5 lut 2026

A co cię to, babo, obchodzi?!...

W gruncie rzeczy nie powinno obchodzić, tak jak i ta notka nie powinna była powstać, bo w gruncie rzeczy jest o niczym. Ot, kilka luźnych myśli, byle tylko oderwać się od politycznego szaleństwa.

Czasem idę ulicą, wchodzę do sklepu, wsiadam do autobusu, oglądam telewizję... wszystko jedno jaka sytuacja... i wzrok pada na dziewczynę/kobietę. I rodzi się pytanie:-Czemu to sobie robisz? Czemu tak się krzywdzisz?...

Nie!

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem wrogiem makijażu.

Delikatny, dobrze zrobiony makijaż podkreśla kobiecą urodę, poprawia samopoczucie, jest ok!

Myślę o czym innym. Myślę o szerokich, czarnych, namalowanych brwiach, przyklejonych centymetrowych rzęsach, o wydętych, nadmuchanych ustach i tonach pudru na twarzy. 


Nie wiem, skoro tak wiele widać tego na co dzień, to widocznie do czegoś jest potrzebne, komuś się podoba. Nie powiem, że mi to przeszkadza, bo nie przeszkadza, mnie to dziwi. I w tym zdziwieniu jest odrobina współczucia, że trzeba aż tak, żeby móc samą siebie zaakceptować... smutne!

 

 

 


 O modzie i bezkrytycznym naśladownictwie, byle tylko być na bieżąco, nie będę już pisać, bo wyjdę na starą stetryczałą babę, która wszystko wszystkim ma za złe a chyba jednak taka nie jestem.

 

Ale jakoś żal mi  czasów, kiedy dziewczyny subtelnie podkreślały /bądź poprawiały/ swoją urodę- i były naturalne.

 

Wystarczy popatrzeć na dwie aktorki powyżej, ale nie tylko- dziewczyna na zdjęciu obok też jest śliczna, jest naturalna.

Ale w końcu to tylko moje wrażenie, wcale nie muszę mieć racji, prawda?