23 gru 2022

Czego życzyć...


 

 

 

 

 Czego można Wam i sobie życzyć na święta i po?

Może po prostu odpocznijmy od trudnej codzienności, przytulmy się do bliskich nam osób i pobądźmy ze sobą tak prawdziwie, od serca...

Życzmy sobie lepszych dni, zdrowia, uśmiechu, nadziei...Spróbujmy być szczęśliwi. Najlepszego Wam wszystkim!

 


 


 

17 gru 2022

Nie wychodzi? Trudno!

Oporny ze mnie uczeń i z tymi hrefami za cholerę mi nie wychodzi, więc  zgodnie z sugestią Pantery /o ile dobrze zrozumiałam/ po prostu podam link i będzie prościej a powinien się otworzyć.

No to oba linki z poprzedniej notki: https://republikacleofasa.wordpress.com/https://tabloidonline.blog/.  Obie notki z datą 16.12. 2022

Sprawdziłam. Działa!!! Wystarczy kliknąć /a moim zdaniem- warto!/. 

Dosyć już tych wyjaśnień. Kto zechce przeczytać, to już trafi. 

------------------------------------------------------------------------- 

Wczoraj kupiliśmy choinkę. Złotych polskich 26,-! Wcześniej pomysłów było multum a co jeden to gorszy.

Cały problem w tym, że Bąbel co prawda jest przeuroczym kotem, ale choinka to rzecz ciekawa i koniecznie chciał się z nią zapoznawać, więc ani jej ubrać w tradycyjne bombki nie było można, żeby nie porozbijał, ani włosa anielskiego powiesić się nie dało, żeby nie porozciągał, że o lampkach już nie wspomnę! I tak stała sobie sierota na podłodze w ciężkiej donicy, ubrana symbolicznie nietłukącą chińszczyzną... ani to tradycja, ani to ładne. Tylko siąść i płakać!

Już myślałam, że w tym roku w ogóle choinki nie będziemy ubierać, bo świerkowe gałęzie w wazonie też się nie sprawdziły... a tu... poszłam po coś do NETTO, patrzę- choinki jak dla nas!!! Malutkie, można postawić wysoko, gdzie kot jeszcze nie wskakuje- i ubrać jak się należy! Cud, miód, malina!!! 

No i wieczorem syn pojechał i przywiózł.

Patrzymy- gałązki sztywne, na górze jakiś pędzel, trochę dziwna... sztuczna czy co? Nie!!! Normalna naturalna choinka!


No, zobaczymy, jak to się da przystroić. Jak będę z niej względnie zadowolona, to pokażę. ;)

 

 

 

I jeszcze dwa słowa o Bąblu. Pogoda go nie zraża. Śmiga po śniegu godzinami. Wpada tylko do domu, żeby się ogrzać i coś zjeść- i znowu miauczy pod drzwiami, żeby go wypuścić. Taki domowy wałęsacz! 

Ostatnio sprawił nam niespodziankę, bo po raz pierwszy wlazł do domku drapaka, z którego dotąd w ogóle nie korzystał. Ucieszyłam się, że może się przekonał do tego "mieszkanka", ale- nie! To był tylko jednorazowy pobyt i to na krótko.  No, cóż- woli spać na krześle pod stołem czy na fotelu? Jego wybór!


A dziś?...

KOLEJNY DZIEŃ BLIŻEJ DO OBALENIA PISU!! ;)

 

Miłego weekendu! I oczywiście zdrowia!! :))

16 gru 2022

K O N I E C Z N I E ! ! !

 To był trudny czas- przygotowania do świąt, w dodatku uzupełniane codziennymi wędrówkami na rehabilitację. Dziś - koniec! Jeszcze ostatni tydzień, ale już spokojniejszy, bez tej napinki, że już, że natychmiast, że trzeba...

Odetchnęłam, zajrzałam do blogów, które odwiedzam i- muszę się z Wami podzielić, bo dawno nie miałam takiej satysfakcji. Otwórzcie te blogi  KONIECZNIE!

