6 lip 2016

Dość długo się ta moda utrzymuje

Wnuk rozpakowywał właśnie mikołajowy prezent od ojca. Jakiś dżinsowy, obszarpany ciuch. Spojrzałam ze zdziwieniem i niemym wyrzutem pod hasłem: - Nie mogłeś mu czegoś porządniejszego kupić??!

O święta naiwności!! Wnuk był przeszczęśliwy, syn też- że się wstrzelił z upominkiem i tylko ja zostałam ze swoim zdziwieniem.

To było, jak mi się wydaje ze dwa, może nawet 3 lata temu. Początkowo "uszkodzenia" były nieznaczne: jakieś pęknięcie na kolanie, przetarcie na granicy pęknięcia... takie drobne sprawy. Im dalej w las, tym ciekawiej. Wiszące siepy przy nogawkach, wyrwana dziura znacznej wielkości, pocięte całe nogawki raz przy razie- strach toto prać, żeby się nie rozlazło... Ludzie!! Na jakim ja świecie żyję??!

 Z drugiej strony zawsze starałam się myśleć pozytywnie, więc...


Może jak już całkiem zacznie królować "dobra zmiana" i "Polska w ruinie", to właśnie taka moda będzie idealna, bo nikt już nie będzie wiedział, czy to z nadmiaru bogactwa i modowej fantazji, czy ze zwykłej konieczności?...I wszyscy będą się świetnie czuli w najbardziej modnych ciuchach?... ;)


O, i jeszcze coś o modzie.
Wysłuchałam audycji z przesłaniem dla hipsterów: płaci się nie za wygląd, ale za markę, przy czym - zdaje mi się, że tej marki= naszywki raczej nie powinno być widać. Sama świadomość, że idziesz w białym podkoszulku/ białej podkoszulce za 480,- zł  a nie chińszczyźnie za 15,- zł powoduje, że czujesz się pewnie, wyjątkowo, że jesteś KIMŚ!

Tak sobie pomyślałam, że nad samoświadomością spokojnie da się samemu popracować a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wydać na coś bardziej sensownego. Ale takie to już marudzenie wapniaka /w moich czasach tak się starych określało! ;)/, nie ma co się tym przejmować w dzisiejszych arcyciekawych czasach! :))
................................................................

Umówiłam się z H. na wycieczkę po lumpeksach. Może trafię na jakieś poprzecierane albo postrzępione portki?... ;)))

34 komentarze:

  1. Też sie dziwiłam, kiedy córka kupiła wnuczce taki extra poszarpany ciuch - spodnie. I usłyszałam 10 minutowy wykład na temat mody. mhm...chyba nie nadążam. Jestem jednak 100% wapniakiem, bo...za moich czasów takie gatki wędrowały na szmaty do podłogi lub do kubła. Tak to już z nami jest. :)Jednak wolę moje młodzieńcze powojenne czasy- mimo wszystko normalne modowo czasy. Pozdrawiam serdecznie - babcia Izabela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzi chyba zawsze jakoś cudaczyli, ale to co się teraz dzieje- przerasta wyobraźnię! Pozdrawiam Cię, Babciu Izo! :)

      Usuń
  2. To chyba działa tak, że im lepiej tym gorzej. Jeśli państwo jest we względnym dobrobycie, to moda robi się obszarpana. Za Gierka, gdy nieco się poprawiło, lataliśmy w ciuchach z pieluch i w za dużych swetrach z łatami. W latach 80. zrobiło się porządniej:))) Za dobrej zmiany też tak może być.Zaś co do metek. Niedawno widziałam dziewczynę w skromniutkiej białej koszulce. Na plecach miała naszytą metkę wielkości ręki z napisem "Minge". Jak widać czasami samoświadomość nie wystarcza:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, o czym piszesz. Sama robiłam dla syna sweter z dzianinowych łat ze szwami po prawej stronie i jeśli coś się przetarło, to naszywało się łata na łatę. Długo w nim chodził. Dziś tylko się zastanawiam, czy dlatego że lubił, czy dlatego że wielkiego wyboru wtedy nie miał... ;((
      A sukienki z pieluchowej farbowanej tetry pamiętam doskonale, choć sama takiej nie miałam.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja też! Zakładam to, co lubię i w czym się dobrze, swobodnie czuję! :)

