I niech nam się sprawdzi w nowym 2021 roku!
Wszystkim - wszystkiego lepszego!!
Zastanawiam się, jak trudne byłoby to dla mnie zadanie.
Z pewnością znalazłyby się rodzinne pozytywy, o których warto pamiętać, jednak ta mgła niepewności i niepokoju bardzo skutecznie zabijała radość codzienności mniejszych czy większych...
Nie będę robiła podsumowań minionego roku. Zbyt wiele złych rzeczy się zadziało, zbyt wiele rozczarowań, by chcieć ponownie się w tym zanurzyć...
Jutro Sylwester- ostatni dzień tego przestępczego /nie poprawiać!/ roku. I nawet na jego temat nie da się powiedzieć nic pewnego, bo nic pewnego nie wiadomo. Niby godziny policyjnej nie ma, ale policja z bloczkami mandatowymi będzie przemierzała ulice, żeby obywatelom za wesoło się przypadkiem nie robiło. Nie ma zakazów i są zakazy- jak kto sobie zinterpretuje...ale naturalnie nie zwykły obywatel, bo ten w gruncie rzeczy nie ma nic do gadania- z policją nie wygra, czego dowody już wielokrotnie oglądaliśmy na ekranach telewizorów. Krótko mówiąc: organizujcie domówki i to najlepiej we dwójkę a wtedy ani covid, ani rządowa zaraza nie będą się miały do czego przyczepić!
Bo przecież ważne jest to, co będziemy robić a nie jakimi określeniami nazwą czas wspólnej zabawy, nieprawdaż?...
----------------------------------------------------------------------
Kochani!
Jutro Sylwester! Uśmiechnijcie się! Stary rok wreszcie odejdzie a Nowy będzie miał wystarczająco dużo sił, by wziąć się za porządki! :))
Najlepszym sposobem odcięcia się od telewizji na dłuższy okres czasu jest ... obejrzenie programów, jak lecą, od początku do końca! Można nabawić się awersji na bardzo długo!
Ostatnio na tapecie szczepionki. W każdej konfiguracji: czym przyjechały, po ile w opakowaniu, kogo zaszczepili- transmisja z zaszczepienia pierwszej pielęgniarki, oczywiście wywiad a poza tym rozmowy, rozmowy, rozmowy!! Z lekarzami, z dziennikarzami, z politykami, z wirusologami, ale i z ozdrowieńcami! Z kim się da, bo każdy teraz ma misję przekonywania do szczepień . Ludzie!!! Ile można??! I końca tego nie widać.
Ja wiem, że to ważne, ale odnoszę wrażenie, że nadmiar propagandy może zadziałać całkiem inaczej niż zakładano.
Drodzy moi Goście! Już wkrótce zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Złożymy życzenia naszym najbliższym... Czego mogę życzyć Wam, moim blogowym Przyjaciołom, moim Czytelnikom i Dyskutantom?Właściwie odpowiedź na to pytanie jest krótka:- Nie wiem!
Nie należę do antyszczepionkowców. Wszystkie dziecinne odry, ospy czy gruźlice miałam zaszczepione a później wedle potrzeby: jak uczciwie rozwaliłam nogę, to zaszczepiono mi tężca; przed operacją- szczepienie na żółtaczkę i okiem nie mrugnęłam, żeby stanąć okoniem.
Do tej pory nie szczepiłam się na grypę-i nawet nie dlatego, żebym jakoś szczególnie nie ufała szczepionce- zwyczajnie nie przyszło mi to do głowy. Zresztą generalnie choroby mnie omijały, poza drobnymi przeziębieniami, które likwidowałam w zarodku, więc po co?
A teraz? Zacznę od żartu:
Niepokoi mnie całkiem co innego: permanentny bajzel krajowy, gdzie jeśli nie oszukają, to ukradną, a jeśli nie ukradną , to zlekceważą.Niepokoi mnie kompletny brak planów i konsekwencji w działaniu, niepokoją akcje zasadzające się na strachu i terrorze a nie rzetelnej informacji. Mam zero zaufania do tego rządu, który słania się od lewa do prawa i z powrotem, do rządu, w którym jeden kacyk mówi co innego niż drugi... jak można temu zaufać?!
