Przeżyłam chwile grozy, ale wszystko dobrze się skończyło. Co prawda na razie tylko dziś, ale przecież dobry początek to połowa sukcesu.
Skoro jest kocie zdjęcie, to wiadomo, że będzie o Bąblu.
Wspominałam, że ma problemy z sierścią, że miejscowa pani weterynarz sobie nie poradziła, że poszukaliśmy najbliższej weterynarz-dermatolog, że też się cokolwiek rozczarowałam, bo efekt wizyt był żaden, że poszukałam lekarza "z polecenia" - tym razem w samej stolicy, że jesteśmy po drugiej wizycie i pełni nadziei na poprawę kociego losu. To może tyle tytułem wstępu.
Otóż /nie będę relacjonować całego procesu diagnozowania/ pani doktor orzekła, że nie stwierdza alergii pokarmowej a stwierdza atopowe zapalenie skóry i przepisała lek do podawania codziennie o tej samej porze PRZEZ MIESIĄC /!!!/. Dla zachęty dodała, że koty wypluwają, że nie wolno się zniechęcać i trzeba bardzo pilnować i nawet na siłę wepchnąć do gardła, bo kot lek przyjąć musi!
Efekt wiadomy: lek wykupiony, ulotka /jaka ulotka? to prawie książeczka!/ przeczytana a jeszcze jak uświadomiłam sobie, że w środku kapsułki jest też i alkohol, i co mnie w związku z tym może czekać, to miejsca sobie znaleźć nie mogłam!
Rano wszystko przygotowałam, kota za fraki i operacja się zaczęła. Bąbel zestresowany, mnie się ręce trzęsą jak galareta, kapsułka pływa w oleju- chyba nie dla smaku a żeby miała lepszy poślizg!
Wszystko odbyło się zgodnie z prognozą pani doktor, kot wypluwał lekarstwo, ale za trzecim razem wreszcie się udało- połknął. Zaraz potem dostał dwa kawałki pasztetu, które zjadł ze smakiem, więc miałam gwarancję, że leku nie zwymiotuje. Dawno już nie byłam taka szczęśliwa, bo udał się ten pierwszy raz nadspodziewanie dobrze. Co prawda kot się na mnie obraził i uciekał przede mną, ale jak ułożył się na fotelu i łaskawie przyjął moje głaski, to uznałam, że mi przebaczył.
Proszę, trzymajcie kciuki, żeby leczenie było stosunkowo mało stresujące i dla mnie, i dla Bąbla! Pani doktor powiedziała, że po +/- 10 dniach kota przestanie swędzieć skóra. A potem w wyłysiałych miejscach zacznie mu odrastać sierść.
-----------------------------------------------
Miłego i spokojnego weekendu!

Pogłaskaj proszę swojego dzielnego koteczka ode mnie :-))
OdpowiedzUsuńJasne, Stokrotko! Dziękuję!
OdpowiedzUsuńZdrowia dla Kocika, oby bez problemu łykał leki ,będzie dobrze,
OdpowiedzUsuńDziękuję, Uleńko!😻
UsuńTrzymam z całych sił, bo pamiętam jak naszemu psu trzeba było lek podawać, masakra!
OdpowiedzUsuńNo właśnie! Zwierzakowi nie wytłumaczysz… Bardzo się Twoje kciuki przydadzą!😉
OdpowiedzUsuńPierwsze nomen omen koty za płoty, grunt, że się udało i - żeby przez następne dni, wiedząc już co go czeka, nie uciekał przed samą operacją 😁 Trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńDzięki. Może się przyzwyczai…. Oby!
OdpowiedzUsuńMoje gratulacje i trzymam kciuki za powodzenie leczenia! Wiem, jaki to stres, bo nasz Baribalek bierze stałe leki od dwóch lat dwa razy dziennie, a że jest grymaśny i obrażalski to stres jest podwójny, a nawet potrójny, bo to leki do końca życia. Mam nadzieję, że Bąbel będzie miał fart i po miesiącu wszystko wróci do normy. Przesyłam uściski dla ciebie i głaski dla kotka!