      Usuń
  4. Jestem zszokowana przesłaniem audycji dla hipsterów. Jeśli poczucie własnej wartości ma podnosić posiadanie markowego ciucha... Hm, uleganie takiemu przesłaniu chyba nie ma nic wspólnego z wiekiem?
    W ostatnich latach promuje się niekiedy dziwne postawy. Mnie bardzo zaskoczyła książka, światowy bestseller, którą należało w wymyślny sposób zniszczyć (wyrywać kartki, pluć, itp). To miała być kreatywna destrukcja. Mnie ten pomysł nie przekonał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarlet! Nie mogę wykluczyć, że intencja autorki była inna. Ja po prostu tak odczytałam radiowy przekaz. Pytasz, czy uleganie takiemu przesłaniu ma coś wspólnego z wiekiem? Mam wrażenie, że ma. Na ogół szaleją młodzi. Im człowiek starszy, tym wygodniejszy i tym bardziej mu wisi nadążanie za modą /choć niewątpliwie trafiają się wyjątki!/.
      A o książce coś mi się chyba o uszy obiło... Totalna bzdura, szkodliwa bardzo.

      Usuń
  5. Pamiętam jak w czasach wczesnej młodości moich potomków, kupiłam któremuś czapkę i okazało się, że to nie była ta czapka, ponieważ miała cztery szwy, a nie sześć.
    Szczęka mi opadła, bo czapka nie była zła. Potem trochę pracy i urabiania charakterów i okazało się, że cztery szwy są równie dobre jak sześć.
    Korzystamy z lumpeksów pełną garścią, najmłodszy lubi różnorodność i wybór w temacie koszulek, właśnie się wybieram po spodnie do obcięcia, bo nie dam 100PLN za krótkie spodenki.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię lumpeksy, bo za psie pieniądze można trafić prawdziwą perełkę. Często gęsto nówkę sztukę! Ale wiem, że nie każdy to akceptuje.
      Natomiast z poszukiwaniem porwanych dżinsów oczywiście żartowałam. Nawet w młodości wielkiej wago do mody nie przywiązywałam nigdy, więc co dopiero teraz... ;)) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. porównywanie omawianej mody spodniowej do "menelstwa" jest dość burackim sposobem wyrażenia dezaprobaty, kojarzy mi się z pewnym moim nieżyjącym już wujkiem, który każdą muzykę, której nie rozumiał nazywał "wyciem"...
    natomiast moda na sfatygowane ciuchy nie jest niczym nowym... były już czasy połatanych portek a la hippie, czy poprzecieranych punkowskich skór... natomiast różnica była taka, że owo sfatygowanie musiało być wynikiem naturalnego procesu, kupowanie gotowych wyrobów w sklepie uchodziło za obciach...
    natomiast co do obecnej mody, to przyznam, że wszystko zależy od tych uszkodzeń, ich kształtu, konfiguracji, niektóre Panie wyglądają w takich spodniach dość sexy i z żadnym "menelstwem" absolutnie mi się nie kojarzą...
    ...
    tak jeszcze wracając do dawnych czasów, przypomina mi się, gdy na studiach sam chodziłem w połatanych "po hipisowsku" jeansach... jako nówki miałem je z tzw."zrzutów" i były tak wygodne, tak je lubiłem, że pozbyłem się ich dopiero, gdy już naprawdę nie było jak ich zreperować... wtedy też uprawiałem brydża sportowego i przez jakiś czas grałem w parze z kumplem, który nosił artystyczną bródkę a la Frank Zappa... znajomi z turniejów mawiali na nas "Robinson i jego Koziołek"...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam! Zaraz burackim... Takiego demotywatora trafiłam, to takiego umieściłam zakładając, że groteskowo ujmuje rzeczywiste zjawisko.
      Mam wrażenie, że zbyt poważnie potraktowałeś lekką kpinę z mojej strony. :) Po.ba.s

      Usuń
    2. nie w tym rzecz, przecież tylko zacytowałaś... po prostu nie lubię takiego stylu retoryki, poprawności politycznej w myśl której "wszystko, co zbyt trudne jest g...", w której celował ów wspomniany wujek i różne takie inne miśki tego pokroju uprawiają ją do tej pory...
      p.jzns :)...