Memy -jedne starsze, drugie jeszcze cieplutkie- wszystkie mówią o tym samym: o braku pewności, o szarpaninie nie popartej logiką, gdzie jednego dnia stoki się zamyka, drugiego dnia otwiera, by po kolejnych dwóch ponownie je zamknąć!
Jedno przeczy drugiemu! Trudno cokolwiek zaplanować, bo nic się kupy nie trzyma!
Te same 8 osób przy wigilijnym stole raz zgromadziło się legalnie a raz -nielegalnie, w zależności jedynie od tego, kto kogo zaprosił!!
No, nie wiadomo: śmiać się czy płakać!!
Powiedzcie mi, proszę, na czym mam oprzeć zaufanie do tego rządu? Jak wzbudzić w sobie wiarę, że cały proces szczepień zaplanowany będzie i przeprowadzony w pełni profesjonalnie? Bo powiem, że nie dość, że nie mam co do tego pewności, to nie mam większych złudzeń i myślę, że będzie jak zawsze: byle jak, byle szybko! A tak się zaufania nie buduje... nieprawdaż?...
Niech Was wirusy nie atakują! ŻADNE WIRUSY !!
Zdrowia życzę! I dobrego nowego tygodnia z nadzieją na sympatyczne i spokojne święta! :))
Chodziłam i pstrykałam: fotka tego, tamtego i jeszcze ta...
-Inwentaryzację robisz?- zdziwił się mąż.
A ja, zainspirowana notką Jotki, postanowiłam pokazać swoje kwiatki. Kochane są, cierpliwe i wytrzymałe, bo ze mnie przyrodnik żaden: zapomnę podlać albo podleję za dużo... Moje kwiatki wiele mi wybaczają, tylko jeden się zbuntował i kwitnąć nie chce a wszystko przez to, że za dobrze dla niego chciałam.
Siedział sobie grudnik w małej doniczce i kwitł jak głupi. Pomyślałam, że w większej doniczce bardziej się rozrośnie i będzie mu wygodniej. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, tyle że wsadziłam go do donicy wielkiej jak dla palmy. To się obraził i przestał kwitnąć. Nie chce, to nie, prosić go nie będę!
To pokażę teraz inne, te grzeczniejsze:
Dostałam odnóżkę. Podobno nazywa się pieniążek, bo listki ma podobne do monet. Czy kwitnie, nie wiem, ale nie wygląda na kwitnący kwiat. Zobaczymy...
Jakiś gruboszowaty, nie wiem, jak się nazywa. Wypuścił trzy nowe odnóżki, ale nie chcę rozsadzać, bo już miejsca nie mam na parapetach.
Niżej też kaktusowate. Nie wiem , czym się żywią, bo ziemi tam prawie nie ma a gwiazdeczki rosną bez opamiętania!
Rodzaj zioła, można niewielkie ilości dodać do mięsa.
Niżej coś bambusowatego. Niby nic a wygląda dość dekoracyjnie.
Ale specjalnie się nie przejmuję brakiem kwitnienia- i tak jest ładny!
Kiedyś w moim rodzinnym domu było dużo aloesów. Mama je ciągle rozsadzała.Traktowała je jak lekarstwo. Faktycznie ich miąższ działał leczniczo.
Zawsze piękne, naturalnie eleganckie.
Te - wyjątkowo okazałe, z wielkimi pięknymi kwiatami.
To może starczy. Jest ich więcej , ale wybrałam te, moim zdaniem, najciekawsze.
Tak jak powiedziałam, opiekuję się kwiatami raczej intuicyjnie, ale bardzo je lubię. Mieszkanie z zielenią jest bardziej domowe, przyjazne.
Miłej niedzieli i nowego tygodnia. Zdrowia- jak zawsze! :))
Nie kwestionuję, że Lewandowski jest świetnym piłkarzem a jego żona atrakcyjną kobietą ale przyznam, że momentami mam już serdecznie dosyć, bo co tylko w telewizji przerwa na reklamę, to albo on, albo ona. Ile można?!...
