on będzie wiedział, czego ma szukać?... Św. Antoni i ładowarka do MP3- czysty surrealizm!
Z jednej strony puszczam oko, że niby ja taka na wskroś współczesna i w podobne banialuki nie wierzę, z drugiej strony- gdyby mi święty ładowarkę znalazł, nie miałabym nic przeciwko! ;)) Żeby się tylko nie obraził, że sobie z niego podkpiwam...

Rozdarta jak sosna między wierzę i nie wierzę, w ostatnim przypływie zniechęcenia otworzyłam leżącą na krześle torebkę.
ŁADOWARKA LEŻAŁA NA SAMYM WIERZCHU!

I co ja mam o tym myśleć?... ;)))

6 paź 2016

Naleweczka na czymś

Żeby była jasność- w zasadzie nie pijam alkoholu: piwa nie lubię, wino mi szkodzi, mocne alkohole nie wchodzą w grę, jedyne co mogę brać pod uwagę to likiery i nalewki- ot tak po odrobinie, dla smaku. I to też od wielkiego dzwonu. Ale dziwadło, co? ;)) 

I otóż to właśnie dziwadło ostatnio poeksperymentowało alkoholowo.
Robiłam przegląd  przetworów owocowych z minionych lat. Nie jestem szczególnie drobiazgowa i do pedanterii mi daleko, więc teraz trzeba zgadywać, co jest w słoiku- bo bywa, że są wątpliwości. Rok "produkcji" nie jest ważny, bo po otwarciu i ewentualnej wstępnej degustacji wiadomo, czy można spożytkować, czy lepiej wyrzucić.

Wzięłam ci ja, panie dziejku, jeden z takich słoiczków i zadumałam się: wygląd- genialny, smak też, tylko konsystencja zupełnie nie moja - dżemów nigdy nie robiłam, bo nie było na nie popytu.  Musiało toto długo stać, skoro samo z siebie dżemowate się zrobiło. Ale żal mi było wyrzucić, bo smakowite było bardzo!- winogrona w cukrze!

Dość szybko wpadł mi do głowy pomysł, żeby zrobić nalewkę. Zalałam zawartość dwóch słoiczków białą wódką i odstawiłam, żeby się "przegryzło". I tak sobie stało.

                                                            *  *  *

Wpadła koleżanka. Wiatr. Deszcz siąpi. Zimno jak sto diabłów. Oko jakoś samo poleciało w stronę nalewki.
Uprzedziłam tylko, że jeszcze nie zlewane, więc mogą się trafić ziarenka.
Dobre było, nawet bardzo dobre! Jest tej nalewki jeszcze całkiem sporo, a już pod ręce pcha się kolejna- tym razem z pigwy /czy pigwowca- małe owoce/. I chyba zrobię! Na święta do ciasta będzie jak znalazł! ;))


Wygląda na to, że jestem na etapie środkowej butelki. I tego trzeba się trzymać, no i oby ta ostatnia nie musiała być nigdy w użyciu! ;)

p.s. 
Zdjęcie całkiem duże, co?  Nauka nie poszła w las! :))

4 paź 2016

No, trudno!

Dla pamięci chciałam dodać dwa demoty. Tekst Owsiaka jest niemal nieczytelny, może z lupą... Chciałam zrezygnować, bo uznałam, że to nie ma sensu, ale nie umiałam skasować. Trudno, niech oba idą!

Co prawda tekstu Owsiaka nie przesłałam, ale nadal nie wiem, jak to zrobiłam i dlaczego nie mogę anulować wybranych zdjęć.
Blox jest bałaganiarski, ale zdecydowanie łatwiejszy w obsłudze!;((

Nie chodzi o światopogląd

Spotykam się z uwagami, że Parlament Europejski nie powinien dyskutować o polskim projekcie w sprawie całkowitego zakazu aborcji, bo: 1) to jest dopiero projekt, 2) UE nie wypowiada się w kwestiach światopoglądowych, ponieważ ta tematyka przynależy wyłącznie krajom członkowskim.

Kompletne pomylenie pojęć, bo światopogląd to jedno a łamanie praw człowieka to drugie. Jeżeli ma się zamiar uprzedmiotowić kobiety, stosując nakazy i zakazy wedle których mają one żyć, to jest to brutalne i okrutne pozbawienie ich ludzkich praw do decydowania o własnym życiu i nie ma nic wspólnego ze światopoglądem.

Przyznam, że sprzeciw PO wobec postawienia problemu na forum UE przyjęłam z dużym zawodem i zniesmaczeniem. Odebrałam to jako zdradę, jako nieliczenie się z prawem kobiety do normalnego, godnego życia, z jej niekwestionowanym prawem do wyboru, do podejmowania decyzji, także tych najtrudniejszych.