      Usuń
    3. Prawdopodobnie mocno Ci się narażę, ale mam poczucie- na granicy pewności- że każdy z nas nosi w sobie chociaż kawałek wspomnianego wujka. Cała zabawa polega jedynie na tym, czy pozwoli się temu wujkowi gębę otworzyć, czy też nie dopuszcza się go do głosu.
      Po mojemu ta druga opcja to dojrzała osobowość, ta pierwsza to rodzaj niedojrzałości, kiedy to cały świat ma być urządzony wedle moich gustów i wyobrażeń.Po.ba.s ! :)
      I od razu skojarzenie z prezesem... fobię mam już jakąś czy co??!... ;(

      Usuń
    4. wujek był typowym "obrzydzaczem", próbującym nawracać wszystkich na swój gust... bywał irytujący w swoich tekstach, ale w sumie nikt go nie traktował zbyt poważnie...
      pewnie masz rację, że każdy ma "ileś tam wujka" w sobie, pytanie ile?... generalnie jest to wprost proporcjonalne do poziomu lęku... im bardziej ktoś jest lękowy, tym bardziej próbuje porządkować otoczenie "po swojemu", tym większy obszar zawłaszcza do tego porządkowania aby zredukować sobie napięcie... tak się to tłumaczy psychologicznie... objawia się to również mniejszą lub większą agresją słowną różnistego rodzaju w stosunku do rzeczy, czy zjawisk, które nie mieszczą się danej osobie w jej wizji porządku potęgując ów lęk... omawiany wujek de facto był nieszkodliwy, co najwyżej irytujący, jednak bywają przypadki naprawdę groźne, tak indywidualne, jak grupowe...
      skojarzenie z prezesem /rozumiem, że chodzi o narodowego?/ jest jak najbardziej prawidłowe... pragnienie władzy jest pochodną wspomnianego lęku, gdyż władza jest kluczowym narzędziem realizacji swojego porządku... i tu znowu nie jest problemem, że się owe pragnienie miewa, problemem jest nadmiar owego pragnienia... to trochę jak z narkotykami... jest istotna różnica pomiędzy chęcią strzelenia sobie weekendowego piwka i sytuacją, gdy ktoś nie potrafi zafunkcjonować bez flaszki wódki, nie wspomnę już o strzykawce z jeszcze mocniejszą zawartością...
      p.jzns :)...

      Usuń
    5. Ciekawe obserwacje. Masz coś wspólnego z psychologią?... Nie musisz odpowiadać. Tak mi się nasunęło pytanie po połączeniu lęku z agresją.
      A to, że polityka jest najsilniejszym narkotykiem, wielokrotnie słyszałam. I myślę, że sporo w tym racji, bo przy takim śmietniku politycznym, jaki jest obecnie, ludzie powinni uciekać, gdzie pieprz rośnie a ... nie uciekają. Dziwne, prawda? Po.ba.s

