24 sty 2026

Diabelski młyn

 






















Kiedyś, chyba w którymś komentarzu,wspomniałam o wczesnodziecięcym doświadczeniu "podróży" na diabelskim młynie i związanymi z tym emocjami: przerażeniu, zagubieniu, zagrożeniu itd.

Dziś chyba czuję się podobnie. Trudno przewidzieć, co przyniesie ze sobą następny poranek. Nie ośmielam się komentować /z mojego punktu widzenia/ ani krajowej, ani światowej polityki, bo dawno się w tym pogubiłam. Mam wrażenie, że racjonalność zachowań i wypowiedzi już dawno odeszła w niebyt, europejska solidarność zaczyna się kruszyć a i w naszym kraju narasta pewien rodzaj szaleństwa bez oglądania się na dobro wspólne /zobacz: Hołownia, Kaczyński, Braun czy Nawrocki.../. Wszystko wydaje się być rozchwiane i niestabilne.

Nie wnikam, ile jest prawdy w pierwszym memie- on jedynie potwierdza mi to, co widzę i słyszę w oficjalnych przekazach: szaleństwo narcystycznego starucha, żądnego władzy i dolarów w gigantycznych ilościach, tak jakby mu się to w trumnie /czy w urnie/ do czegokolwiek jeszcze mogło przydać.

A nasz Szymon-mąciciel? 

Pogadajmy, proszę. Może łatwiej nam będzie to wszystko jakoś poukładać... 

18 sty 2026

***

 

 

 

 

 

 

 

 

   Zachwyciła mnie dzisiejsza myśl z niedzielnej kartki z kalendarza u Donki w jej ŚWIECIE  POEZJI. /Donko, nie proszę o pozwolenie przytoczenia, bo wiem, że mi pozwolisz! Dziękuję!/

 

"Żyjmy tak, abyśmy orłom nie podcinali skrzydeł, a osłom nie pozwalali latać." Marek Aureliusz, (121-180 n.e.)

 

 Mam nieodparte wrażenie, że dziś właśnie żyjemy na przekór tej myśli. Mocarstwami rządzą ludzie źli, cyniczni, brutalni i okrutni a i w mniejszych państwach do głosu dochodzą ci, którzy w żadnej mierze do tego głosu dojść nie powinni.

W dodatku to wszystko dzieje się niejako za naszym przyzwoleniem albo przynajmniej milczeniem, które cichym przyzwoleniem, niestety, jest. A zło narasta, staje się codziennością- coraz bardziej niepokojącą, coraz bardziej nieprzewidywalną. Złudzeniem jest myśl, że nad sytuacją panujemy, że nie wymknie się spod kontroli... JUŻ  TERAZ osły latają pod niebiosa a orłom podcinamy skrzydła albo przynajmniej próbujemy oblepić je błotem, żeby przypadkiem nie wzbiły się w przestworza!

Jak to się dzieje, że taki stał się świat?! Jak to się dzieje, że my- ludzie tacy się staliśmy: małostkowi i zawistni, głupi i zarozumiali jednocześnie, okrutni i bezwzględni?...  

Jak to się dzieje, że ci, którzy chcą żyć w spokoju, którym marzy się  krajowa i międzynarodowa solidarność, nie mają siły przebicia i z góry skazani są na przegraną?...

----------------------

Nie ogarniam dzisiejszego świata, nie rozumiem ambicyjek ludzi, którzy dla własnego rozbuchanego ego gotowi są podpalić świat.

Jak odzyskać nadzieję, że wszystko jest jeszcze do uratowania a człowiek to brzmi dumnie?... :(( 

12 sty 2026

Jeśli lubicie czytać o chorobach, to zapraszam!

 

 

 

Jeśli tak wygląda chory kot, to ja już nic nie rozumiem!

Ale mi się trafił egzemplarz- delikatny jak francuski piesek a wydawałoby się, że rasa typu dachowiec jest odporna na wszystko! 

Otóż NIE!! Od dłuższego czasu są problemy. 


W późnym dzieciństwie miał coś z gardłem i brał jakieś lekarstwa, ale czy były to antybiotyki- nie pamiętam. Bardzo możliwe, że tak.

Potem dość długo było wszystko w porządku, ale... na grzbiecie zrobiła się cienka kreseczka. Początkowo nie przywiązywałam do tego wagi- pewnie Bąbel przełaził gdzieś pod siatką i wyszarpał trochę sierści. W końcu jest kotem wychodzącym, więc różne przygody mogą się zdarzyć. Ale żadnego skaleczenia nie było i to powinno mi trochę dać do myślenia. 

Gdy kreseczka zrobiła się szersza, skonsultowałam to z miejscową panią weterynarz, ale konkretna diagnoza nie została postawiona, przy czym lekarka zasugerowała, że gdyby coś mnie bardziej zaniepokoiło, to mogę skonsultować ze zwierzęcym dermatologiem.

Ścieżka na grzbiecie robiła się coraz szersza. Jedna wizyta u specjalisty- sterydy, niewielka poprawa i powrót do stanu poprzedniego, druga wizyta u specjalisty- to samo! A czas leciał i kot wyraźnie cierpiał: ocierał się o przedmioty, wyrywał sobie sierść. Zwątpiłam.

Pogadałam z córką. Ma różnych znajomych, może ktoś zna kociego dermatologa- takiego z prawdziwego zdarzenia. Strzał w dziesiątkę. Nowy adres. Mam wrażenie, że to jest to, ale nic nie dzieje się nagle. Zmiana karmy, leki podawane przez dwa tygodnie, ponadto analiza strupków czy zrogowaceń, bo i te już były. Diagnoza- atopowe zapalenie skóry- i leki. O tym już zresztą pisałam.