<a href="https://republikacleofasa.wordpress.com/2022/12/16/chuju-muju/">warto zerknąć!</a>

I jeszcze:

<a href="https://tabloidonline.blog/2022/12/16/nie-popieram-ale-rozumiem-2/">warto zerknąć2!</a>

Słońce mi zajaśniało w środku czarnej nocy! Kocham pana Saramonowicza, kocham panią Filiks, kocham wszystkich mądrych i odważnych ludzi!!

Zło rozsadza nasz kraj, ale już niedługo.

ZNOWU JEDEN DZIEŃ BLIŻEJ DO OBALENIA PISU!!

-------------------------------------


6 gru 2022

Czy można się uodpornić?...

 Można! Na co? Na wszystko!

Telewizji rządowej nie oglądam z zasady, ale już i w TVN-ie tego badziewia pod dostatkiem. Może mają prikaz, żeby zgodnie z zasadą równowagi pokazywać wszystkiego po trochu?... Pewnie tak, ale co to za równowaga?!

W każdym razie, jako się rzekło, uodporniłam się i  już nawet mięsem przestałam rzucać na widok takiej czy innej gęby. I tylko zdziwienie nie mija, że można tym *********** nadal ufać, nadal ich popierać, no ale cóż?


Żałosne to wszystko i bardzo, bardzo rozczarowujące...

Kombinuję, jaki by tu slogan wymyślić, by dało się go doczepiać do każdej notki, niezależnie od tego, jakie treści będzie zawierała. I tak aż do wyborów!

Gdyby ktoś miał jakieś pomysły, będę wdzięczna! Zresztą nie tylko ja, ja byłabym zaledwie stacją przekaźnikową, NARÓD BYŁBY WDZIĘCZNY, zrzucając z grzbietu to jarzmo! /Zabrzmiało to mocno pompatycznie, ale daleka jestem w tej sytuacji od żartów: kraj marnieje w oczach, Tusk ze skóry wychodzi, żeby wyborców obudzić, poruszyć... a  pozostała część opozycji przypatruje się uważnie, co by tu dla siebie uskubać, co się bardziej opłaca... tfu, zaraza jakaś czy co?!.../

Może by to coś dało, może nic, ale spróbować zawsze warto!

W ubiegłym roku życzyłam z serca:


W tym roku tego samego życzę i mam nadzieję, że wreszcie te życzenia się spełnią...

Fajnego Mikołaja! :)


3 gru 2022

Moje przygody z językami

Nigdy nie ukrywałam, że jestem panią w słusznym wieku i określenie "leciwa staruszka" coraz bardziej do mnie pasuje, choć bronię się przed tym jak mogę.

Otóż w czasach mojego dzieciństwa/młodości nauka języków obcych była mocno niedoceniana. Najdłużej tłoczono nam w głowy język rosyjski, ale i ten- nieużywany i lekceważony przez lata- niewiele pamiętam.

W ogólniaku był francuski i łacina. Mnie się trafiła łacina- i znowu: w VIII klasie, czyli pierwszej licealnej mieliśmy znakomitego łacinnika, ale- prowadził nas tylko przez rok. Później przyszedł do nas dziadek /z ówczesnego mojego punktu widzenia; teraz powiedziałabym, że pan w sile wieku/, który w żaden sposób nie umiał sobie z nami poradzić, w związku z czym i niczego nas nauczyć nie zdołał.

Z angielskim nigdy nie miałam do czynienia- czarna magia.