                                             ***
Rozumiem kobiecy gniew. Podzielam go. Nikt nie ma prawa robić z nas morderczyń złaknionych krwi niewinnych dzieci. Nikt nie ma takiego prawa, bo to kolejny fałsz! I nie ma zgody na podobne stawianie sprawy!
Szanowni posłowie! O jeden krok za daleko!! To był protest ostrzegawczy... Bardzo głęboko to przemyślcie.

29 wrz 2016

Sońka

Dawno już chciałam przeczytać tę książkę. Wiele o niej słyszałam, czytałam recenzje.
Wreszcie udało mi się ją wypożyczyć w naszej bibliotece. Nie zasiadłam do niej od razu, wiedziałam, że jest ciężka w czytaniu. Nie w formie, w treści.

Są książki, które chce się poznać a jednocześnie jakaś blokada zatrzymuje. Brakuje odwagi, żeby otworzyć, żeby przeczytać kilka pierwszych zdań. Taka właśnie jest "Sońka" Ignacego Karpowicza.
Czasy wojny i straszliwy los podlaskiej kobiety... 

Książka musiała odleżeć kilka dni, żeby moja decyzja nabrała mocy, żebym ja nabrała odwagi do skonfrontowania się z tamtym czasem i z tamtym losem. 
Dziś zaczęłam czytać i nie oderwałam się, póki nie skończyłam. Niebywała rzecz. Niebywale napisana. Jeśli ktoś jeszcze nie zna, bardzo, bardzo polecam.

27 wrz 2016

Wódz

Wielokrotnie zastanawiałam się nad fenomenem siły i władzy dyktatorów.
Wystarczy popatrzeć na te indywidua, by się zdziwić. Mali, złośliwi, śmieszni w słowach i gestach a przecież umiejący sterroryzować całe narody.  

Jaki jest początek? Jak to się dzieje, że taka marnizna pociąga za sobą tłumy. Może gdyby to było wiadome, ludzie nie daliby sobą tak manipulować? Nie pozwoliliby na autorytarną władzę, nie wsadzaliby łbów dobrowolnie pod topór, bo widzieliby czarno na białym, że tenże wielki, ten mocarny to w gruncie rzeczy zakompleksiony tchórz, za którym nie stoją żadne pozytywne wartości, który wlecze za sobą jedynie nienawiść i zemstę na społeczeństwie za własne nieudane, zmarnowane i przegrane życie...

Taka władza się skończy, bo musi się skończyć... i tylko szkoda narodu, który musi przez to wszystko przechodzić... Historia zatoczyła koło, suweren zakręcił korbą...

25 wrz 2016

Byłam.

Sobotę zaplanowałam trochę na wyrost, bo przed KOD-owskim marszem zaliczyłam aktualne wystawy w CSW.
Nie będę o nich pisać, bo wrażenia przekazałam na bloxowym blogu i nie ma sensu się powtarzać.

Przyznam, że byłam nieco niespokojna o liczebność marszu. Niepotrzebnie, bo ludzi znowu było mnóstwo. I chyba zaczyna się tworzyć więź międzypokoleniowa, bo młodych widziało się coraz więcej. Spotykały się całe rodziny, znajomi...

I znowu ta fajna atmosfera wzajemnego zrozumienia, życzliwości, uśmiechu. Bardzo podobało mi się hasło: KIMKOLWIEK JESTEŚ, DOBRZE CI ŻYCZĘ. Oddawało ducha marszu.
Warto zauważyć, że o ile na poprzednich marszach widać było grupki anty-, pokrzykujące i wyraźnie wrogo nastawione, o tyle wczoraj zauważyłam zaledwie jednego samotnego mężczyznę, który na kartce z bloku wypisał, jaki to KOD jest wstrętny. ;)

Prawie zaprzyjaźnieni z WOLNYM BALKONEM pozdrawialiśmy- z wzajemnością- ludzi z okien, chodników, stolików kawiarnianych.

Kilka fotek:


Takich plansz było cztery czy pięć- na szerokość ulicy. 

 

Sporo najróżniejszych haseł, plakatów, transparentów przyciągało uwagę, ale niewątpliwym hitem był "przyjaciel dzieci". Chętnych do fotografowania było co niemiara! ;)) 

 
Przez całą drogę nam towarzyszył i budził ogólną uciechę.
A na Krakowskim Przedmieściu spotkał się z drugą swoją podobizną, smętną i mocno zrezygnowaną:


..........................................
 