Bąbel przyjmował leki prawie przez miesiąc, gdy... nagle przestał jeść. Pił wodę i spał. Początkowo myślałam, że to wynik świątecznego stresu, ale gdy zajrzałam do internetu, wpadłam w panikę. Sms do pani dermatolog z przeprosinami, że zakłócam jej prywatny czas, ale proszę o pomoc. Odstawić leki! Zrobić analizę krwi- tu nazwisko lekarki.

Biedny Bąbel! Był zestresowany bardziej niż ja! W drodze do Warszawy trzymałam torbę z nim na kolanach, miauczał... i po raz pierwszy w swoim kocim życiu zsikał się tam, gdzie nie powinien. Torba mokra, moja kurtka i spodnie też mokre.

Cała operacja nie trwała zbyt długo, ale nie obyło się bez problemów: trzeba było wkłuwać się w drugą łapkę, bo z pierwszej krew nie chciała lecieć. 

Wyniki były już następnego dnia. Dwa dobre, trzeci niepokojący- toksoplazmoza. Za miesiąc powtórka analiz. Kot, mimo spadku wagi, jest w dobrej formie, więc być może organizm sam zwalczy pasożyty; jeśli nie- dostanie antybiotyk. Jest to o tyle ważne, że przy toksoplazmozie nie wolno podawać tamtych leków na leczenie skóry. I historia zaczyna się od początku!!

Jak jest teraz? Jeszcze nie jest źle. Właściwie wszystko jest ok. Sierść odrosła, ta ostra, przy skórze. Może i ta miękka z czasem odrośnie...

Tylko ja wpadam w paranoję i obserwuję, czy kot znowu zaczyna wyrywać sobie sierść, czy nie? Czy obecne lizanie to normalna kocia toaleta, czy już nadmiarowa?

No, nie jest lekko! Świr stoi za drzwiami!;(  Jakby co- pomyślcie ciepło o Bąblu!

9 sty 2026

Nie przypuszczałabym...

 

Nie przypuszczałabym, że uda mi się sfotografować TAKIE  TEGOROCZNE (!!!) sople.

W gruncie rzeczy zdążyliśmy się od prawdziwych zim odzwyczaić  i niby one nadal istnieją, ale już tylko we wspomnieniach sprzed lat, w zabawnych anegdotkach o wędrówkach w wąwozach śnieżnych  czy kłębach waty, utykanych między podwójne okna, żeby możliwie polikwidować szpary mogące wpuścić mróz do mieszkania. Przypominamy kwiaty wymalowane mrozem na szybach czy niewielkie dziurki wychuchane ciepłym oddechem dla sprawdzenia, co się dzieje na dworze i czy jakieś dzieciaki nie wędrują przypadkiem z sankami na pobliskie górki... To były zimy! I można je wspominać godzinami.

A dziś?! Niewielki mróz i od razu afera niemal na skalę międzynarodową i pretensja do całego świata, że kto to widział, żeby tyle śniegu napadało i dlaczego jeszcze nie odśnieżone?!...Wyraźnie się rozpaskudziliśmy. Zamiast się cieszyć, że może choć trochę robactwa wymarznie, ciągle na coś narzekamy.

Byłam wczoraj z kotem w Warszawie na pobranie krwi /o kocich dolegliwościach będzie oddzielna notka, ale jeszcze nie teraz!/. Do Warszawy jechaliśmy około godziny ale wracaliśmy blisko cztery, choć jeszcze nie wszystkie firmy pokończyły pracę. Warszawa w pień zakorkowana a jeszcze stłuczka na trasie. Za Warszawą też nie lepiej, bo przebudowy drogowe. 

Sznur, sznur, sznur samochodów!

Biedna, bogata Polska! 

4 sty 2026

Ciekawe blogi, ciekawi- blogerki, blogerzy

Na blogowisku jestem ho! ho! a może i dłużej. Lubię poznawać ludzi, pogawędzić z nimi o rzeczach ważnych i mniej ważnych, dzielić się opiniami na różne tematy.

Ale blogowisko  to ruchoma magma: jedni znikają, inni się pojawiają, czasem traci się z kimś kontakt przez własny niewyparzony język, czasem coś mocno zaboli i samemu rezygnuje się z kontaktu.

Zawsze szukam ciekawych blogów, bo wychodzę z założenia, że to mnie w pewien sposób rozwija i wzbogaca.

Dziś chciałabym zaproponować Wam bloga, który odkryłam dla siebie stosunkowo niedawno i nie mogę się nadziwić, jak niewiele osób komentuje umieszczane tam notki. Przyznam, że moich komentarzy też zbyt wiele nie ma- zresztą z prostej przyczyny: w gruncie rzeczy niemal zawsze i niemal w każdym zakresie zgadzam się z autorką. Różnica jest przede wszystkim taka, że ja jestem bardziej zero-jedynkowa /no, może nie do końca, ale jednak/ a GRASZKA jest stonowana i wyważona w swoich osądach.

Czemu propaguję ten blog? /zresztą za zgodą autorki/. Jest w nim codzienne życie, rzut oka na społeczeństwo, na politykę, na wiele aktualnych wydarzeń a wszystko to przekazywane prosto i doskonałą polszczyzną. Zachęciłam?

To jeszcze - jak znaleźć. 

Proponuję wpisać w Google: okiem graszki blog i powinno się otworzyć a fotka dodatkowo potwierdzi, że to to, czego szukamy. Przepraszam, że nie podałam ostatecznego adresu, ale nie wiedziałam, jak to zrobić.

Być może Graszka przeczyta tę notkę i poda prostszy sposób dotarcia na jej bloga. Pozdrawiam Cię Graszko, i dziękuję! :)