Byłam już dorosła. Nadeszły zmiany. Wszyscy rzucili się do nauki języka angielskiego. Ja miałam dodatkową motywację, bo: 1) miałam znajomą, która znała doskonale język, 2) w czasie urlopu miałam szansę wyjechać do roboty za granicę...Wzięłam się za naukę bardzo skrupulatnie, ale ... i tym razem niewiele z tego wyszło- no, jakoś nie chłonę języków jak gąbka!;(

Kolejne podejście miałam już na emeryturze- w ramach uaktywniania seniorów zorganizowano kurs, nie wiem, czy nie dotowany z pieniędzy unijnych, w każdym razie dla nas za frajer. I jak tu nie skorzystać? Chętnych było sporo, ale jeszcze się załapałam. Regularnie chodziłam na zajęcia, odrabiałam prace domowe, pisałam sprawdziany. I - skończyłam kurs podstawowy, i- mam na to nawet stosowny certyfikat, opieczętowany i podpisany jak należy!! Zuch babcia, prawda? Dodatkowo, żeby utrwalać wiedzę, codziennie grzebałam po kilka minut w internetowym Duolingo,  Nic, tylko brać przykład ze starszej pani. ;)))

Czy nauczyłam się języka choćby w tycim zakresie? A skąd!! Jak byłam głąbem kapuścianym, tak nim pozostałam- tyle że z certyfikatem.;)))

Dowód?

Któregoś razu znajoma z kursu spytała:- Zaglądasz jeszcze czasem do angielskiego? - No, chyba!- oświadczyłam dumnie. - Powiedz mi, co znaczy po angielsku "is"? /być może był to inny, choć równie podstawowy wyraz, to tylko przykład/.  A u mnie mgła przed oczami:- Nie mam bladego pojęcia!! Dźwięk jakiś- i tyle. Po chwili dotarło do mnie, że mimo tych wszystkich zabiegów i wysiłków, ja nadal nic nie umiem.

Tak mi się to wszystko przypomniało, gdy trafiłam na mema:


 

Czy dałam sobie spokój z angielskim? Otóż nie!

Codziennie zaglądam na moje zaprzyjaźnione Duolingo i mozolnie po wiele razy robię te same ćwiczenia- tyle tylko, że już bez niepotrzebnych złudzeń, że kiedykolwiek nauczę się języka. Robię to wyłącznie jako odrdzewiacz dla mózgu, jak odgadywanie ukrytego w literówce hasła. 

I całkiem mi z tym dobrze, bo wiem, że to robię dla siebie, dla dbałości o własną kondycję umysłową, która do tej pory jeszcze siako-tako mi służy.

 

 

Miłego i spokojnego weekendu! :) 

I oczywiście zdrowia! :)) 

26 lis 2022

... czyta Krystyna Czubówna

Wspominałam już, że lubię słuchać książek czytanych, pod warunkiem że lektor robi to dobrze.

W naszej bibliotece jest dział audiobooków i dość często tam zaglądam, szukając pozycji, których jeszcze nie znam a które z opisu wydają się być dość atrakcyjne. 

 Ostatnio wpadła mi w ręce "Czarnobylska modlitwa" i już miałam ją odłożyć na miejsce, jako że unikam ciężkiej emocjonalnie tematyki, gdy w oczy mi się rzuciło: czyta Krystyna Czubówna- i już wiedziałam, że wezmę.To nazwisko dawało gwarancję jakości.

To była dobra decyzja, choć nie sądziłam, że aż tak mocno tę książkę przeżyję. Wiedziałam, że tematyka będzie przytłaczająca, ale nie sądziłam, że będzie to aż taki koszmar, opowiedziany spokojnym głosem, co tylko wyostrzało wrażenie horroru, którego tam wtedy doświadczali ludzie. Nie mogłam słuchać a jednocześnie nie mogłam się oderwać od słuchania. To było piekło!! 


 

Nie jestem w stanie napisać recenzji- zupełnie mnie to przerasta.

Mam wrażenie, że każde moje zdanie byłoby zbyt miałkie, zbyt nieważne, by choć trochę oddać nastrój i tematykę reportaży... 


...dlatego przytaczam krótką, ale wiele mówiącą recenzję zawartą na płytce. 

Niesamowita książka! Rozdzierająca słuchacza/czytelnika na kawałki. A jednak nie żałuję, że ją wypożyczyłam, że jej wysłuchałam.  To było dla mnie ogromnie ważne przeżycie!

