5 lis 2016

Hygge po polsku

Duńskie hygge ostatnio robi u nas oszałamiającą karierę: pisze się o nim, rozmawia, wszędzie się wciska.
Wysłuchałam blisko godzinnej rozmowy o tymże sposobie życia, ale gdybym nie zajrzała do wikipedii, to chyba nadal miałabym wątpliwości. Bo to określenie- na dobrą sprawę- na wszystko. Powiedziałabym- na sposób życia i sposób bycia człowiekiem.

Hygge nosi się w sobie. To budowanie bliskości, intymności, dobrostanu- w każdych okolicznościach. To stosunek do siebie i do innych: bliskich, sąsiadów i obcych. To stosunek do tego, co się wydarza, to budowanie dobrego, satysfakcjonującego życia. Tak to ostatecznie zrozumiałam.

Zastanawiałam się, jaka jest zasadnicza różnica między duńskim hygge a naszą najzwyklejszą szklanką- do połowy pełną... lub pustą. Albo awersem i rewersem czegoś. W największej tragedii można znaleźć nutki pocieszenia, choć - fakt- bywa, że odkrywa się je dopiero po latach.
I przyznam, że ja tej różnicy nie znajduję... no, może w ilości.To prawda, że u nas naburmuszeńców i zasępieńców, których wszystko wkurza i którym wszystko przeszkadza, jest całe mnóstwo!!
Ale wystarczy jeden szczerze uśmiechnięty rodzynek i ... życie nabiera barw!


Starajmy się być szczęśliwi, życie jest takie krótkie...
Życzę wszystkim dobrego dnia! :))

25 komentarzy:

  1. Hygge? nic a nic nie słyszałam, muszę poczytać.
    Myslę sobie, że na nasze postrzeganie świata i nas w nim wpływ ma najpierw genetyka, potem wychowanie, potem wreszcie to, co sami z tym 'balastem' zrobimy, no i środowisko, w którym się obracamy. Zauważyłaś, ze nie wszyscy lubią tych, którym się powiodło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Ja bym powiedziała, że niewielu jest takich, którzy lubią! ;))) Ale tak naprawdę,to teraz - już niezależnie od różnych wpływów- to od nas jednak zależy,która strona będzie dla nas ważniejsza... :)

      Usuń
  2. O umiejętności odnajdywania szczęścia w codziennym życiu powinno się mówić, ale nie jestem pewna czy w kontekście dostrzegania tego co wokół nas, trzeba używać duńskiego słowa "hygge". "Szklanka do połowy pełna" brzmi swojsko i może bardziej zrozumiale (też nie widzę różnicy). Myślę, że jak już człowiek zauważy zawartość szklanki, będzie miał ochotę się uśmiechać, a to zaraźliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam tego określenia. Pamiętam jednak, że gdy miałam na studiach wykłady z psychologii społecznej, to rozmawialiśmy o czymś takim. Wykładowca opowiadał, że są dwa kręgi: Pollyanny i szatana. One oczywiście jakoś tam zazębiają się. W każdym razie w jednym kręgu są ludzie postrzegający świat na plus, a w drugim na minus. Ja uważam, że my sami dokonujemy wyboru, w którym kręgu chcemy być, a na pewno możemy takiego wyboru dokonać, choć czasem wymaga to sporo wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam,że absolutnie czystej formy /kręgu/ nie ma i człowieka trochę znosi raz w jedną, raz w drugą stronę. Myślę, że ważne jest, po której stronie czujemy się "u siebie" i w której chętniej bywamy.

      Usuń
  4. Tez mi nowe, ale filozofia znajoma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno Dania jest najszczęśliwszym krajem /ale czy w Europie czy na świecie- nie sprawdziłam/, ale ile w tym ogólnych warunków a ile osobistego wkładu każdego człowieka, to tylko sami Duńczycy mogą powiedzieć.