Nie zostałam już na przemówienia na koniec marszu. Było bardzo późno a mnie czekała jeszcze droga do domu. Dotarłam dopiero koło 20.00. Zważywszy, że wyjechałam o 10.00, stwierdzam wyjątkową intensywność tego dnia.
............................. 
 
Niepokój, który tlił się gdzieś na dnie duszy, że z czasem może być nas coraz mniej, przegoniłam myślą profesora Bartoszewskiego, przytoczoną przez młodą koderkę- Magdalenę Skorupską w DEKODERZE- biuletynie KOD-u:

Kiedy coś uparcie gaśnie- zaufaj iskierce nadziei.

I tego się będę trzymać! :)) 

23 wrz 2016

Dla przypomnienia

Nie będę snuła opowieści, bo jestem trochę zmęczona. Dziś tylko przypomnienie, relacja jutro albo w niedzielę. 
Do zobaczenia o 15.00! :)) 

 

19 wrz 2016

Piekielny dzień

Wszystko mi dziś szło w poprzek!
Z wczorajszego obiadu zostało mi trochę gotowanych kartofli, więc pomyślałam, że zrobię ruskie pierogi. Zrobiłam. Wyszły do kitu! Przepieprzyłam i zachwiały mi się proporcje ziemniaczano- serowe. Niby da się to zjeść ale zero zadowolenia.

Jak  zwykle ciasta zrobiłam więcej niż trzeba, więc kolejne pierogi były z serem na słodko. Tym razem ser zrobiłam za rzadki. Ciasto musiało być grubsze, żeby cały środek nie wypłynął w cholerę przy gotowaniu. Byłam wściekła i nabuzowana na maksa!

Mąż zauważył, że miotam się po kuchni jak chmura gradowa i przezornie podkreślił, że pierogi w smaku są bardzo dobre. Nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie uspokoiło!
Nienawidzę kuchni!! Nienawidzę gotowania!!! :(((
 

18 wrz 2016

Upokorzenie

Rozumiem, że można lepiej lub gorzej rządzić krajem, rozumiem, że można popełniać błędy, uczyć się w trakcie sprawowania rządów- wszystko to rozumiem!
Tego, że ośmiesza się własny naród, że degraduje się go do pozycji przykładowego głupka- nie rozumiem i nie chcę rozumieć!! Mnie to-  jako obywatelkę Polski- poniża i upokarza!
Byłam dumna ze swojego kraju, teraz mi wstyd za rząd, który sprawuje władzę! Wstyd mi za rząd, który moją ojczyzną wyciera sobie gębę, który większość obywateli traktuje jak niedouków, który nie liczy się z nikim i z niczym - tak w kraju jak i poza jego granicami, który kłamstwu i nepotyzmowi nadał rangę szczególnego waloru, który zaprzecza wszelkim wartościom.


Albo z innego pola:


Czeka nas organizowanie tajnych kompletów, żeby nie dopuścić do wychowania pokolenia zobojętniałych niewolników podatnych na nachalną propagandę??...

Przegląd polityki europejskich krajów też niewesoły, ale one się obronią, u nich demokracja mocno zakorzeniona, u nas wyrwie ją z ziemi pierwszy podmuch.
---------------------------------------------------

Czasem, patrząc na to, co się wokół dzieje, myślę o moralnej i mentalnej kondycji ludzkiej i coraz bardziej przychylam się do prawdziwości poniższego obrazka:


 
 

12 wrz 2016

Jak wypośrodkować?

Coraz częściej słyszę apele o rozmowy /dołów z dołami/ , o próby zrozumienia, o dążenie do zasypywania przepaści itd., itd.
Planowany marsz KOD-u też ma być pod hasłem jednej Polski. 
Sobotnia GW podobnie-zapełniona była artykułami w tej samej tonacji: łączenie- nie wykluczanie.

To wszystko jest jasne i w pełni zrozumiałe w teorii. Kaczyński zawiaduje krajem poprzez konflikt i jedynie zgoda narodowa, odzyskanie  wspólnotowości celów może mu wytrącić broń z ręki, może go unieszkodliwić. Tyle, że najpiękniejsza i najmądrzejsza teoria jest nadal jedynie teorią. Praktyka, niestety, wygląda cokolwiek inaczej. 