      Usuń
    6. mam, nawet sporo, choć bardzo daleko mi do topu tej branży, tak formalnego, jak realnego...
      zaś co do związku lęku z agresją, to jest on dość prosty... ale zacznijmy od tego, czym się różni lęk od strachu?... strach czujemy w obliczu realnego zagrożenia... lęk jest strachem przed zagrożeniem urojonym... na pewnym poziomie lęk jest czymś rozsądnym... gdyby nie lęk, naga małpa pchałaby łapę z ciekawości w każdą dziuplę i jamę, co by się dla niej częstokroć smutno kończyło... taki lęk jest więc okay, nazywamy go "ostrożnością"... ale problem w tym, że wielu ludzi ma zbyt wysoki poziom lęku i w każdej nowej, nieznanej sytuacji tworzy sobie z niej zagrożenie... zaś efektem jest wtedy albo wycofanie, albo agresja...
      podam taki przykład:
      "śmiały" dekolt /np./ piosenkarki Dody budzi u wielu ludzi lęk, bo zaburza im wbijany do głowy obraz "porządnie ubranej kobiety", więc co poniektórzy reagują agresją słowną, gdy się o niej wypowiadają...
      /żeby nie komplikować, pominę już tu kwestię zawiści i frustracji u co poniektórych w tym konkretnym przypadku//...
      wracając do tematu, to dlaczego jedni ludzie zabijają drugich?... może gwoli samoobrony, może z prozaicznej chciwości, ale przeważnie z lęku, czyli strachu przed zagrożeniem, którego po prostu nie ma...
      p.jzns :)...

      Usuń
    7. aha... chciwość też jest pochodną lęku...

      Usuń
    8. Nigdy nie zastanawiałam się nad różnicą między strachem a lękiem. Miałam wrażenie, że przede wszystkim jest czasowa- strach trwa krócej. Okazuje się, że różnica jest bardzo istotna. Czyli- brońmy się przed irracjonalnym lękiem, bo może paraliżować, w zarodku niweczyć działanie...
      Po.ba.s

      Usuń
  7. Sama bym tego nie założyła, ale na 20-stkach te ubrania wyglądają całkiem dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! Też nie patrzę z obrzydzeniem na młodych obszarpańców, raczej z rozbawieniem. ;))

      Usuń
    2. p.s. I jeszcze zależy od figury, bo jednak nie każda 20-tka dobrze w takim stroju wygląda.

      Usuń
    3. to, co się podoba/lub nie podoba/ na kimś nie ma żadnego związku z tym, co samemu by się założyło /lub nie/... to są dwie osobne bajki... lubię dawny krój mundurów oficerskich Wehrmachtu, ale sam bym tego nie założył... choćby dlatego, że to mundur :)...

      Usuń
  8. Mnie to akurat zwisa i powiewa, w jakich "łachmanach" kto chodzi! ;-))))))) Wszak o gustach trudno dyskutować! :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale czasami aż się chce dwa słowa chlapnąć- ot tak, dla czystej przyjemności chlapnięcia! ;)))

      Usuń
  9. Emm nie znam hipstera, który wyda tyle pieniędzy na ciuchy. Są mistrzami w ubieraniu się w tesko, oszon.

    A co do szmat, trochę zaczynam to rozumieć. W Polsce jeszcze nie ma oficjalnego dresscodu wszędzie. Zazwyczaj określenie "schludnie" wystarczy. I po takim czasie przebywania w kombinezonie do pracy - srsly odczuwałbym potrzebę odreagowania, założyć coś czego nie mógłbym nosić w pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś reprezentantem innego, młodszego pokolenia, więc Twoje zdanie wiele mi wyjaśnia.

      Usuń
  10. A ja tylko dodam, ze moda mnie w ogole nie interesuje. Przewaznie slysze od zony: "co Ty zes ubral?". No i musze zalozyc cos innego... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie wiem, ale pedu do podartycz rzeczy nigdy nie odczuwalam. Ja jez´szcze z opokolenia tych, co ceruja ;) pekniety szew w ulububionej bluzce i temu podobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, Lucy, bo ja w czasach cerowania, łatania i wielokrotnego naprawiania uszkodzonych rzeczy wychowana jestem i zawsze dziwił mnie zachwyt widocznym zużyciem materiału. Co prawda za moich czasów brać studencka pumeksem postarzała dżinsy, ale mnie to jakoś ominęło. ;)

      Usuń
    2. Moda na "cerowanie" wróciła. Pojawiło się mnóstwo punktów krawieckich ;]

      Usuń
    3. Kiedyś to była konieczność - nie moda! Ale jeżeli wróci- to niech wróci wyłącznie jako moda, czego sobie i wszystkim serdecznie życzę!

      Usuń