      Usuń
  5. kobietawbarwachjesieni:
    Też nie znałam tego wyrazu. U nas chyba jest więcej tych, którzy widzą szklankę do połowy pustą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt! Malkontentów i pesymistów ci u nas dostatek! ;(

      Usuń
  6. A ja wiem, że łatwiej być hygge, jak się ma duńskie zarobki ;-) ja z polskimi hygge nigdy w życiu nie będę :-/

    OdpowiedzUsuń
  7. I tak,i nie! Bogactwo nie jest warunkiem szczęścia, choć niewątpliwie bezpieczeństwo bytu ma duże znaczenie dla dobrostanu.
    Gdyby było tak, jak mówisz, nie znajdowaliby się ludzie, którzy rzucają wszystko i idą gdzieś przed siebie zaczynać od zera i szukać swojego szczęśliwego miejsca na ziemi... I przecież bywa, że już to szukanie właśnie daje im szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakie bogactwo? mówimy o pensji, która pozwala przeżyć i kupić buty na zimę oraz zapłacić dentyście, a nie o bogactwie. utrata pracy dla wielu równa się teraz bezdomności. to sorry, ale o jakim "hygge" mówimy? :-/ jeśli pensja po opłatach zostawia 200-300 zeta na miesiąc na wszystko, to nie ma mowy o szczęściu jakimkolwiek, tylko o szarpaninie. a tak żyje 75% społeczeństwa w naszym pięknym kraju...

      Usuń
    2. Spytam tylko ilu z tych ludzi, co rzucają wszystko nie ma zupełnie nic poza jedną walizką :-)

      Usuń
    3. Nie usiłowałam z Tobą polemizować. To jakby oczywiste, że warunki życia w Polsce i w Danii są nieporównywalne. Mam też świadomość, że nawet polską tzw. klasę średnią, która stosunkowo nieźle zarabia, trudno zaliczyć do bogaczy. Chodziło mi raczej o ogólne spojrzenie, ale może mało wyraźnie to zaakcentowałam...
      Pytasz, ilu ludzi miało jedynie walizkę? Nie wiem. Czasem oglądam programy, gdzie np. rodzina- żeby było śmieszniej i dziwniej- z małymi dziećmi, zostawia dobytek i przenosi się na "łono natury" w całkowity prymityw. I ci ludzie twierdzą, że tam są szczęśliwi. Sądzisz, że to tzw. pic na wodę? Może tak. Ale przecież nadal żyją różne plemiona w bardzo surowych warunkach. Uważasz, że nie mogą być szczęśliwi?...
      W notce głównie chodziło mi o to, że wewnętrzny zaczyn szczęścia każdy nosi w sobie i albo ten potencjał wykorzysta, albo nie. Ale żeby wykorzystać trzeba się o to świadomie postarać.
      To chyba tyle. I dla wyjaśnienia- nie miałam życia wysłanego różami a przecież jest we mnie sporo pogody... Serdecznie Cię pozdrawiam. Szczęśliwa, choć już stara BBM ;))

      Usuń
    4. Trudno wykorzystać jakikolwiek zaczyn, jak człowieka nie stać na buty, które nie przemokną, no uwierz mi, bo mnie nie stać, a nie zarabiam najniższej krajowej. Ale jak się człek musi utrzymać (czyt. wynająć mieszkanie, porobić opłaty itd.) samodzielnie z 1 pensji, to niestety, nie ma fiołków i czereśni, jest błoto i mokre trampki oraz problem za co wykupić ten cholerny antybiotyk, bo płacą 10-go...

      Usuń
    5. Zdaje mi się, że każda moja odpowiedź niechcący porusza jakieś bolesne struny Twojego życia. Jest mi przykro i nie chcę tego, ale czuję się bezradna... :(

      Usuń
  8. Też musiałem puknąć do wiki https://pl.wikipedia.org/wiki/Hygge
    tylko zrozumiałem to inaczej - raczej osadzone w czasie i miejscu niż odnośnie do ludzi, choć dla nich ;]
    Bycie może regionalnie jest coś takiego w Polsce, ogólnie nie ma. Jeżeli polski klimat to z wódką, "kurwą" zamiast przecinka i stosem pretensji ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do regionalności, skojarzyło mi się ze Śląskiem i Wileńszczyzną /wyłącznie na podstawie lektur/. Mam wrażenie, że zarówno Ślązacy jak i Wilniuki /przedwojenni/ byli ludźmi otwartymi i dość spontanicznymi.
      Zgadzam się z Tobą, że propagowanie hygge w polskim klimacie to orka na ugorze- szczególnie w dzisiejszych czasach. Ale wiesz, żeby nie zakończyć tak pesymistycznie, to każda pozytywna wyrwa w ogólnej tendencji do narzekactwa może być ożywcza- i tego staram się trzymać. :)