Powiem o sobie. Nie mam najmniejszych problemów z prowadzeniem rozmowy z każdą obcą osobą i rozmawia mi się z nią dobrze, i szczerze...tak długo, dopóki nie zorientuję się, że moim rozmówcą jest zagorzały pisowiec albo choćby tylko ktoś, kogo satysfakcjonują obecne rządy.
Dalej. Mogę nawet o kimś wiedzieć, że jest  zwolennikiem PiS-u i rozmawiać z nim na tematy neutralne, ale tylko tak długo, aż czarno na białym nie zademonstruje swoich poglądów. Chowam się wtedy jak ślimak w skorupie.
Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Brak mi odwagi do prowadzenia dyskusji? Boję się, że dyskusja przerodzi się w zwykłą pyskówkę? Szkoda mi zdrowia i szarpania nerwów? Boję się, że zabraknie mi argumentów na obronę własnego stanowiska, że ktoś mnie zwyczajnie zakrzyczy?... A może do głosu dochodzi dbałość o poczucie bezpieczeństwa - swojego i rodziny? Boję się agresji?...
Nie wiem. Tak czy owak unikam kontaktów z ludźmi o propisowskich poglądach. Nie pogłębiam między Polakami już istniejących rowów, ale ich też nie usiłuję zasypywać.
Nie jest mi z tym dobrze i choć nigdy dotąd nie zaparłam się swoich przekonań, to jednocześnie mam świadomość, że komórek KOD-u na swoim terenie organizować nie będę. Nie te lata, nie te siły, nie ta odporność psychiczna...

Chociaż coraz bliższa jestem zaakceptowania w pełni logicznej przecież teorii, to- niestety- moje uprzedzenie do zwolenników PiS-u wcale się łatwo nie poddaje. Przenosi się ono niejako z pierwszych szeregów. 
Czuję bunt i gniew, i sprzeciw wobec poczynań obecnego rządu, obecnego prezydenta, prezesa partii. Oceniam je negatywnie, toteż ta ocena niejako z automatu przenosi się na wszystkich tych, którzy obecną politykę PiS-u akceptują.
Wiem, że to z mojej strony nie jest w porządku, ale nie umiem ustawić się po stronie poszukujących zgody i jedności z pisowskimi dołami, żeby jednocześnie być w zgodzie ze sobą, żeby być szczerą wobec siebie. Po prostu nie ufam tym ludziom.
Nie umiem znaleźć przekonującego argumentu na potwierdzenie, że oni też chcą dobrze, że w ich intencjach też leży dobro kraju...a przecież nie mam prawa ani podstaw, by to kwestionować...więc jak to w sobie przewalczyć?

Jak znaleźć wypośrodkowanie między dewastatorami Polski a tymi, którzy im zwyczajnie uwierzyli i zaufali?... Jakież to wszystko cholernie trudne i skomplikowane... :(((

11 wrz 2016

Dokucza mi pewien chaos myślowy...

Dzisiejsza 15 rocznica ataku  na WTC i wczorajsza pisowska miesiączka sprowadziły na mnie taką gonitwę myśli, że trudno mi się pozbierać i wszystko to uporządkować.

Zacznę od dziś. 15 lat temu to było nawet zrozumiałe- szok był tak ogromny, że trudno było uwierzyć, że działo się naprawdę- stąd relacjonowanie zdarzeń uzupełnianych nagranymi filmami miał swoje uzasadnienie. Ale dziś??! Nie mogę się opędzić od myśli, że wulkan ognia na ścianie WTC jest nadal atrakcyjny wizualnie i dlatego jest wciąż i wciąż pokazywany, innego sensu nie widzę, ale... może jestem niesprawiedliwa w swoich osądach, może się mylę?...

I wczoraj.  10. września - kolejna miesięcznica. Znowu wali tłum przez Krakowskie Przedmieście a prezes mówi o dwóch pomnikach. Przetarłam oczy. O co im właściwie chodzi??!! Byli w opozycji, nic nie mogli. Teraz mają wszystko i nadal nic nie mogą??! Toż niechby prezes poszedł z pielgrzymką tych wszystkich protestujących do Smoleńska, to by po jednym elemencie cały wrak przynieśli.  Jakby co, ty by im dzielny Antek obstawę z grup rekonstrukcyjnych zorganizował- i po krzyku! Rosjanie nawet by się nie zorientowali, o co chodzi!

Tak się zastanawiam, jaką sobie obecnie rządzący rolę przypisują?
Tak się skleili z rolą opozycjonisty, że rządzą a furt zachowują się jak radykalna opozycja- wszędzie wietrzą spiski i szukają winnego. I wciąż im coś przeszkadza. A właściwie co? Bo rząd, sejm, senat, prokuratura, policja... ba! wreszcie prezydent- wszystko ich: nic tylko brać się do roboty!- a tu zamiast coraz lepiej, to coraz gorzej się robi: gospodarka zaczyna kuleć, polityka międzynarodowa trzeszczy, wojsko zdezorientowane, rolnicy mają wstrzymane dopłaty, kultura ledwo zipie... to gdzie tu do ... nędzy ta dobra zmiana??!!! Te 500 zł na dziecko, które te same dzieci przez lata spłacać będą musiały z wysokimi odsetkami zresztą?? To to jest takie cudowne??...


