Trudno się nie uśmiechnąć.
Do tej pory nie rozszyfrowałam, co właściwie ma być sprzedawane.
A tak nawiasem mówiąc, przytoczonego tu mema można dwojako interpretować: jako żart z totalnego nieuka za nic mającego zasady polskiej pisowni, albo jako żartobliwą uwagę Zbigniewa na temat ryzyka zawierania związków małżeńskich.
Tak czy owak- dość zabawne.

A może ów autor też nie umiał współpracować z nośnikiem swoich myśli i wyszło, jak wyszło. Mój tablet też zawsze ma "ostatnie słowo" i mimo poprawek przed "publikuj" ostateczny kształt wypowiedzi poznaję, gdy już opublikowane. 😀
OdpowiedzUsuńTwoja wersja też jest prawdopodobna. Czasem błędy „poprawkowe” bywają zabawne, czasem wkurzające.😀
OdpowiedzUsuń