      Usuń
  9. Zagięłaś mnie, bo nie słyszałem o tym terminie. Po sprawdzeniu w wikipedii, myślę sobie że jest jednak coś szczególnego, wyróżniającego z innych ludowych filozofii, że zacytuję: "...tworzenie przytulnej atmosfery ogniska domowego, braterstwa, wspólnoty, intymności..."
    Szklanka w połowie pełna kojarzy mi się z wschodnią myślą zakładającą równowagę pragnień i stanu posiadania, którą najłatwiej osiągnąć obniżając pragnienia. Z kolei greccy filozofowie (hedonizm) zalecali unikanie bólu i cierpienia oraz szukanie przyjemności. Chyba zawsze marzyliśmy o szczęściu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam zamiaru Cię zaginać. Po prostu ostatnio ten termin mi się narzucał i dlatego o nim wspomniałam. ;) Myślę, że każda filozofia, czy każda forma poprawienia własnego życia, uprzyjemnienia go /pod warunkiem, że nie szkodzi się przy okazji sobie ani innym/- jest w porządku.
      Tak jak powiedziałeś- zawsze marzyliśmy o szczęściu. Dodam: - I zawsze nadal marzymy!:))

      Usuń
  10. Nie słyszałam o "hygge", ale chyba nieświadomie stosuję. Pisałam nie dawno o momentach szczęścia swoich i moich bliskich. Ostatnio przed pierwszym listopada, nieprzyjazna mi osoba doniosła, że został zniszczony nasz rodzinny grób, oczywiście pognałam na cmentarz, siąpił deszcz, było zimno, pusto, przychodzę - wszystko jest w porządku, grób cały - wkurzyłam się - patrzę na obsypany kolorowymi liśćmi grób mojej babci i powoli zaczynam dostrzegać jak pięknie wygląda cmentarz obsypany kolorowymi liśćmi. Skończyło się na tym, że nazbierałam siatkę kasztanów dla wnuka i w sumie szczęśliwa wróciłam do domu. To chyba hygge w praktyce?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! I przecież o to chodzi, żeby czerpać okruchy radości i- w miarę możliwości- dzielić się nimi z innymi. :)) Im jestem starsza, tym więcej we mnie tęsknoty do hygge i chęci jej praktykowania. Pozdrawiam Cię z uśmiechem. :)

      Usuń
  11. Hygge jest teraz we wszystkich gazetach : Od babskich po tygodniki opinii i prasę codzienną. Wyszły w Polsce po prostu trzy książki na ten temat , jest promocja , jest więc zjawisko. Czytając jak opisują Duńczycy hygge mam wrażenie , że mówią: Hallo wrzuć na luz, nie spinaj się....zrób wiele aby móc odpocząć, zrelaksować się. Zainwestuj w przyjaciół. Znamy te zalecenia, słyszymy je wszyscy ,którzy trafiamy do lekarzy psychiatrów,alergologów , diabetologów i wielu innych , ktorym opowiadamy o stresie ,o pośpiechu q jakim żyjemy, a który skutkuje wieloma chorobami od sasa do lasa. Oczywiście Duńczycy mają bezpieczeństwo socjalne , o jakim my możemy pomarzyć. Ale brutalna prawda jest taka , że albo nauczymy się być hygge albo stres nas zje. Dosłownie. I w tym aspekcie , czy ma się pieniądze czy nie warto na tę filozofię życia choćby jednym okiem zerknąć. Azalia

    OdpowiedzUsuń
  12. Jasne! Niektóre idee są po prostu nie do przekreślenia. I czy będziemy to nazywać równowagą wewnętrzną, czy hygge- to nie ma większego znaczenia.
    Swoją drogą akcje promocyjne mają swój sens, bo gdyby nie one zjawisko upchnięte byłoby gdzieś w smutnym kącie- a tak, można o tym pogadać.

    OdpowiedzUsuń