No to ja się jeszcze w zaświaty nie wybieram, bo ciągle daleko mi do obojętności.
24. września kolejny marsz KOD-u. Czy to coś zmieni? Nie wiem, ale będę mobilizować kogo się tylko da, żeby znowu "turyści" zapełnili ulice. Nie może być tak, żeby górę wzięło zniechęcenie, rezygnacja...
Rezygnować to ja mogę z czegoś dla siebie. Dla dzieci, dla wnuków- NIE!!

9 wrz 2016

Prawdopodobnie już wszyscy czytali, ale...

...tak na wszelki wypadek:

/pokazywarka.pl/8urb23/

Warto przeczytać! Oddaje myśli wielu ludzi zaniepokojonych tym, co dzieje się w Polsce.
Wielokrotnie już Hołdys bez pudła trafiał w moje odczucia. Tak jest i tym razem. Może zadziała w szerszych kręgach. 

8 wrz 2016

Dawno się tak nie ubawiłam!

Kto w Gazecie nie czytał, polecam:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,20661413,twoja-postawa-do-przejaw-chamstwa-i-buty-wladzy-rezyser-historii.html#Prze 

Rzecz dotyczy pretensji reżyserskich o brak promowania filmu. Zaiste, czyste kuriozum! I już samo to było zabawne. Ale czytając komentarze, ubawiłam się setnie. 
I po raz kolejny z podziwem myślę o zasobach intelektualnych Polaków, którzy paroma zwięzłymi zdaniami potrafią podsumować absurdalność zachowań naszej obecnej "elyty".

Hejterstwo było? Chyba nawet nie, natomiast zasłużonych złośliwości pod dostatkiem. 
No, ja już taka zła kobieta jestem, bo mnie to wyraźnie ubawiło! ;)))


6 wrz 2016

Trzech ich było, trzech z fasonem, czyli: silna grupa pod wezwaniem

Ciekawe, kiedy będziemy mieli za sobą czas, w którym to rządowe inicjatywy na ogół kończyły się kompromitacją Polski albo przynajmniej gafą dyplomatyczną. Póki co, nic na to nie wskazuje i zabawa trwa w najlepsze.
Trzech wybitnych ministrów- sprawiedliwości, drugi od spraw zagranicznych  a trzeci spraw wewnętrznych  udali się poinstruować brytyjczyków, jak walczyć z ksenofobią i falą agresji.

Silna grupa- jedynie obrony narodowej tam zabrakło! 
Ciekawe. Jeden to mało spektakularne czy bał się sam jechać? Bo jak na Polaków zęby ostrzą, to lepiej być ostrożnym i obstawa może się przydać...

Żart żartem, śmich śmichem- jak powiadała babcia Karolcia a tak na serio- to po co oni tam pojechali??! W Polsce na tym polu masa jest do zrobienia i - pozwolę sobie na prywatną tezę- dzięki działalności tychże ministrów problem nawet narasta. To może oni po wskazówki pojechali- jak sobie radzić?...

Ja bym poradziła krótko: podać się do dymisji. Żaden następny minister gorszy już nie będzie. Chyba się nie da!

5 wrz 2016

Cmentarnie

Przyznam, że niektóre reklamy, informacje powalają mnie na łopatki. 
Dziś przypadkiem rzuciłam okiem i mróz mi przeszedł po krzyżu!


Jak to niby rozumieć?!... Czynne, czyli aktywne. Ciekawe, co one- te trumny- wyprawiają z nieboszczykami. 
No jakoś zabrakło mi odwagi, żeby wejść i zapytać. A swoją drogą trzeba mieć wyobraźnię, żeby takim hasełkiem uwagę potencjalnego klienta przyciągać. ;)

A skoro już jestem przy cmentarnych tematach, to dostałam zdjęcie rumuńskiego cmentarza. Nie twierdzę, że takie są wszystkie, ale widać czarno na białym, że takie też są:


I tak się zrobiło jasno i przytulnie, optymistycznie jakoś. I pomyślałam, że miło byłoby leżeć na takim superanckim cmentarzyku z niebieskimi tablicami.
A u nas?
Aż duszno i ciężko pod wielkimi kamiennymi płytami.
Dla niektórych to i kamienna płyta- mało! To dodamy jeszcze monstrualną rzeźbę z gipsu (?), betonu (?)... Niech wali po oczach, każdy zauważy, bo nie zauważyć - nie sposób!

 
W pierwszej chwili miałam skojarzenie z cmentarzem żołnierzy radzieckich- oni się kochali w takich rzeźbach gigantach. Aż podeszłam blisko. I mimo że się uważnie przyglądałam, nadal nie wiem, czy to matka z córką, czy jakiś religijny przekaz... Pseudoartystyczny koszmarek. Ale podobno o gustach się nie dyskutuje.