OdpowiedzUsuńDzięki. Ja też trzymam kciuki za Baribalka, żeby przestał się boczyć i zrozumiał, że to dla jego dobra.😘😻
OdpowiedzUsuńA w sam pasztet leku zakamuflowac sie nie da ? Nasza kocica nawet nie wie, ze wlasnie z pasztetem pigulki lyka :)
OdpowiedzUsuńNo, niestety! Widać każdy kot inny! Tabletki w pasztecie były trafionym pomysłem, gdy były maleńkie. Robiłam wtedy kuleczki i turlałam po podłodze a Bąbel „polował”. Tu się nie da, bo pigułka większa, w środku płynna i musi być połknięta a nie daj panie- rozgryziona, bo wtedy już chyba żadna metoda by nie zadziałała! Ale miło, że podpowiadasz jakiś sposób.😉
UsuńTy się męczysz i stresujesz, a ja popłakałam się ze śmiechu, kiedy opisywałaś "operację kot" - wyobraźnia wymknęła mi się spod kontroli. Podobne sytuacje przeżywałam z moim psem, ale podejrzewam, że koty są o wiele sprytniejsze!
OdpowiedzUsuńA tak poważnie już - życzę Bąblowi trafionej wreszcie diagnozy i pełnego wyzdrowienia.
Tym bardziej, iż jestem pewna, że kiedy sierściuch wyzdrowieje, spadnie z Twoich barków część przygnębienia.
No to ściskam kciuki! 😘😘
KLIK 😉
UsuńGosiu! PRAKTYKA CZYNI MISTRZA! Może trochę za wcześnie,żeby grać bohatera, ale dziś Bąbel wypluł tylko raz!😄 Co prawda lubię się martwić trochę na zapas i już kombinuję, co będzie, jak przed podaniem leku zacznie mi uciekać, ale może nie będzie tak źle… Oj! Wtedy dopiero można byłoby się pośmiać!🤣
OdpowiedzUsuńWiesz, ufam, że Bąbel to mądry kot i skojarzy, że nie chcę go skrzywdzić. Podobna sytuacja była z torbą- kontenerem. Za cholerę nie dawał się w tym zamknąć. To była prawdziwa wojna a przecież kilka razy takie przygotowanie do podróży było konieczne. Ostatnio, nie powiem, że sam wszedł do torby, ale już nie protestował. Może i z lekami będzie podobnie? Oby!😘
Kot się cywilizuje - akceptuje środki lokomocji! 😁Mądry kot!
UsuńNasze prababki też bały się kiedyś automobili... (a na przykład taki Czarzasty - no niby nie kot 🙃- a do dzisiaj boi się wsiąść do samolotu... 😂)
Mistrzu! Szacun! 😍
W końcu wychowuję kota już od dłuższego czasu, więc jakieś pozytywne efekty powinny być!
OdpowiedzUsuńSamolot Czarzastego? Rozumiem. Na diabelski młyn wsiadłam tylko raz- w dzieciństwie. Wyglada na to, że każdy pielęgnuje własne fobie…😉
😁😁 - co znaczy, że i Bąbla rozumiesz!
UsuńNo jakby nie? Przecież to mój ukochany zwierzak!😄
UsuńSpokojnie. Miałam kocura, który przez 4 lata codziennie musiał przyjmować leki i przyjmował. Przyzwyczailiśmy się oboje.
OdpowiedzUsuńFanta w ubiegłym roku przechorowała się na FIP, od leczenia zależało, czy przeżyje. Trzy miesiące podawania leku kompletnej wariatce - udało się. Zobaczysz, będzie dobrze, dacie radę. Miesiąc to bardzo krótko 💖
Miesiąc przeleci- to prawda! I wszystko może być dobrze, pod warunkiem że nie będzie nawrotu. Z tego co wyczytałam, to nieuleczalna genetyczna choroba. Zawsze myślałam, że dachowce- bez żadnej ujmy oczywiście- są odporne na wszelkie choroby. Błąd w myśleniu. Mój jest hrabia -jak najbardziej wyrafinowany rasowiec!🤣🤣🤣
UsuńZresztą: pożyjemy, zobaczymy! Co ma być, to będzie!
Biedni, biedni oboje...Ty i kociak. Ale, jak już zdążyłam poznać Ciebie, to przeprowadzisz kurację przy jak najmniejszym stresie Twoim i kocim. Z psem jest jednak łatwiej. Nasza Beza łyka "ciasteczka" ( dożywotnio tabletki nasercowe) bez problemu. Metoda "nagroda po przyjęciu leku" działa, a potem już leci. Pasztet po każdym połknięciu kapsułki powinien wyrobić w kocie odruch: łykam, bo mam potem przyjemność.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia.
