26 sie 2026

PRZEPRASZAM

Przepraszam, że w poprzednim poście nie odpowiedziałam na ostatnie komentarze.

Z najróżniejszymi rzeczami sobie w życiu radziłam, ale to co się w tej chwili dzieje, kompletnie mnie przerasta. Kiedyś pisałam o diabelskim młynie, ale teraz to jakiś wściekły rollercoaster, który tylko czyha, by cisnąć mnie w przestrzeń. Może kiedyś o tym napiszę, może nie, nie wiem...

Jak znam życie- i siebie- to chociaż siła złego na jednego, jakoś to przetrwam. Pamiętacie?...Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było...

Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Jesteście dla mnie BARDZO  WAŻNI!💕 

14 sie 2026

Ciekawostki

W ostatniej notce, relacjonującej kolejny pobyt w czeskiej Pradze, @To przeczytałam pokazała m.in. pomnik dłoni z rozstawionymi w połowie palcami i uwagą, że kto tak potrafi, bo ona nie daje rady. Odezwało się dwie czy trzy osoby, że to żaden problem, więc spróbowałam i ja. I też mi wyszło, może nie super zgrabnie, ale jednak.;))


 Niby w prawej ręce da się jakoś ten podział zrobić, choć z niejakim trudem, za to w w lewej zero problemów a i podział wyraźny.

 

 Przy tej okazji przypomniało mi się, że i ja w dzieciństwie czy może wczesnej młodości miałam palcową sztuczkę,w wykonywaniu której byłam jedyna i niepowtarzalna- i sprawiało mi to niebywałą satysfakcję!

Ciekawe, czy i teraz dam radę? Spróbowałam. I... dałam radę!!! I tak jak wcześniej- w lewej ręce: bezproblemowo, w prawej- gorzej, ale też się dało. A swoją drogą, jak to jest, że lewa ręka lepiej "zapamiętuje"? Może prawa miała w życiu więcej obowiązków, stąd nie próbowała nawet zapamiętywać rzeczy mało istotnych?...;))


 Wygląda to mocno drapieżnie. A gdy się wykona ten gest w obu rękach i uzupełni odpowiednio straszliwą miną- efekt murowany! :))) Sami spróbujcie!

 

A skoro mowa o dziwnościach, to miałam kolegę, który umiał poruszać uchem: lewym lub prawym- w zależności od zapotrzebowania.

A z kolei mój wujek robił z ust  taką cienką kreskę i wydawał przenikliwy pisk, którego żadne z nas- dzieci- nie umiało powtórzyć, mimo wielu usilnych prób.

Trochę mało poważna dzisiejsza notka, ale czy wszystko i zawsze musi być takie śmiertelnie serio?... :)))

9 sie 2026

Były, ale nie tam, gdzie się spodziewałam.

 

Spodziewałam się kłopotów z telefonem, tymczasem kłopoty rzeczywiście były, ale... z komputerem.

Otóż ileś dni temu, po burzy- zresztą całkiem niegroźnej u nas- zabrakło internetu. Należało wyłączyć dopływ prądu, potem włączyć i sprawdzić, czy to cokolwiek zmieni.  A mnie się wszystko pomyliło i zresetowałam komputer. Poczułam się taka technicznie mocna, czy przypomniały mi się słowa otuchy z początków mojego  poznawania obsługi komputera, żeby się nie bać, bo tam za wiele zepsuć się nie da... Sama nie wiem, co mną powodowało, w każdym razie tak skutecznie zablokowałam komputer, że choć weź i ugryź!

Co dalej? Wiadomo, po ratunek do syna. I też pudło!  - Powiedz, co zrobiłaś. Tak po kolei. 

Bardzo chętnie bym opowiedziała z detalami, gdybym wiedziała, co właściwie zrobiłam. Może  jakaś informacja, jak przywrócić aparat z powrotem do życia jest w pudełku po komputerze?  Poszukajmy. Na ogół trzymam różne dziwne rzeczy, więc pewnie znajdę...tymczasem pudełka ani śladu! 

No, cóż! Trzeba  wezwać fachowca. I nerwy, że kiedy, bo facet zarobiony po uszy... ale udało się! Przyszedł! Otworzył komputer, trzy ruchy ręką, spytał o kod do komputera, wklepał i...komputer zaczął działać, jakby nic się wcześniej nie zdarzyło!! Niesamowite! Nie pytałam, co zrobiłam wcześniej nie tak, bo do niczego mi to już nie było potrzebne. Prędzej mi ręka uschnie, nim po raz drugi zabiorę się do resetowania komputera!!

A telefon? Jakoś sobie radzę, choć do zaprzyjaźnienia się z nim - daleka  droga. Teoretycznie wszystko jest jasne i proste, i niemal takie samo jak w poprzedniku, ale w praktyce wcale tak słodko nie jest.  Co rusz nadziewam się na jakąś niespodziankę i mocno mnie to deprymuje. Jak uznam, że jestem już z nim zaprzyjaźniona- dam znać! ;)))