2 wrz 2016

Przyjaciel domu, czyli: ocieplenie wizerunku

Przedstawiam- to Haczyk, kundelek przybłęda. Jest z nami 3, może 4 lata, musiałabym sprawdzić w książeczce zdrowia- tam jest jego orientacyjny wiek.
Prawda, że sympatyczną ma mordkę? Na zdjęciu ma minę: - No, proszę, rzuć mi coś smacznego!
I z reguły mąż daje się wziąć na jego przymilania. Początkowo protestowałam, że nie dokarmiamy, żeby nie było żebractwa a jeżeli nawet już, to tylko do jego miski. No! Teoria swoje, praktyka swoje, ale i tak nie jest źle- w domu jest grzeczny i dość posłuszny. Gorzej na spacerach. Początkowo on nas wyprowadzał na spacery i trzeba się było nieźle namachać, żeby za nim nadążyć. Teraz sytuacja jest opanowana. Kupiliśmy kolczatkę. W gruncie rzeczy to kpina, żeby taki mały srajdek musiał być kolczatką przywoływany do porządku, ale skoro metoda okazała się skuteczna i ostatecznie to my wychodzimy z psem na spacer a nie on nas ciągnie, więc jest o.k.- krzywdy nie ma! ;)
Polubiliśmy się i wspólnie egzystuje nam się całkiem dobrze. 

Czasem mam drobną wątpliwość, czy lekarz weterynarii trafnie określiła jego wiek. Wydaje mi się, że jest dość leciwy. Dużo poleguje, śpi z pochrapywaniem... ale może zwyczajnie leniuch?... Nie szkodzi. I tak go lubię! :))

31 sie 2016

To jakiś ponury żart!

Szukałam jakiegoś sensownego zdjęcia, grzebałam w różnych miejscach- niczego takiego nie znalazłam. A sądziłam, że będzie zatrzęsienie.
W Gazecie newsem są torebki Ani Lewandowskiej... To jakaś kpina!
Rocznica Porozumień Sierpniowych jest zbywana albo milczeniem, albo krótkimi notkami, albo spychana w miejsca, na które już nikt nie zwraca uwagi. Ot, wiadomość jedna z wielu o średniej randze. Przyznam, że dla mnie to duże rozczarowanie. Jedynie satyryczny "Sok z buraka" stanął na wysokości zadania. I rzecz potraktował z dużym wyczuciem chwili.

Rocznica Sierpnia została w pełni zawłaszczona przez pisowskich uzurpatorów. Czy można wyobrazić sobie tę akurat uroczystość bez Wałęsy??! A- o ironio!- z Dudą??! Okazuje się, że nie tylko można, ale i trzeba, bo ikona tamtej pierwszej prawdziwej Solidarności nie jest na solidarnościowym święcie mile widzianym gościem, niestety. To, co go mogłoby tam spotkać, to gwizdy i obelgi- tak suweren wyraża wdzięczność za odzyskaną wolność w ojczyźnie... Przerażające, obrzydliwe, podłe!

Przed chwilą Śniadek raczył był powiedzieć, że po raz pierwszy mają poczucie spełnienia. Wybaczcie- to kabaret! Świętują dziś ci, którzy z zapamiętaniem dewastują to wszystko, co przez lata z trudem budowaliśmy wspólnie właśnie dzięki sierpniowej Solidarności. Sobie przypisują wszelkie zasługi i osiągnięcia. Z wytartym czołem wypinają piersi do orderów! Myślą pisać historię na nowo ze sobą w rolach głównych!

Nic z tego! Możecie świętować, możecie podszywać się pod ojców założycieli, dopisywać sobie kombatancką przeszłość. Nic z tego! Za dużo jeszcze żyje nas, naocznych świadków historii. Nie pozwolimy zakłamywać rzeczywistości. Pamiętamy, jak było naprawdę! I będziemy o tym mówili naszym dzieciom, wnukom.
Bo Polska jest nasza wspólna i nie damy sobie odebrać jej prawdziwej historii!
______________________________
Nie znalazłam odpowiedniego zdjęcia, więc sięgnęłam do swoich zbiorów:
I jeśli mi się uda- jeszcze coś!
Udało się! Tak więc- NIE DACIE RADY!!!