24 lis 2022

Łazęga, włóczykij, powsinoga, ląfer! - i tyle!!

 Komu tak naurągałam w tytule notki? No, własnemu kotu, oczywiście! Zakładałam, że Bąbel będzie cieszył się wolnością? No to się cieszy- całym swoim kocim pyszczkiem, czyli - bez ograniczeń!

Jedyne, co udało mi się ocalić, to spokojne noce, bo jakoś zaakceptował fakt, że noce spędza w domu. Ciut świt, czyli w przed godziną szóstą, zaczyna lekko popiskiwać pod drzwiami sypialni i sygnalizować, że zaczyna się kolejny dzień.

Po opróżnieniu miseczki kieruje się do drzwi wyjściowych i niedwuznacznie daje do zrozumienia, że pora na pierwszą poranną wyjściówkę. Dopóki było względnie ciepło, nie było problemu, ale zrobiło się chłodno, nawet przymrozki, więc tłumaczę jak komu normalnemu, że musi jeszcze trochę poczekać, bo zmarznie. A gdzie tam! Na dworze jest ciekawiej niż w domu a on potrzebuje wyjść - i kwita! A idź w czorty!! Jak ci dupina zmarznie, to wrócisz!- wypuszczam Bąbla. Jeszcze chwilę czekam, czy nie zmieni decyzji i nie wróci do ciepłego mieszkania, ale nie! Duch wolności jest silniejszy niż poranny chłód. Był kot, nie ma kota- poooszedł!

Wyglądam co jakiś czas, przywołuję- bez efektu!

Wreszcie, po jakiejś pół godzinie penetracji terenu, wraca, gna ile sił w łapkach z rozpaczliwym popiskiwaniem- i wpada do domu. Pierwsze kroki kieruje do miseczki sprawdzić, czy coś tam nie zostało ze śniadania, po czym przymierza się do rozgrzania zmarzniętych łapek i przychodzi do mnie.  Wskakuje mi na ramię i przytula się do szyi, jakby chciał wrócić do najwcześniejszego dzieciństwa i bezpiecznego polegiwania w szerokim babciowym golfie... albo układa się wygodnie na moich kolanach i beztrosko przysypia a ja gładzę delikatnie mięciutkie futerko. Lubi moje pieszczoty, dobrze nam razem.

A w dzień? Praktycznie całe dnie spędza na dworze, do domu przychodzi tylko na posiłki. I dopiero dobrze po południu, a właściwie przed wieczorem, decyduje się pozostać w domu. Wtedy wybiera sobie najwygodniejsze miejsce do odpoczynku, zwija się w kłębek i przysypia.

Trochę się denerwuję, gdy zbyt długo nie ma go w domu, ale coś za coś- albo leniwe kocie ciepełko, albo szeroki świat pełen przygód. W końcu tak przecież wybraliśmy! :))

----------------------------------------------------

W imieniu Eli pięknie wszystkim dziękuję za dobre życzenia i ciepłe myśli. Wszystko jest w porządku. Serdeczności dla Was!🧡💛💚💚💚💛🧡❣

20 lis 2022

Może ktoś jeszcze pamięta

Pewnie już ze 3 lata minęło jak Blox się wypiął na swoich blogerów i pogonił nas z hukiem, każąc szukać innego przytulnego miejsca do umieszczania swoich mądrości.

Niby trudno- stało się, co się miało stać, ale jednak trochę mi szkoda! Co prawda syn mi moją pisaninę zabezpieczył, ale komu się zechce odkodowywać /bo normalnie odtworzyć się tego nie da!/ całą zawartość i w gruncie rzeczy- po co?

A jednak trochę mi szkoda. Szkoda, bo między innymi była tam notka o mojej koleżance/przyjaciółce Eli, o tym, jak niezwykłym  jest człowiekiem. Znamy się i przyjaźnimy zdrowo ponad 40 lat, ostatnio widujemy dość rzadko z racji przeszkód formalnych /covid/ czy zdrowotnych- ona jest już bardzo schorowana a i ja też nie jestem tak dziarska jak do niedawna zwykłam o sobie myśleć.