Szczerze mówiąc nie znam zasad skuteczności prezentowanych reklam, ale wydaje mi, że przesada może działać zniechęcająco- jak każda przesada zresztą.
A tu- strach lodówkę otworzyć, żeby któreś z Lewandowskich z niej nie wypadło.
No to sobie pokrytykowałam. A co? Nie wolno mi?... ;)
------------------------------------------
ZDRÓWEŃKA WSZYSTKIM! :)))
Postaram się, to jeszcze wcale nie ma gwarancji, że mi się uda.
Następnego dnia nie da się przewidzieć a już na pewno nie da się zaplanować, więc ja też mogę jedynie zadeklarować dobre chęci. A dziś jeszcze świątecznie i na ostro a pikantnie:
Szybkie pytanie:
I wreszcie szczere wprost z serca płynące życzenia przy wigilijnym stole:
Może ktoś bardziej znający się na rzeczy ewentualnie mnie poprawi, bo mam wrażenie, że napis na tekturowym haśle jest zaczerpnięty z ewangelii- częściowo oczywiście:
"CHOCIAŻBYM SZŁA NOWOGRODZKĄ, ZŁA SIĘ NIE ULĘKNĘ! "
______________________________________
Wszystkich, którzy poczuli się zgorszeni bądź oburzeni: SERDECZNIE PRZEPRASZAM!
WESOŁYCH ŚWIĄT!! :))
I NATURALNIE- CAŁY WÓR ZDROWIA!! :)
13. XII.
Aż się prosi, żeby rzecz potraktować rocznicowo i wspominkowo, ale powiem, że wszystko się we mnie buntuje, gdy pomyślę, że choć w minimalnym stopniu przyczyniłabym się do debatowania na temat roli prezesa wtedy i dziś. Mamusia nie obudziła, to spał a dziś, gdy nie ma już mamusi, która by pierzyną otuliła, ucieka w popłochu przed dziewczynami, bo taka ich ilość- zdesperowanych i gniewnych- jest zbyt straszna dla rozdygotanej prezesowej duszy.
Dziś jest jak jest, ale wierzę głęboko, że prędzej czy później cała ta wroga narodowi ekipa, z prezesem na czele, doczeka się na pewno i prawa, i sprawiedliwości!
Zamiast moich wspominek- kilka podebranych memów. Zawsze to jest się wtedy nad czym zastanowić.
Umiemy się jednoczyć, umiemy być solidarni, gdy mamy wspólnego wroga. Gdy go nie mamy, musimy go sobie najpierw stworzyć... chyba bez tego prawdziwego czy wyimaginowanego wroga tak naprawdę nie umiemy żyć pełną piersią i nie umiemy cieszyć się życiem i tym, co ono nam daje...
Może dopiero wtedy czujemy się prowadzeni i zaopiekowani?...
Nie ma problemu, rzecz do załatwienia, bo oto- już od nowego roku...
Przepraszam, że dziś tak smęcę, ale jest we mnie sporo niepokoju i martwię się, jak przebiegnie ten dzisiejszy dzień... ciężki rocznicowy dzień.
Bądźmy dziś razem. Choćby tylko myślami. Wiem, zawsze bądźmy razem! Ale dziś szczególnie!
Poszłam ci ja do warzywniaka /już nie pamiętam, po co/ i... zobaczyłam winogrona! Oczy mi się zaśmiały, jako że w tym roku nie zdołałam się nasycić tymi owocami. A co sobie będę na stare lata żałować- kupiłam!
Dziwne były. Jakieś takie lepkie... Ani smaku, ani soczystości... bez sensu! Ale wyrzucić szkoda! No to do gara!
Dodałam trochę cukru i do słoików.
Najważniejsze, że nic się nie zmarnowało. A plusem jest kolejna życiowa lekcja: NIGDY WIĘCEJ WINOGRON ZIMĄ!! ;)))