30 sie 2016

Honorowy dawca

Jechałam autobusem. Siedziałam blisko wyjścia, więc miałam możliwość obserwowania jezdni a jednocześnie przypadkiem usłyszałam wymianę zdań między kierowcą i jego zmiennikiem/ bądź znajomym:
-Popatrz, kolejny honorowy dawca narządów!
-Ale mu się spieszy na stół!
-Szaleniec... 
Rzeczywiście. Motocyklista z zawrotną szybkością i rykiem silnika śmigał między samochodami. Wkrótce śladu po nim nie było. Panowie wymienili jeszcze kilka zdań. Ja obserwowałam jezdnię. W oddali zauważyłam migającego koguta na policyjnym samochodzie  i już prawie widziałam wywrócony motor i zwłoki motocyklisty... Na szczęście to była tylko drobna obcierka dwóch osobowych samochodów. Wytarłam spocone dłonie.

*   *   *
Jak to się dzieje, że adrenalina tak bardzo jest młodym potrzebna, że ważniejsze staje się silne doznanie niż samo życie?...
Skąd ta potrzeba udowodnienia sobie i innym własnej niezniszczalności?...Skąd ten pęd do ryzyka?...

Na drodze ginie tysiące ludzi, latem toną setki,w skokach do wody łamane są kręgosłupy, zimą pod lodem giną kolejni... Co takiego siedzi w człowieku, co paraliżuje mu rozum i każe lekceważyć wszelkie przestrogi?... Poczucie bycia panem świata- choćby przez chwilę? Poczucie bycia niezwyciężonym, najważniejszym, godnym podziwu i uwielbienia?...
Smutne karmienie się iluzjami, budowanie własnej wartości na czymś, co jest jakiejkolwiek wartości zaprzeczeniem... Smutne i żałosne.

29 sie 2016

Czy to już polityczne zboczenie?...

Zbitka rocznic: sierpniowa, zaraz wybuch II światowej  i chwila potem- 17.IX. Patriotyzm aż kapie a ja jestem rozdarta: uczestniczyć w uroczystych apelach czy sobie darować? Z jednej strony daty są tak ważne, że należałoby im poświęcić własną uwagę i pamięć- z drugiej, jak pomyślę, że przy okazji niejako mogę być skazana na apel smoleński, to wszystko się we mnie buntuje!
Czy to się jeszcze mieści w granicach normy?...
Co za piekielne czasy nadeszły. Odbierają nam naszą historię, nasze życiorysy, nasze autorytety...
Źle się dzieje! I coraz bardziej smutno...

23 sie 2016

Gdybym wiedziała, że się przewrócę...

Jest takie powiedzonko: gdybym wiedział, że się przewrócę, to bym się położył!
Piękne, krótkie, treściwe- przyszłości nie da się przewidzieć!

Nie bardzo wiem, jaka myśl przyświeca nagłaśnianiu konieczności robienia zapasów na trudne czasy. Trochę tak jakby świat cały szykował się do wojny.

To, że czasy już są trudne i nikt nie wie, czym mogą zaowocować, może nawet wojną, tfu! tfu! oby nie!!- nie mam najmniejszej wątpliwości, natomiast rozdmuchiwanie tematu może spowodować panikę i run na sklepy. Jak to się kończy, wiem, bo mieliśmy już takie sytuacje w kraju. Latami potem opowiadano anegdoty, jak facet składował nad oborą zapasy mąki i cukru, sufit się zarwał i krowę zabiło.
Pomijam zwyczajne marnotrawstwo, bo w mące np. pojawiły się robaki albo zapleśniała a cukier się skawalił.

Mam wrażenie, że każda średnio normalna rodzina ma w zapasie produktów spożywczych na przetrwanie tygodnia, może dłużej. Popadanie w obsesję zagrożenia i noszenie ze sobą krzesiwa, zapalniczki, latarki, noża i Bóg wie, czego jeszcze, co nagle może się przydać w nadzwyczajnych okolicznościach, może tylko zwiększać psychozę i odebrać resztkę radości życia.  

A wszystkiego i tak przewidzieć się nie da.
Można mieć wielopiętrowy, znakomicie wyposażony schron i nie zdążyć do niego dojść. Można dojść i nie móc go już opuścić, bo zostanie przywalony tym, tamtym czy owym. Możliwości są tysiące!!

Czemu w ogóle o tym piszę? Bo wczoraj oglądałam w TV rozmowę z facetem, który demonstrował właśnie takie przyborniki i opowiadał, jak bardzo mogą być przydatne.  Jeden ma przy kluczykach do samochodu, drugi przy zegarku, bransoletę ma zrobioną z 5-metrowego sznura- w razie konieczności zrobienia szałasu bardzo się przyda. A przyborników ma trzy albo cztery.

Pomyślałam, że jeśli wychodząc z domu przestanę się zastanawiać, czy chałupę zamknęłam a zacznę sprawdzać, czy scyzoryk do cięcia gałęzi odpowiednio naostrzony na budowę szałasu, to świr czeka tuż za progiem.
No, cóż! Trudno! Będzie co ma być!...