W każdym razie nastąpiły na tyle sprzyjające okoliczności, że pojechałam ją odwiedzić /mieszkamy stosunkowo blisko, ale w dwóch różnych miejscowościach/.

Jak zwykle ugadałyśmy się do oporu i w którymś momencie podzieliłyśmy się informacjami, czym która z nas się aktualnie zajmuje. Nawiasem mówiąc Ela jest absolutnie wszechstronnie uzdolniona: śpiewa, przeistacza się w modela do artystycznej fotografii, którą tworzy jej córka, maluje, pisze... właściwie nie wiem, czy istnieje dziedzina, w której nie byłaby dobra!

Ela nie rości sobie pretensji do bycia poetką, ale jej wierszyki to- według mnie- prawdziwe perełeczki, pełne poczucia humoru i dystansu do siebie- pisze przecież wyłącznie dla przyjemności!

No to po tym może nieco przydługim wstępie prezentuję Wam twórczość Eli- jako że uzyskałam zgodę na jej upublicznienie na moim blogu. 

 

                                   Z torbami

/Tu informuję, że pozwoliłam sobie zmienić tytuł na bardziej adekwatny do sposobu przedstawionej treści- a wiem, że wyraziłaby na to zgodę./

 

W pewnym mieście w  dzień handlowy

pojedynczo i grupami 

podążają żółwim krokiem

kobiety z torbami.

 

Ile toreb każda niesie?

Dwie? A może więcej...

lecz jak unieść kilka toreb,

gdy się ma dwie ręce?

 

Nie wiem, co w tych torbach niosą

te dzielne kobiety.

Szkoda, że nikt do tej pory

nie zrobił ankiety.

 

Ciągle mnie ten problem dręczy

i tak myślę sobie-

gdy ujrzę pana z torbami,

to mu medal zrobię!

 

Powiedziałabym, że temat jak najbardziej serio a forma żartobliwa i pewnie dlatego tak fajnie się to czyta.

Drugi też jest lekkim piórem pisany a przecież, ile w nim myśli i uczuć starej kobiety...

 

                                         *** 

Ze względu na czas urodzin

jestem tak zwaną staruszką.

Emeryturę mam, mieszkanie

i samodzielnie nagrzane łóżko. 

 

Gdybym nie miała bliskich,

to czułabym się fatalnie...

ale cóż, kiedy kontakt miewamy- 

przeważnie zdalnie...

 

Nie lubię siedzieć bezczynnie.

Choć samotna, nie nudzę się wcale:

czytam, piszę, w krzyżówkach się trudzę,

lubię także rysować mandale.

 

Czas ucieka, chwila nie wraca...

a ja nie wiem, co jeszcze mnie czeka.

Czasem cieszy mnie uśmiech- bez maski,

ciepło ręki bliskiego człowieka.

 

Prawda, że trafia do serca? 

Pokazała mi ostatnio robione mandale.- Jedna jest twoja! Możesz sobie wybrać!- powiedziała. Wybrałam. Jasną, optymistyczną, słoneczną... Piękna, prawda?


I chcę pokazać jeszcze jedną. A - szczerze mówiąc- żałuję, że nie sfotografowałam wszystkich. Ta nie jest jeszcze zakończona. Popatrzcie, jaka wyobraźnia, kompozycja, precyzja wykonywania poszczególnych elementów...


 

 

 

Wczoraj były jej imieniny. Kochana! Składałam Ci już życzenia, ale jeszcze raz: zdrowia, zdrowia, dużo zdrowia!

I żebyśmy mogły długo jeszcze spotykać się co jakiś czas i gadać o wszystkim, co dla nas ważne!

 

----------------------------------------------------

 

We wtorek Ela będzie miała operację.

Proszę,  NIECH  OTOCZĄ  JĄ  WASZE  DOBRE  MYŚLI!