Na to liczę, że oboje się przyzwyczaimy i nie będzie tak źle. Miłego nowego tygodnia, Jaskółko!😁
UsuńCharakterny Bąbel. Ważne , że w końcu połknął ten lek, może się przyzwyczai . Głaski ode mnie dla kociska !
OdpowiedzUsuńZ przyjemnością głaski przekażę!😻
OdpowiedzUsuńPierwsze koty za płoty;-) Za każdym razem będzie lepiej. Dużo zdrowia i miziaki dla Bąbla ode mnie i Puszka.
OdpowiedzUsuńDziękujemy bardzo Puszkowi i Pani od Puszka. Jest coraz lepiej! Dziś bez szczególnych protestów. I połknął za pierwszym razem!😄😻
UsuńDobrze się i nowy tydzień, i nowy miesiąc zaczyna!
UsuńBędzie dobrze!
😘
Też tak myślę!👍🏻💕
OdpowiedzUsuńA jak mówi podobno, młodzież "mam dla Ciebie wielki szacun"
OdpowiedzUsuńW czasach gdy,a większość potakuje łbami ze zrozumieniem, niektórzy wywalają swoje zwierzaki,podrzucając w lasach lub na drogach "bo chorują"bo dzieciakom się znudziły bo nagle okazało się ze ktoś ma uczulenie na sierść/tak jakby nigdy nie miał/
Zachowujesz sie jak na Człowieka przystało traktując swoje zwierze jak kazdego domownika,nie szczędząc czasu i pieniędzy
Jak dotąd zwierzęta nie maja NFZ i na wszystko trzeba wysupłać z własnej kieszeni A są to kwoty nie male
I to chciałem wszystkim tu piszącym uświadomić
Wiesz, Wieśku, to żadna zasługa- po prostu żal przyjaciela- zwierzaka, gdy widzisz, że cierpi. Po prostu chce mu się ulżyć.
OdpowiedzUsuńTo jest Twoje myślenie i wszystkich przyzwoitych ludzi !!
OdpowiedzUsuńNiestety inni tylko gadają robiąc co innego,mając przy tym tysiace usprawiedliwień .Co gorsza spotykają się ze zrozumieniem
Wiec to co robisz należy zauważyć pochwalić i rozgłosić.Niech chamstwo wie, ze my wiemy i dajemy przykład /choćby dlatego/
Takie jest moje doświadczenie i przeświadczenie, ze trzeba każdemu "jak krowie na rowie"tłumaczyc i przekonywać ze tak tez można.Ze innej drogi nie ma.
Pamiętam inne lata. Stosunek do zwierząt zmienia się na plus. Nie wiem , czy to dostrzegasz. Ja to widzę i cieszę się z każdej pozytywnej zmiany. Może to idzie wolniej niż by się chciało, ale idzie- i tojest dobre! A Batyr wetem sobie zaszkodzi, nie zwierzętom.
OdpowiedzUsuńJakie dobre wieści! Podawanie kotu leku jest faktycznie czasem karkołomnym wydarzeniem. Franek zjada z saszetką wszystko. Za mój kochany Maciuś, choć był uosobieniem dobroci i łagodności, nie chciał za nic i było trudno :) Przytul Bąbelka 😻
OdpowiedzUsuńAniu! Naprawdę dobre wieści będą, jak przepisany lek zadziała.Bardzo na to liczę . Tymczasem cieszę się, że praktycznie bez większych problemów udaje mi się to lekarstwo Bąblowi podawać.😻
OdpowiedzUsuńOj, kochana, my to już w domu i krople i tabletki i czasem nawet zastrzyki robimy - mamy kilka kotów pod opieką. Dajemy radę, wyrobiłyśmy się z teściową :-)
OdpowiedzUsuńOch, Bąbel i Ty przeszliście prawdziwą próbę cierpliwości! 😅 Ale jak pięknie się to skończyło – kot połknął lek, Ty przetrwałaś stres, a teraz nadzieja na poprawę! Trzymam mocno kciuki, żeby leczenie przebiegało spokojnie i skutecznie, a sierść w końcu wróciła w pełnej krasie. Dużo wytrwałości i czułości dla Was obojga – wiem, że to działa cuda!
OdpowiedzUsuń