Zaraz, a może to była swoista reklama survivalowego spędzania wolnego czasu... nie pomyślałam o tym. Orsonowi Wellesowi udało się pół Ameryki przerazić wojną  światów, to może i ten telewizyjny ludek w tak sugestywny sposób reklamował swoją firmę?... No, proszę! Polak potrafi! ;)

19 sie 2016

Polska krew

Nie chce mi się sprawdzać, gdzie co, ale w dwóch gazetach przeczytałam dwie różne recenzje sztuki+ wywiad z Przemysławem Wojcieszkiem- reżyserem sztuki "Polska krew".

Pierwsza recenzja była na tyle frapująca a wywiad na tyle obiecujący, że zamówiłyśmy /jak zawsze z córcią/ bilety na wczorajszy spektakl.
W tzw. międzyczasie /chyba w Polityce/ ukazała się druga recenzja mocno krytyczna. Było już za późno na weryfikację- bilety kupione. Tym samym trzeba się było zdać na własną ocenę, czego niniejszym spróbuję tu dokonać. Oczywiście nie roszczę sobie pretensji do obiektywizmu- to będą wyłącznie moje odczucia, może nieadekwatne, może niesprawiedliwe ale MOJE!

Dawne kino "Tęcza", obecnie teatr TrzyRzecze na Żoliborzu. Warunki spartańskie, ale do wybaczenia, bo to dopiero pierwsze trudne początki, więc i na troskę o estetykę wnętrza /a może tak surowo ma być tu już zawsze, nie wiem.../ a i o wygodę widza zapewne przyjdzie czas.


Wnętrze ciemne, widownia na dwie części podzielona sceną. Z prawej strony didżejka z oprawą muzyczną.

Piszę te ogólne uwagi i cały czas czuję jakieś wewnętrzne napięcie, bo nadal mam problem z oceną całości, dawno już nie byłam tak rozdarta, o takiej ambiwalencji uczuć.
Początek był gorzej niż fatalny: huk, krzyk, chaos, jakieś ogólne rozedrganie, ni to taniec, ni to gonitwa, pstryczki w kierunku KOD-u i PiS-u, ale nieoczywiste, bardziej naskórkowe, raczej dla fasonu niż z przekonania a wszystko gęsto podlane zawiesistym sosem seksu.
Kwestie aktorskie, niezależnie od płci wykonawców, tak naszpikowane bluzgami, że Masłowska by się nie powstydziła... Piątka młodych aktorów reprezentuje nasze podzielone społeczeństwo: partnerska para liberalnych demokratów, radykalna prawica- małżeńska para i singielka-Żydówka: niby razem, niby między tą czwórką a zawsze osobno. Piją, koksują, uprawiają seks a wszystko to w podszytych politycznych podtekstach i gęstych oparach furmańskiej łaciny rzucanej naturalnie i bez skrępowania- przecież tak się na co dzień komunikujemy!

Przyznam, że byłam zszokowana. To jest przybytek kultury?!! To raczej jakiś spektakl porno, zbrutalizowany, wulgarny, właściwie bezideowy. Różnice polityczne wypunktowane niby jedynie rodzaj przyprawy urozmaicającej nijakie życie.
Co ja tu właściwie robię??!! Miałam ochotę wyjść. Córka też siedziała z miną dość niewyraźną i kto wie, czy nie zrezygnowałybyśmy ze spektaklu, gdyby nie to, że musiałybyśmy przejść przez scenę a taka ostentacja raczej nie byłaby nam bliska. Zostałyśmy do końca.

I dobrze, że zostałyśmy. Dla mnie to była sztuka bardzo trudna i ciężka w odbiorze. Córka stwierdziła, że niewygodna. Uznałam, że to doskonałe określenie, bo słowa padające ze sceny- uwierały, drażniły, wytrącały ze schematyzmu myślenia...bolały!
I może właśnie na tym polegała wartość sztuki, że nie pozwalała na obojętność, że zmuszała do przyjrzenia się społecznym postawom, że zaległa gdzieś w głębi i nie daje o sobie zapomnieć...

Mam wrażenie, że spektakl kierowany był przede wszystkim do młodych- przejrzyjcie się w tym lustrze! Na pewno wam to odpowiada? Chcecie tego?...

Pytania zawisły w przestrzeni. Nie mogło być odpowiedzi! Salę teatralną zapełniali widzowie głównie w starszym i mocno starszym wieku.  Młodzi byli jedynie rodzynkami.
Pchnięcie w próżnię! :(( Szkoda!